Jennifer Kesse – W drodze do pracy.

– Przepraszam… – Logan zapukał w okno vana – Przepraszam, panowie? Nie widzieliście przypadkiem mojej siostry? Mieszka w jednej z szeregówek, blondynka, długie włosy…

Robotnicy spojrzeli na niego przelotnie i wrócili do rozmowy w obcym języku. Logan nie był pewien czy nie zrozumieli jego pytania, czy po prostu go zignorowali.

Jennifer Kesse.

Jennifer Kesse wróciła właśnie z weekendu na Wyspach Dziewiczych. Mimo, że bardzo lubiła swoją pracę – a była najmłodszym managerem w historii Central Florida Investments Timeshare, to cudownie było wyskoczyć na kilka dni i odpocząć.

W niedzielę wieczór została jeszcze u swojego chłopaka Roba na noc i w poniedziałek ruszyła w kilkugodzinną podróż od razu do biura. Był 23 stycznia 2006. Jennifer skończyła tego dnia pracę o godzinie 18, jak zawsze napisała smsa do Roba, że wraca już do domu, a o 18:15 zadzwoniła na kilka minut do taty.

Kilka minut później była już w swojej szeregówce w Orlando. O 22 zadzwoniła do Roba. Trochę się poprztykali, nie było to nic ważnego, ale atmosfera na moment zrobiła się gęsta. W czasie rozmowy, ktoś zadzwonił domofonem. Jennifer spojrzała na kamerkę. Był to sąsiad z góry. Dziewczyna nie była w nastroju, postanowiła nie podnosić słuchawki. Po skończeniu rozmowy zmyła makijaż i położyła się spać.

24 stycznia wieczorem Jennifer nie napisała smsa do Roba. Z jednej strony mężczyzna rozumiał, pewnie była jeszcze wzburzona po wczorajszej kłótni. Z drugiej strony jednak dziewczyna zawsze, ale to zawsze pisała do niego smsa. To była ich tradycja, i jeszcze nigdy nie zdarzyło jej się o tym zapomnieć. Rob postanowił zadzwonić do swojej dziewczyny, jednak odbił się od automatycznej sekretarki.

To zmartwiło Roba. Jennifer nigdy, przenigdy nie wyłączała telefonu.

Jennifer i Rob.

Później okazało się, że dziewczyna nie pojawiła się tego dnia w pracy. Nie mogąc dodzwonić się do samej Jennifer, przełożony zadzwonił do jej rodziców. Rodzice z kolei, od razu wsiedli w samochód i ruszyli w drogę do Orlando. Byli przekonani, że stało się coś złego.

Również brat Jennifer Logan pojechał do siostry. Podczas gdy dziewczyna była na wakacjach, Logan wraz z przyjaciółmi nocowali u niej, żeby pilnować mieszkania. Nawet jej były chłopak Matt wpadł do nich na kilka drinków. Dla Jennifer nie było to zupełnie komfortowe – Matt bardzo źle znosił fakt, że ułożyła sobie życie z kimś innym i bardzo chciał, żeby do niego wróciła.

Później kiedy rozjechali się do domów, okazało się, że jeden z jego kumpli Travis zostawił telefon służbowy w mieszkaniu Jen. Dziewczyna miała odesłać telefon pocztą następnego dnia. Nie zrobiła tego.

Logan dotarł na miejsce pierwszy.

Samochodu Jennifer nie było na jej miejscu parkingowym numer 2226. W mieszkaniu siostry Logan nie zobaczył nic dziwnego. Piżama i mokry ręcznik dziewczyny leżały w łazience. Na łóżku leżało kilka różnych zestawów ubrań – dziewczyna przygotowując się do pracy zwykle przymierzała różne stylizacje, zanim wybrała tą właściwą na dany dzień.

Logan zauważył vana, w którym siedzieli robotnicy, pracujący nad wykończeniem pozostałych szeregówek w kompleksie mieszkalnym Jennifer. Dziewczyna często skarżyła się na nich, podobno zaczepiali ją i gwizdali, ilekroć przechodziła obok.

– Przepraszam… – Logan zapukał w okno vana – Przepraszam, panowie? Nie widzieliście przypadkiem mojej siostry? Mieszka w jednej z szeregówek, blondynka, długie włosy…

Robotnicy spojrzeli na niego przelotnie i wrócili do rozmowy w obcym języku. Logan nie był pewien czy nie zrozumieli jego pytania, czy po prostu go zignorowali.

Później do Logana dołączyli rodzice. Wspólnie zgłosili zaginięcie dziewczyny na policję. Policjanci co prawda przyjęli zgłoszenie, jednak stwierdzili, że dziewczyna jest dorosła i nie musi spowiadać się z tego kiedy i gdzie wyjeżdża. 

Wszystko zmieniło się 26 stycznia, kiedy znaleziono czarny Chevrolet Malibu Jennifer zaparkowany przy innym kompleksie mieszkalnym, o bardzo złej reputacji. Stało się jasne, że dziewczyna nie przeparkowała samochodu z własnej woli, bo dlaczego miałaby to robić?

Czarny Chevrolet Jennifer.

W mieszkaniu Kesse nie znaleziono śladów włamania, dlatego też policja założyła, że Jennifer wyszła z domu z zamiarem pójścia do pracy, zamknęła za sobą drzwi i została porwana w drodze do lub w samochodzie.

Pies policyjny złapał trop z samochodu Jennifer do kompleksu mieszkalnego, w którym położona była jej szeregówka. Ślad znikał przy wyrwie w siatce, niedaleko drzwi Jennifer.

Policjanci wezwali Roba, aby otworzył bagażnik samochodu Jennifer, prawdopodobnie chcąc sprawdzić jego reakcję. Mężczyzna zrobił to z duszą na ramieniu, bał się że w środku znajdzie ciało dziewczyny. Na szczęście tak się nie stało. Do dzisiaj jednak nie wiadomo, co zostało znalezione w bagażniku czarnego Chevroleta. Policja wykluczyła jednak rabunek, jako że nikt nie połasił się na wartościowe rzeczy znajdujące się w samochodzie.

We wnętrzu auta znaleziono jedynie skrawek odcisku palca i włókno z materiałem genetycznym. Wyglądało na to, że ktoś dokładnie wyczyścił samochód po jego użyciu.

Następnie sprawdzono monitoring obu kompleksów mieszkalnych. Kamery nagrały osobę, która przeparkowała samochód Jennifer. Postać niestety jest nie do rozpoznania, w dwóch ujęciach jakie zostały podane do wiadomości publicznej osoba ta stoi za słupem, jest ubrana w czapkę i ma na sobie uniform o niezidentyfikowanym kolorze (na nagraniu wygląda na biały, jednak okazuje się, że ciemne ubrania również wyglądają na jasne w nagraniach z kamer tego rodzaju).

Postać, uwieczniona na monitoringu.

Rzeczy, które zaginęły razem z Jennifer to telefon komórkowy, iPod, klucze do mieszkania, torebka, skórzana teczka i ubrania, które prawdopodobnie miała na sobie dziewczyna tego dnia.

Nikt nie został nigdy postawiony w stan oskarżenia, jednak w sprawie jest czworo nieoficjalnych podejrzanych.

1. Były chłopak Jennifer – Matt. Mężczyzna ciągle kochał dziewczynę i chciał, żeby do niego wróciła. Nie mógł pogodzić się z faktem, że ułożyła sobie życie i była szczęśliwa z Robem. Tuż przed zaginięciem wpadł na kilka drinków do jej mieszkania, w którym przebywał Logan z przyjaciółmi. Później tego wieczora długie godziny spędził w barze Blue Martini, gdzie zalał się w trupa. Bar ten znajdował się naprzeciwko mieszkania Jennifer, a chłopak mieszkał w zupełnie innej części miasta. Jego alibi ponoć zostało zweryfikowane i potwierdziło się, więc policja wykluczyła Matta z kręgu podejrzanych,

2. Żonaty współpracownik, manager w firmie Jennifer. Mężczyzna komplementował dziewczynę i niejednokrotnie dawał do zrozumienia, że chciałby się z nią umówić. Jen, nie wiedząc co zrobić z niechcianymi zalotami poprosiła ojca o radę. Zgodnie z nią, zaprosiła managera na obiad do kafeterii znajdującej się w biurze i powiedziała wprost, że nie podoba jej się idea związku w miejscu pracy. Manager podobno wziął sobie do serca jej słowa i dał dziewczynie spokój.

3. Inny pracownik w firmie Jennifer. Mężczyzna cztery lata po zaginięciu złożył skargę na managera (drugiego podejrzanego). Twierdził on, że manager w dzień zaginięcia Jennifer przyszedł do pracy spóźniony, zdyszany i zły. Tłumaczył się tym, że otrzymał mandat za przekroczenie prędkości, jednak mandat był sprzed tygodnia. Dzień wcześniej ponoć zaprosił Jennifer do swojego biura chcąc zapytać o wycieczkę i bardzo poirytował się, kiedy dziewczyna opowiadała o wspaniałych chwilach spędzonych ze swoim chłopakiem Robem. Manager, zapytany o to gdzie jest Jennifer odrzekł: ‘Pewnie zjadły ją krokodyle’ i często wyrażał się w negatywny sposób o Robie.

Pracownik zapytany dlaczego zgłasza to wszystko dopiero teraz, odrzekł, że bał się, że policja uzna go za wspólnika managera.

Kilka niezależnych źródeł stwierdziło jednak, że to właśnie ten pracownik miał obsesję na punkcie Jennifer i prześladował ją. Wygląda więc na to, że cały czas specjalnie próbował zrzucić winę na managera i wszystkie rzeczy, o których opowiedział mogły nigdy się nie zdarzyć.

4. Jeden z robotników. Robotnicy, pracujący przy wykończeniu szeregówek w kompleksie mieszkalnym Jennifer często zaczepiali dziewczynę. Mieli oni klucze do mieszkań i często w nich nocowali. Dziwny był fakt, że zignorowali Logana, który zapytał tylko, czy nie wiedzą, gdzie może być jego siostra. Policji nie udało się ich dobrze przesłuchać, wielu nie mówiło po angielsku i pracowało na czarno, więc do większości nie udało się nawet dotrzeć.

Jennifer Kesse.

Sprawa Jennifer jest otwarta, do dzisiaj nie udało się zidentyfikować osoby, która jechała samochodem dziewczyny. Jej rodzina nie ustaje w poszukiwaniach.

[1] [2]

Leah Roberts – Jeepem na zachód.

Kara razem z Nicole przeszukały pokój dziewczyny. Okazało się, że zniknęło wiele jej ubrań, co wskazywało na to, że Leah wyjechała gdzieś na kilka dni. Na szafce leżał też liścik z plikiem banknotów na miesięczny czynsz i opłaty. W notatce padły słowa ‘nie myślę o samobójstwie, wręcz przeciwnie’, wspominała też o Jack’u Kerouac’u, a całość podpisana była rysunkiem kota z Cheshire z ‘Alicji w Krainie Czarów’.

Leah Roberts.

Wiersze i sens życia.

Kiedy w 1998 Leah Roberts cudem wyszła cało z wypadku samochodowego – narodziła się na nowo. Była pewna, że umrze od momentu, w którym ujrzała pędzącą na nią ciężarówkę. Miała przebite płuco i potrzaskaną kość biodrową, jednak z pomocą lekarzy, po wielu tygodniach wymagającej rehabilitacji powróciła do pewnej sprawności. Dziewczyna miała wtedy dwadzieścia dwa lata.

Leah nie miała łatwego życia. Kiedy skończyła siedemnaście lat u jej ojca zdiagnozowano przewlekłą chorobę płuc. W wieku dwudziestu lat jej mama zmarła nagle na atak serca. Trzy lata później Leah, która studiowała wtedy język hiszpański i antropologię, miała przerwę w nauce i planowała wyjazd na Kostarykę. Wtedy odszedł jej ojciec. Dziewczyna postanowiła jednak nie rezygnować ze swoich planów i zgodnie z planem wyruszyła w podróż, która jak później twierdziła odmieniła jej życie. 

Po powrocie dziewczyna rzuciła studia, mimo iż zostało jej tylko pół roku do uzyskania dyplomu. Jej siostra Kara i brat Heath próbowali wyperswadować jej ten pomysł, jednak bez większego rezultatu. Leah zaczęła grać na gitarze, zajęła się fotografią oraz adoptowała kotkę, którą nazwała Bea. Zaczęła całe dnie spędzać w kawiarniach, gdzie zaprzyjaźniła się z ludźmi, mającymi podobne podejście do życia. Pisała wiersze, dyskutowała na temat sensu życia i marzyła o podróży na zachód, tak jak zrobił to Jack Kerouac, którego książki uwielbiała.

Szalona wyprawa.

Rankiem 9 marca 2000 roku Leah zadzwoniła do swojej siostry Kary. Nie rozmawiały o niczym konkretnym, jednak umówiły się na spotkanie w niedalekiej przyszłości. Nieco później dziewczyna obiecała swojej współlokatorce Nicole pomoc w opiece nad dziećmi następnego dnia wieczorem – w ten sposób sobie dorabiała.

Leah była znana ze swojego nieprzewidywalnego zachowania i podejmowania spontanicznych decyzji. Nicole nie była więc zdziwiona, kiedy po powrocie z pracy nigdzie nie było ani Leah, ani jej białego Jeepa Cherokee z 93’. Niestety dziewczyna nie pojawiła się też następnego dnia na umówioną opiekę, mimo obietnicy.

11 marca Kara i Heath nie mogąc skontaktować się z siostrą, zadzwonili do Nicole, jednak Leah wciąż nie było w domu. Wtedy współlokatorka zauważyła też, że zniknęła również jej kotka Bea.

13 marca Kara zgłosiła na policję zaginięcie siostry.

14 marca Kara razem z Nicole przeszukały pokój dziewczyny. Okazało się, że zniknęło wiele jej ubrań, co wskazywało na to, że Leah wyjechała gdzieś na kilka dni. Na szafce leżał też liścik z plikiem banknotów na miesięczny czynsz i opłaty. W notatce padły słowa ‘nie myślę o samobójstwie, wręcz przeciwnie’, wspominała też o Jack’u Kerouac’u, a całość podpisana była rysunkiem kota z Cheshire z ‘Alicji w Krainie Czarów’.

Fragment listu Leah (1)
Fragment listu Leah (2)

Kara miała pełnomocnictwa na wgląd w konta bankowe Leah, jeszcze z czasu, kiedy dziewczyna była na Kostaryce. Postanowiła więc przejrzeć billingi. 9 marca dziewczyna wybrała siedem tysięcy dolarów, po czym użyła karty do opłacenia pokoju w motelu w Memphis, Tennesee. Późniejsze transakcje wskazywały na to, że Leah podróżuje na zachód, wzdłuż drogi międzystanowej numer 40. Po zakupie benzyny 13 marca w Brooks, Oregon aktywność dziewczyny na koncie ustała.

Kara i przyjaciółka Leah, Sara Smith odwiedziły kawiarnie, do których Leah chadzała przed swoją podróżą. Poznały tam Jeannine Quiller. Dziewczyna opowiedziała im o fascynacji Leah książkami Jacka Kerouaca, oraz o planach powtórzenia jego podróży. Karze ulżyło, w końcu odkryła co zamierzała Leah, postanowiła więc spokojnie czekać na jej powrót.

Zamiast życzeń.

Kara była przekonana, że Leah zadzwoni do niej 18 marca, wtedy też dziewczyna kończyła dwadzieścia sześć lat. Otrzymała telefon, ale bynajmniej nie od siostry. W tym dniu policja zawiadomiła ją, że odnaleziono Jeepa Cherokee należącego do Leah.

Samochód Leah (1)
Samochód Leah (2)

Tego ranka para biegnąca wzdłuż Canyon Creek zauważyła ubrania porozwieszane na drzewach przy drodze. W lesie który leżał na dnie stromego nasypu za drzewami znajdował się poważnie uszkodzony samochód. W środku znajdowały się koce i poduszki, świadczące o tym, że ktoś spał w samochodzie już po wypadku. Znaleziono też klatkę dla kota i resztki karmy. Rzeczy osobiste dziewczyny takie jak paszport, prawo jazdy, książki, ubrania, gitara i płyty CD były porozrzucane po lesie. 2500$ w gotówce i biżuteria Leah między innymi pierścionek zaręczynowy jej matki, z którym się nie rozstawała znajdowały się w samochodzie, nie doszło więc do kradzieży. Znajdował się tam również bilet do kina na ‘American Beauty’ na 13 marca.

Canyon Creek.

Śledczy stwierdzili, że auto jechało około 64 km/h zanim zboczyło z drogi i spadło ze wzniesienia. Wnętrze samochodu było zabałaganione, jednak nie było tam krwi, ani niczego co mogłoby sugerować, że kierowca lub pasażer ucierpieli. Wydawało się, że podczas wypadku nikogo w środku nie było, a więc zdarzenie zostało ukartowane.

Kara i Heath przylecieli aby na własną rękę szukać dziewczyny. Odwiedzili centrum handlowe Bellis Fair, w którym Leah poszła do kina. Niedaleko miejsca Kara ujrzała restaurację, która od razu skojarzyła jej się z siostrą. Nie myliła się – pracownicy rozpoznali dziewczynę. Ponoć siedziała przy barze, a po obu jej stronach siedzieli mężczyźni. Rozmawiali oni o planach dziewczyny i o Jack Kerouacu.

Podejrzani zostali odnalezieni i przesłuchani. Jeden z nich twierdził, że Leah opuściłą restaurację sama, drugi zaś że wyszła z mężczyzną o imieniu Barry. Podał nawet jego opis policyjnemu rysownikowi.

Barry.

Kilka dni po odnalezieniu Jeep’a na komisariat policji zadzwonił mężczyzna twierdząc, że widział Leah. Podobno dziewczyna wyglądała na oszołomioną i spacerowała wokół stacji benzynowej niedaleko Seattle. Mężczyzna jednak spanikował i odłożył słuchawkę, zanim powiedział jak się nazywa.

Dopiero wiele lat później detektyw, który zajął się sprawą zdecydował się zajrzeć pod maskę samochodu. Okazało się, że jeden z przewodów był przecięty – umożliwiało to przyspieszanie bez użycia pedału gazu. To odkrycie potwierdziło fakt, że wypadek był upozorowany. Detektyw znalazł równiej odcisk palca pod maską i męskie DNA na odzieży Leah.

Leah Roberts.

Tajemniczy Barry nigdy nie został zidentyfikowany. Sprawa Leah Roberts do dzisiaj pozostaje niewyjaśniona.

[1] [2] [3] [4] [5]

Joan Risch – Pani domu.

Nadeszła szesnasta, czas kolacji. Jako, że Joan nie przyszła po Lillian, Barbara odesłała dziewczynkę samą do domu. Minutę później Lillian wróciła z płaczem.

– Dziecko co się stało? – zapytała Barbara schylając się do dziewczynki i wycierając jej łzy z policzków kciukami.

– Mamy nie ma – chlipnęła dziewczynka, po czym głośno pociągnęła nosem – I wszędzie jest czerwona farba!

Joan Risch.

Pani domu.

Joan Bard była ambitną młodą kobietą. 

Urodziła się w roku 1930 na Brooklynie w Nowym Jorku. Kiedy miała dziewięć lat, wraz z rodzicami przeprowadzili się do New Jersey. Zaledwie rok później zdarzyła się prawdziwa tragedia – rodzice dziesięcioletniej wtedy Joan zginęli w pożarze domu. To wydarzenie zostało w raportach policyjnych opisane jako podejrzane. Dziewczynka od tamtego czasu mieszkała z wujostwem, którzy ją adoptowali. Istnieją podejrzenia, że Joan mogła w dzieciństwie być wykorzystywane seksualnie. 

W wieku dwudziestu dwóch lat Joan ukończyła literaturę angielską i rozpoczęła pracę w wydawnictwie. Kobieta bardzo szybko awansowała z pozycji sekretarki na asystentkę redaktora. Swoją pracę kochała całym sercem, dlatego też jej przyjaciele byli bardzo zdziwieni kiedy po wyjściu za mąż za Martina Risch’a w 1956 porzuciła karierę na rzecz opieki nad domem i wychowaniu dzieci.

Joan z dziećmi.

Dni mijały, a Joan mimo, że była oddaną żoną i matką bardzo tęskniła za swoim dawnym życiem.

23 października 1961 państwo Risch bardzo mile spędzili wieczór. Ułożyli dzieci do snu, a później zjedli kolację i wypili butelkę wina w swoim domu przy ulicy Old Bedford. Następnego dnia Martin musiał wyjechać w delegację do Nowego Jorku.

24 października był dniem takim jak inne. Joan wstała tuż po wyjeździe Martina, ubrała się i razem z dziemi zjadła śniadanie. Później odprowadziła swojego dwuletniego syna Davida do sąsiadki Barbary Barker, a sama poszła wraz z czteroletnią córeczką Lillian do dentysty. Kiedy wróciła, odebrała synka, aby ułożyć go do popołudniowej drzemki, a córce pozwoliła pobawić się na podwórku przez siatkę z dzieckiem sąsiadów Douglasem Barker. 

Jakiś czas później zaprowadziła Lillian na podwróko do Douglasa i obiecała, że za chwilę wróci. Z jakiegoś powodu postanowiła nie mówić Barbarze, że zostawia u niej córkę. Było to przed godziną czternastą.

Po czternastej Barbara wyszła na chwilę przed dom i zobaczyła oszołomioną Risch, stojącą z czerwoną szmatką w ręce przy samochodzie, zaparkowanym na podjeździe.

Czerwona farba.

Nadeszła szesnasta, czas kolacji. Jako, że Joan nie przyszła po Lillian, Barbara odesłała dziewczynkę samą do domu. Minutę później Lillian wróciła z płaczem.

– Dziecko co się stało? – zapytała Barbara schylając się do dziewczynki i wycierając jej łzy z policzków kciukami.

– Mamy nie ma – chlipnęła dziewczynka, po czym głośno pociągnęła nosem – I wszędzie jest czerwona farba!

Barbara przeraziła się. Chwyciła Lillian za rękę i poszła z nią do domu Joan. Wszystkie ściany zachlapane były czerwoną mazią. Nie była to farba, a krew. Kobieta natychmiast wezwała policję.

Kuchnia w domu Joan (1)
Kuchnia w domu Joan (2)

Krew rozmazana w kuchni miała grupę ‘0’, dokładnie taką, jaką miała Joan Risch. Było jej więcej, jednak część została starta ręcznikami papierowymi i śpioszkami Davida. Telefon był wyrwany ze ściany i wrzucony do kosza. Na słuchawce widniał krwawy odcisk palca, a drugi taki sam odbity był na ścianie. W koszu, który został przesunięty z rogu na środek kuchni była też butelka po winie i kilka butelek po piwie. Książka telefoniczna leżąca na stole była otwarta na dziale ‘Telefony awaryjne’. Krzesło zostało przewrócone.

Ślady krwi biegły od pokoju dziecięcego do kuchni. David Risch leżał cały i zdrowy w swojej kołysce. Z kuchni krew ciągnęła się aż na podjazd i urywała przy samochodzie. Wnętrze auta i jego bagażnik były nią poplamione.

Martin Risch zawiadomiony przez policję o zdarzeniach natychmiast wrócił do domu. Wyjaśnił, że butelka po winie była tą samą, którą wieczór wcześniej osobiście wyrzucił do kosza. Nie miał jednak pojęcia skąd wzięły się butelki po piwie.

Odciski palca na słuchawce telefonu i na ścianie nie należały do Joan Risch i nigdy nie zostały zidentyfikowane.

Kilkoro świadków potwierdziło, że po godzinie piętnastej w dniu zaginięcia, oprócz samochodu państwa Risch, na podjeździe znajdował się również brudny, szaro – niebieski sedan. Znaleźli się też kierowcy, którzy tego dnia jechali po remontowanych odcinku Route 128. Widzieli oni trzymającą się za brzuch kobietę, po której nogach spływała krew. Żaden z nich nie zatrzymał się jednak, aby sprawdzić czy wszystko z nią w porządku.

Co stało się z Joan?

Joan Risch nigdy później nie była już widziana. Uczestnictwo Martina w zaginięciu żony zostało prawie natychmiast wykluczone. W toku śledztwa okazało się, że na kilka tygodni przed swoim zniknięciem kobieta wypożyczyła około dwudziestu pięciu książek związanych z niewyjaśnionymi morderstwami i zaginięciami. Mąż jednak opisał Joan jako zapaloną czytelniczkę powieści kryminalnych.

Wiele osób uważa, że Joan nie była w stanie spełnić się jako pani domu i cały czas tęskniła za swoją pracą. Był może kobieta upozorowała swoje własne zniknięcie. Z drugiej jednak strony wielu przyjaciół twierdziło, że była oddaną żoną i matką, ciężko więc było im uwierzyć, że mogłaby zostawić swoje dzieci bez słowa pożegnania.

Inna teorie mówi o tym, że Joan została zaatakowana we własnym domu i albo zmarła, albo oddaliła się i zapadła na amnezję, dlatego nigdy nie powróciła do domu.

Możliwe też, że w dniu zaginięcia Risch poddała się nielegalnej wtedy aborcji, podczas której coś poszło nie tak. To wyjaśnia wszystko – krew w kuchni, książkę telefoniczną otwartą na ‘Telefonach alarmowych’, idącą wzdłuż drogi kobietę ze strużkami krwi na nogach. Dlaczego jednak nigdy nie odnaleziono jej ciała?

Joan Risch, wycinek z gazety.

Martin Risch przez długi czas mieszkał w ich wspólnym domu wychowując dzieci. Później, kiedy jego posiadłość została przejęta przez miasto na rzecz parku, przeprowadził się nieopodal. Do swojej śmierci w 2009 roku miał nadzieję, że jego żona wróci do domu.

Sprawa Joan Risch do dziś dzień pozostaje otwarta.

Maura Murray – Ostatnia podróż.

Nic się pani nie stało? – zapytał mężczyzna, podchodząc do rozbitego samochodu. Za kierownicą siedziała młoda dziewczyna. Trzęsła się. Trochę z zimna, trochę ze strachu. Mężczyznę uderzył odór alkoholu, wydobywający się z wnętrza auta.

– N-n-nie… nie, nic mi nie jest dziękuję.

– Całe szczęście, zaraz zadzwonię na policję.

– Nie błagam, NIE – krzyknęła spanikowana. Zaraz jednak zmieniła ton głosu na spokojniejszy – Nie trzeba. Już wezwałam pomoc drogową.

Mężczyzna pokiwał głową, ale tylko udawał, że jej wierzy. Przecież w tym miejscu nie było zasięgu. Pożegnał się z dziewczyną, wrócił do domu i wykręcił 911.

Maura Murray

Kilka rozbitych aut.

Maura Murray urodziła się 4 maja 1982 roku jako czwarte dziecko Freda i Laurie Murray. Mimo, że jej rodzice rozwiedli się, kiedy dziewczynka miała sześć lat, jej wychowanie opierało się na konserwatywnych, irlandzko – katolickich fundamentach.

Dziewczyna przed lwią część swojego życia zmagała się z bulimią. Niestety, w rodzinie nie mogła znaleźć wsparcia.

– Nie rozumiem po co to jesz – naśmiewały się z niej siostry – I tak zaraz wszystko wyrzygasz.

Maura od najmłodszych lat miała zacięcie sportowe – biegała w szkolnej reprezentacji, co sprawiało radość jej ojcu.

Maura i jej ojciec Fred.

Kiedy ukończyła liceum została przyjęta do prestiżowej szkoły West Point w Nowym Jorku, gdzie studiowała inżynierię chemiczną. Tam poznała swojego chłopaka, Billy’ego Rauscha. Mimo, że była dobrą uczennicą nie stroniła od kłopotów. Pewnego razu otrzymała naganę za kradzież kosmetyków wartych pięć dolarów.

Maura i Billy.

Maura nie wytrzymała szkoły życia, jakim było West Point, a być może chciała uniknąć usunięcia ze szkoły za kradzież. W każdym razie po trzech semestrach przeniosła się na Uniwersytet Massachusetts w Amherst do szkoły pielęgniarskiej. Ona i Billy zdecydowali, że pozostaną w związku na odległość. Żadne z nich nie było święte, oboje mieli kogoś na boku.

Na UMass dziewczyna znów zadarła z prawem, przez kilka dni zamawiając jedzenie na numer karty kredytowej skradziony jednemu z kolegów. Dostała za to wyrok trzech miesięcy w zawieszeniu, który za dobre sprawowanie miał zostać wykreślony z jej akt w przyszłości.

Zdjęcie Maury do policyjnej kartoteki.

Maura dorabiała sobie pilnując recepcji na kampusie, przeważnie w godzinach nocnych.

5 lutego podczas swojej zmiany otrzymała dwa telefony. Pierwszy z nich o 22:40 był od jej siostry Kathleen. Ponoć rozmawiały głównie o kłopotach Kathleen z narzeczonym.

O 1 w nocy dziewczyna połączyła się z numerem prywatnym. Około 1:20 wróciła jej przełożona i zastała dziewczynę kompletnie rozbitą i przerażoną. 

– Moja siostra – tylko to Maura potrafiła z siebie wydusić.

Przełożona odesłała ją do pokoju w akademiku, jednak nie chciała, żeby dziewczyna została w takim stanie sama. Maura zapewniła ją, że zajmie się nią współlokatorka. Było to kłamstwem, ponieważ dziewczyna mieszkała sama.

Co ciekawe trzydzieści minut przed pojawieniem się przełożonej dziewczyny, czyli dziesięć minut przed anonimowym telefonem na kampusie zdarzył się wypadek. Ktoś uderzył w ucznia Petrita Vasi’ego, powodując u niego ciężkie obrażenia głowy, których skutki towarzyszą mu po dziś dzień. Istnieje teoria, która mówi, że Maura miała coś wspólnego z wypadkiem, jednak nie istnieją żadne wskazujące na to dowody.

7 lutego 2004 roku do Amherst przyjechał ojciec Maury z zamiarem zakupu dla niej nowego auta. Pojechali razem oglądać używane samochody. Później udali się na obiad wraz z przyjaciółką dziewczyny, Kate.

Po obiedzie Fred podrzucił dziewczyny do sklepu z alkoholem, a później pojechali do motelu Quality Inn, gdzie nocował. Pozwolił Maurze pożyczyć swoją nową Toyotę Corollę, aby mogła wraz z koleżanką pojechać na imprezę do akademika. Było to około godziny 22:30. 

Po imprezie Maura miała wrócić do swojego pokoju w akademiku, jednak tak się nie stało. Domówkę opuściła o 2:30. Niektórzy twierdzą, że wyszła z mężczyzną, inni mówią, że sama. Pojechała w stronę motelu, gdzie przebywał jej ojciec, aby oddać mu samochód. Po drodze spowodowała kolizję na Route 9 w Hadley, w wyniku której samochód został doszczętnie zniszczony. Nie jest pewne, czy Maura została poddana testom na trzeźwość. Policjant spisał zdarzenie i odwiózł Maurę do Quality Inn.

Fred twierdzi, że nie wiedział, że Maura przyjechała do motelu. O 4:45 Maura wykonała z jego telefonu połączenie do Billy’ego, chcąc opowiedzieć mu o rozbitym samochodzie.

W niedzielę Fred wypożyczył samochód, podrzucił Maurę z powrotem na kampus i sam ruszył do domu do Connecticut. Ustalili, że o rozbitym samochodzie i odszkodowaniu porozmawiają na spokojnie w poniedziałek wieczór. Dziewczyna miała do tego czasu załatwić formularze powypadkowe, które razem mieli wypełnić.

9 lutego, dzień zaginięcia.

• 12:00 – Maura wyszukuje mapę z drogą prowadzącą do Berkshires i Burlington w Vermoncie. 

• 13:00 – Maura pisze e-maila do Billy’ego: ‘Przepraszam, że nie odbierałam telefonu, ani nie odpisywałam na sms-y, nie miała ochoty z nikim rozmawiać. Zadzwonię później.’

• 13:08 Maura dzwoni do New Hampshire Condo Association w sprawie rezerwacji pokoju w Bartlett, gdzie wcześniej miała zwyczaj jeździć z rodziną. Pokoju nie udaje jej się zarezerwować. 

• 13:13 – Maura dzwoni do znajomego ze studiów, treść rozmowy nie jest znana

• 13:24 – Maura pisze e-maila do swojego szkolnego przełożonego, zawiadamiając, że z uwagi na ‘nagłą śmierć w rodzinie’ nie pojawi się na zajęciach przez tydzień. Później okazuje się, że żadnej śmierci w rodzinie nie było.

• 13:40 – Maura dzwoni do Vermont, sprawdzając informacje na temat hoteli w Stowe. Pakuje wszystkie swoje rzeczy do pudeł, łącznie z obrazami i zdjęciami ze ścian. Część z nich zabiera ze sobą do samochodu, między innymi swoje zeszyty i tabletki antykoncepcyjne. Wśród rzeczy pozostawionych w pokoju znajduje się wydrukowany rozpaczliwy e-mail do Billy’ego wytykający mu zdradę.

• 14:00 – Maura dzwoni do Billy’ego, nagrywając mu się na sekretarkę: ‘Porozmawiamy później’.

• 15:30 – Maura wyjeżdża z akademika swoim Saturnem z roku 1995. 

• 15:40 – Maura zatrzymuje się przy bankomacie i wybiera z niego 280$. 40$ wydaje w pobliskim sklepie na alkohol, między innymi Bailey’s Irish Cream, Kahlua, wódkę i karton wina Franzia. Nagranie z obu kamer potwierdza, że była wtedy sama.

Maura przy bankomacie – nagranie z kamery (1)
Maura przy bankomacie – nagranie z kamery (2)

• 16/17 – Maura opuszcza Amherst zmierzając na północ na drogę międzystanową nr 19 do Vermont. Wycieczka wygląda na spontaniczną, ponieważ nikomu się z niej nie zwierzyła.

• 19:30 – kierowca autobusu zauważa samochód rozbity o drzewo. Za kierownicą siedzi Maura.. Mężczyzna chce wezwać policję, jednak Maura powstrzymuje go, twierdząc, że już zadzwoniła po pomoc drogową. Jest to kolejne kłamstwo Maury, pomoc drogowa nie odnotowała połączenia o tym zdarzeniu. Mężczyzna przeczuwa, że dziewczyna mija się z prawdą, ponieważ w tym miejscu nie było zasięgu. Wraca więc do domu i zadzwonił na 911. Kiedy wrócił na miejsce dziewczyny już nie było.

Zdarzenie widzi również kobieta mieszkająca po sąsiedzku. Usłyszała wypadek i przybiegła do okna zobaczyć, co się stało. Ujrzała samochód i miała wrażenie, że na miejscu pasażera ktoś siedzi, paląc papierosa. Kobieta również dzwoni na policję.

• 19:46 – oficer z Haverhill przyjeżdża na miejsce zdarzenia. Zastaje tam jedynie opuszczony samochód. Wnętrze samochodu jest zabałaganione i oblane winem. Całe auto cuchnie. Znajduje tam kartę pomocy drogowej z nazwiskiem Maury, mapę do Burlington w Vermont, ulubioną maskotkę dziewczyny oraz książkę ‘Not without peril – 150 years of Misadventure on the Presidential Range of New Hampshire’, opowiadającej o samotnej wyprawie w góry. W rurze wydechowej znajdowała się szmata. Niestety po Maurze nie ma śladu. Zniknęło również kilka butelek zakupionego alkoholu.

• 20:30 – mężczyzna wracający do domu z pracy zauważa młodą osobę na Route 112. Było to 4 – 5 mili od miejsca wypadku. Ta informacja dotarła jednak do policji dopiero trzy miesiące po wypadku.

Śledztwo.

Fred Murray, odsłuchawszy sekretarkę w swoim telefonie dowiedział się o zaginięciu córki, oraz o znalezieniu jej samochodu. Kiedy zadzwonił na posterunek policji, dowiedział się, że jeśli dziewczyna nie zostanie odnaleziona do następnego poranka, rozpoczną oficjalne poszukiwanie. Nie było to pocieszające, szczególnie z uwagi na to, że temperatura wahała się wtedy od trzech stopni Celsjusza w dzień do minus siedmiu w nocy.

W czasie zaginięcia Maury, jej chłopak Billy Rausch otrzymał dziwny telefon. Myślał, że to Maura szlocha do słuchawki. Później okazało się jednak, że telefon był zarejestrowany na Czerwony Krzyż. Do dzisiaj nie wiadomo kto i dlaczego wykonał telefon,

Śledztwo zostało otwarte następnego dnia. Włączyło się w nie również FBI. Fred bardzo chciał zobaczyć auto córki, jednak nie dostał na to pozwolenia. Powiedział więc policji, że Maura włożyła szmatę w rurę wydechową za jego radą. Ponoć miało to poprawić działanie starego samochodu.

Ojciec Maury wziął udział w CNN’s American Morning, prosząc o jakiekolwiek informacje na temat córki. Później wystąpił również w Montel Williams Show, który to program miał milionową oglądalność. Niestety, żadne z tych działań nie przyniosło żadnego rezultatu.

Fred w programie Montel Williams Show.

Psy tropiące złapały trop Maury około 100 yardów od porzuconego samochodu, jednak zapach nagle urywał się w nic nie znaczącym miejscu. W każdy weekend Fred wracał do Haverhill i na własną rękę szukał Maury, dopóki policja nie poinformowała go o oficjalnych zażaleniach zgłaszanych na niego przez mieszkańców.

Rozbite auto Maury.
Drzewo, w które uderzyła Maura.

Nie wiadomo co tak naprawdę stało się z Maurą. Bardzo popularna jest teoria jakoby dziewczyna uciekła i zaczęła nowe życie gdzie indziej, przykładowo w Kanadzie. Ludzie twierdzą też, że zamarzła, została zamordowana, lub popełniła samobójstwo w gęstych lasach Massachusetts. Najpopularniejsza jest jednak opinia, że Maura wsiadła do samochodu kogoś znajomego, lub mieszkańca, który zaproponował, że podrzuci ją do celu jej podróży. To wyjaśniałoby dlaczego psy nagle straciły trop.

Starsza siostra Maury Julie twierdzi, że rozmawiała z dziewczyną tuż przed zaginięciem. Rozmawiały wtedy o jej zbliżającej się wycieczce na plażę Myrtle w czasie przerwy wiosennej, co miałoby wykluczyć samobójstwo. Na pytanie dlaczego mogłaby pojechać tamtego dnia do Vermont, Julie odrzekła

– Być może chciała pobyć chwilę sama, oczyścić głowę… Ale to dziwne, że pojechała tam sama.

Ojciec Maury Fred sądzi, że dziewczynie przydarzyło się coś złego. Twierdzi, że ktoś musiał porwać ją z drogi w nocy i zabić. Ma wrażenie, że Maura chciała wyjechać, ponieważ coś trapiło ją w tamtym czasie.

8 lutego 2012 roku youtuber o nazwie 112dirtbag zaczął wrzucać niepokojące filmiki. Jeden z filmików ukazywał śmiejącego się maniakalnie mężczyznę z podpisem ‘Happy Aniversary’, inny przedstawiał rachunek za motel z dnia zaginięcia Maury. Jego nazwa również nawiązywała do zaginionej – dziewczyna zniknęła na Route 112, a jej ojciec określił osobę, która ją porwała jako śmiecia (ang. dirtbag). 

W lutym 2019 roku Fred Murray ogłosił nowy trop w sprawie. Udało mu się uzyskać dostęp do domu sąsiadującego z miejscem zdarzenia. Śledczy wraz z psami tropiącymi przeszukali dom i piwnicę, jednak ku rozczarowaniu rodziny i przyjaciół Maury nie znaleziono po niej  śladu.

Maura Murray.

Do dzisiaj nie wiadomo kto spowodował wypadek na kampusie w 2004 roku, z kim Maura rozmawiała dzień przed swoim zaginięciem, dlaczego Billy Rausch otrzymał telefon z Czerwonego Krzyża, oraz co stało się z Maurą Murray.

[1] [2] [3] [4] [5]

Człowiek z Somerton – Tamam shud.

Lily spojrzała na bezwładne ciało mężczyzny leżące kilkanaście metrów dalej na plaży. Był ubrany w garnitur, a zachodzące słońce odbijało się od jego perfekcyjnie wypolerowanych lakierów. Dziwny strój jak na plażę, pomyślała. Poruszył ręką, chcąc sięgnąć po tlący się w jego ustach niedopałek papierosa. A może, żeby odgonić chmarę komarów latających wokół jego twarzy?

– Jeśli temu gościowi to nie przeszkadza – szepnął do niej Alan, myśląc o tym samym – To musi być naprawdę zalany w trupa – zachichotał.

W tamtym momencie nie miał pojęcia jak niewiele minął się z prawdą.

Człowiek z Somerton

Ciało na plaży.

Ciepłego listopadowego wieczora w Australii jubiler John Bain Lyons przechadzał się wraz z żoną nad brzegiem morza. Oboje ujrzeli dobrze ubranego człowieka, leżącego na piasku.

– Znowu jakiś pijak – rzekł John do swojej żony i pokręcił głową. Sam również lubił się napić, ale żeby doprowadzić się do takiego stanu? To już była lekka przesada.

Jakiś czas później para zawróciła i ruszyła w kierunku domu.

Pół godziny później na mężczyznę natknęli się Lily i Alan. 

Lily spojrzała na bezwładne ciało mężczyzny leżące kilkanaście metrów dalej na plaży. Był ubrany w garnitur, a zachodzące słońce odbijało się od jego perfekcyjnie wypolerowanych lakierków. Dziwny strój jak na plażę, pomyślała. Poruszył ręką, chcąc sięgnąć po tlący się w jego ustach niedopałek papierosa. A może, żeby odgonić chmarę komarów latających wokół jego twarzy?

– Jeśli temu gościowi to nie przeszkadza – szepnął do niej Alan, jakby myśląc o tym samym – To musi być naprawdę zalany w trupa – zachichotał.

Następnego ranka 1 grudnia 1948 jubiler John Lyons wracał do domu z porannego pływania. To dziwne, pomyślał widząc tego samego człowieka, co wczoraj w identycznej wręcz pozie. Podszedł trochę bliżej, chcąc sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.

Nie było. Usta mężczyzny pokrywała biała wydzielina, a niedopałek papierosa wciąż zwisał mu z ust. Był martwy. John Lyons natychmiast wezwał policję i pogotowie.

Miejsce, w którym znaleziono ciało.

Trzy godziny później ciało zostało przewiezione do szpitala Royal w Adelaide. Pierwszy zbadał je pobieżnie Dr John Barkley Bennett. Określił godzinę zgonu na drugą w nocy, a przyczynę jako zatrzymanie akcji serca. Stwierdził też, że mężczyzna prawdopodobnie został otruty.

Śledczy sprawdzili ubrania zmarłego. Żadne z nich nie miało metki, jedyną charakterystyczną rzeczą była zszyta pomarańczową nicią tylna kieszeń spodni. W kieszeniach znaleźli bilet z Adelaide na plażę w Somerton, gumy do żucia, paczkę papierosów Army Club, zawierającą siedem papierosów innej, bardziej ekskluzywnej marki Kensitas oraz pudełko zapałek marki Bryant & May. Nigdzie przy ciele nie było portfela, ani dokumentu tożsamości, na tę chwilę, nie mogli więc zidentyfikować ofiary. Co zastanawiające, zmarły nie miał przy sobie kapelusza, który w latach czterdziestych był absolutnym wymogiem.

Dzień później policjanci dostali raport z autopsji. Źrenice mężczyzny były nienaturalnie pomniejszone, a na ustach była widoczna wydzielina, której prawdopodobnie nie mógł przełknąć. Jego śledziona była twarda i trzykrotnie powiększona, a w wątrobie znaleziono krew.

Patolog John Dwyer stwierdził, że ostatnim posiłkiem mężczyzny był pasztecik, a w żołądku znajdowała się też krew. To ostatnie znów sugerowało otrucie. Nie udało mu się jednak znaleźć żadnego śladu po truciźnie, można więc było zakładać, że substancja ta była albo zupełnie niepopularna, albo rozkładała się na tyle szybko, że zdążyła już zniknąć z organizmu mężczyzny.

Zmarły miał między 40, a 45 lat i jak na swój wiek był w doskonałej kondycji fizycznej. Jego rysy patolog określił na ‘brytyjskie’, a wzrost na 180 centymetrów. Miał szare oczy i rudawe włosy. Jego nogi wyglądały wręcz atletycznie. Jego stopy miały dziwny, lekko zdeformowany kształt charakterystyczny dla tancerzy baletowych.

Śledczy zrobili odciski linii papilarnych wszystkich jego palców i wraz z fotografią rozesłali do australijskich komisariatów policji, a następnie do innych angielskojęzycznych krajów. Niestety, nikt nie rozpoznał mężczyzny.

12 stycznia znaleziono walizkę, którą zmarły umieścił w poczekalni kolejowej 30 listopada. Pracownicy niestety nie zapamiętali nic szczególnego odnośnie właściciela. W środku zaleziono pomarańczową nić – taką samą jaką zszyta była tylna kieszeń spodni mężczyzny oraz trochę ubrań również bez metek z wyszytym nazwiskiem ‘Kean’ lub ‘T. Kean’. Był tam również plik kwitów używanych na statkach do rejestrowania ładunków, nóż stołowy z ostrzem ściętym do połowy oraz płaszcz szyty ściegiem nieznanym w Australii, jednak bardzo popularnym w Ameryce.

Śledczy ze znalezioną walizką.

Tamam shud.

Ciało zostało zbadane jeszcze przez jednego eksperta – emerytowanego profesora patologii na Uniwersytecie w Adelaide. Dopiero jemu udało się znaleźć małą, sekretną kieszonkę w spodniach, w której ukryty był skrawek wyrwanej z książki kartki z napisem ‘Tamam Shud’.

Skrawek papieru ‚Tamam shud’.

Frank Kennedy, dziennikarz śledczy rozpoznał słowa i zasugerował, że mogą one pochodzić z dwunastowiecznego tomiku poezji Omara Khayyama o nazwie ‘Rubaiyat’. Słowa te oznaczały ‘To koniec’.

Wszystkie znaleziska były na bieżąco publikowane w lokalnych gazetach, z nadzieją, że zjawi się ktoś, kto będzie w stanie rzucić na nie trochę światła.

W lipcu na komisariat policji wszedł mężczyzna z tomikiem poezji ‘Rubaiyat’ pod pachą.

-Jakoś w listopadzie odwiedzałem szwagra – powiedział podekscytowanym głosem – Zaparkowałem auto koło plaży w Somerton. Był ukrop jakich mało, więc zostawiłem otwarte szyby. I znalazłem to – wskazał na książkę, która leżała na stoliku – Myślałem, że to szwagier podrzucił mi ją dla zabawy. On robi czasem takie dziwne rzeczy. Ale kiedy zobaczyłem ten artykuł w gazecie… Jest wyrwana strona, proszę spojrzeć!

I rzeczywiście, sterczące fragmenty papieru z ostatniej strony idealnie pasowały do wycinka znalezionego przy zwłokach. Ponadto na okładce książki widniały dwa numery telefonu, jeden lokalny i jeden, którego nie udało się zidentyfikować, i kilka wydawać by się mogło przypadkowych liter w kilku rzędach, najpewniej zakodowana informacja.

Notatka z zakodowaną wiadomością.

Dzięki lokalnemu numerowi telefonu policjanci dotarli do mieszkającej nieopodal pielęgniarki o imieniu Jo Thomson – wtedy z uwagi na ochronę jej prywatności nadano jej pseudonim Jestyn. Jo przyznała, że zna tomik poezji, kiedyś podarowała taki poznanemu podczas wojny żołnierzowi o imieniu Alfred Boxall.

Jo Thomson.

Nareszcie. Śledczy byli przekonani, że udało im się zidentyfikować mężczyznę. Jednak okazało się, że Alfred Boxall jest cały i zdrowy i wciąż posiada tomik poezji ‘Rubaiyat’, wraz z dedykacją od Jestyn na pierwszej stronie.

Tomik poezji ‚Rubaiyat’ z dedykacją Jo Thomson.

Jo Thomson zaprzeczyła jakoby kiedykolwiek znała mężczyznę podobnego do tego znalezionego na plaży. Kiedy pokazano jej gliniany odlew jego twarzy, kobieta zemdlała. Nigdy nie zmieniła jednak swojej wersji.

Bardzo popularną teorią było to, że niezidentyfikowany mężczyzna był szpiegiem, w końcu jego śmierć nastąpiła tuż przed rozpoczęciem Zimnej Wojny. Wiele osób argumentowało to tym, że plaża w Somerton znajdowała się tuż obok centrum australijskiego wywiadu. Tłumaczyłoby to również brak dokumentów i poodcinane od ubrań metki – ten człowiek nie chciał być zidentyfikowany.

W roku 1959 pojawił się świadek, który twierdził, że w noc poprzedzającą znalezienie ciała, wraz z trzema kolegami widział mężczyznę niesionego przez kogoś wzdłuż plaży w Somerton.

Przez lata sprawa pozostawała nierozwiązana.

Nieślubne dziecko?

W 2007 roku Derek Abbott, profesor na Uniwersytecie w Adelaide postanowił znów przejrzeć wszystkie zgromadzone tropy. Na ich podstawie wysnuł swoją teorię.

Według niego Jo Thomson miała nieślubne dziecko z mężczyzną z Somerton (jak przez brak identyfikacji określa się znalezionego na plaży mężczyznę). To wyjaśniałoby dlaczego zaprzeczała, jakoby kiedykolwiek go znała. Abbott dotarł do starej fotografii Robina, syna Thomson i zauważył, że oboje mają tak samo ułożony kły w zgryzie i identyczne górne części uszu. Obie te cechy są dziedziczone i występują jedynie u 1% populacji na świecie.

Młoda Jo Thomson i Robin.
Robin Thompson.

W ten sposób Abbott poznał Rachel Egan – wnuczkę Jo Thomson.

– Chciał popatrzeć na moje uszy i zęby. Poprosił też o próbkę DNA – wspominała Rachel – Była to jedyna taka prośba od mężczyzny w moim życiu.

Abbott i Egan pobrali się. Jeśli przeczucia profesora są prawdą, trójka dzieci które mają są prawnukami mężczyzny z Somerton.

Abbott wciąż czeka na ekshumację zwłok i pozwolenie na porównanie DNA.

W 2009 roku eksperci doszli do wniosku, że litery znalezione w tomiku poezji nie są przypadkowe i z całą pewnością jest to szyfr. Niestety kodu z okładki ‘Rubaiyat’ nigdy nie udało się złamać.

I znowu Rubaiyat.

Wiele osób twierdzi, że sprawa mężczyzny z Somerton wiąże się z dwoma innymi zdarzeniami. Pół roku po znalezieniu ciała, około 20 kilometrów od Somerton odnaleziono ciało dwuletniego dziecka, oraz jego nieprzytomnego ojca. Przyczyna śmierci dziecka nie udało się ustalić, natomiast ojciec po kilku tygodniach rekonwalescencji trafił do szpitala psychiatrycznego. Żona mężczyzny twierdziła, że jej mąż znał tożsamość człowieka z Somerton.

Trzy lata przed znalezieniem ciała mężczyzny z Somerton w Australii niedaleko Sydney miała miejsce inna śmierć. Ofiarą był mężczyzna z Singapuru Joseph George Saul Haim Marshall. Przyczyną śmierci było samobójstwo przez zażycie trucizny. Obok ciała znaleziona dwunastowieczny tomik poezji ‘Rubayiat’.

Człowiek z Somerton.

Do teraz zagadka tożsamości mężczyzny z Somerton oraz przyczyny dla której został otruty pozostają niewyjaśnione.

[1] [2] [3] [4] [5]

Tracey Mertens – Spalona żywcem.

Gdzie jest Joey?! – warknął jeden z nich, nie siląc się na powitanie. Tracey wystraszyła się i spróbowała zamknąć drzwi, jednak mężczyzna szybko włożył stopę pomiędzy drzwi i framugę – Pytam grzecznie, gdzie do kurwy nędzy jest Joey?!

– Ja… – zadygotała przerażona Tracey – Ja nie rozumiem… – wydawało jej się, że mówią w jakimś obcym języku.

Tracey Mertens.

Podróż do domu.

Tracey Mertens była trzydziestojednoletnią matką dwójki dzieci – jedenastoletniej Kelly i dwunastoletniego Davida. Od niedawna zamieszkiwała Rochdale wraz ze swoim partnerem Joey’em. Ona i Joey poznali się w wieku szesnastu lat i od tej pory schodzili się i rozchodzili. Powodem takiego stanu rzeczy był fakt, że Joey zmagał się z uzależnieniem od narkotyków, a ponadto miał wiele długów zaciągniętych u mniej lub bardziej szemranych ludzi.

22 grudnia 1994 Tracey postanowiła wybrać się do Birmingham, do Cattels Grove. Było to jej wcześniejsze miejsce zamieszkania. Będąc w nowym domu w Rochdale zorientowała się, że zostawiła tam swoją książeczkę zasiłkową. Książeczka była jej szalenie potrzebna, szczególnie, że ani ona, ani Joey nie mieli pracy.

Kobieta zamierzała wrócić do domu tego samego dnia, jednak jej szwagierka przekonała ją, aby została u niej na noc. Bardzo lubiła Tracey, i tak dawno nie miały okazji porozmawiać. Kobieta więc została.

Porwanie.

23 grudnia 1994 roku w Cattels Grove ktoś zapukał do drzwi dawnego domu Tracey. Kobieta krzątała się akurat po kuchni, więc krzyknęła do szwagierki, że otworzy drzwi.

U progu zobaczyła dwóch ciemnoskórych, strasznie wkurzonych mężczyzn.

– Gdzie jest Joey?! – warknął jeden z nich, nie siląc się na powitanie. Tracey wystraszyła się i spróbowała zamknąć drzwi, jednak mężczyzna szybko włożył stopę pomiędzy drzwi i framugę – Pytam grzecznie, gdzie do kurwy nędzy jest Joey?!

– Ja… – zadygotała przerażona Tracey – Ja nie rozumiem… – wydawało jej się, że mówią w jakimś obcym języku.

– Zaraz nam wszystko wyśpiewasz mała dziwko – mężczyźni chwycili ją, zanim zdołała krzyknąć o pomoc, zawiązali jej opaskę na oczy, zakneblowali usta i wrzucili do bagażnika żółtego Forda Escorta.

Pojechali do Cheshire i nie mogąc nic z niej wyciągnąć polali benzyną i podpalili pod kościołem Chrystusa w Eaton. Po wszystkim odeszli, pozostawiając kobietę na pewną śmierć.Tracey płonęła na trawniku wyjąc z bólu. Jeden z pracowników kościoła zadzwonił na policję i pogotowie, po czym podbiegł do kobiety próbując ugasić płomienie własną kurtką.

Kiedy policja i pogotowie przyjechali na miejsce zdarzenia, ciało Tracey było w 95% poparzone. Kobieta jednak wciąż żyła i była przytomna.

– Było ich dwóch – jęknęła. Widać było, że wypowiedzeniu każdego słowa towarzyszy jej ból – Czarni… trzydzieści lat. Mówili… Mówili jakimś dziwnym językiem, nie wiem… Grubi…

Nieopodal miejsca zdarzenia policja znalazła porzucony kanister po benzynie. Stwierdzili również, że język którym mówili porywacze był najprawdopodobniej jednym z jamajskich dialektów o nazwie Patois.

– To co spotkało Tracey, było bestialskie i przerażające – powiedział detektyw inspektor Gary McIntyre z policji w Cheshire – Była bardzo dzielna. Do ostatniej chwili walczyła i chciała dać nam jak najwięcej szczegółów.

Kościół pod którym spłonęła Tracey.

Tracey Mertens zmarła dwanaście godzin po swoim odnalezieniu. Od dwudziestu – sześciu lat nikogo nie postawiono w stan oskarżenia w związku ze sprawą.

[1] [2] [3] [4]

Brian Shaffer – Ugly Tuna Saloona.

Pewnego ciepłego wrześniowego wieczora Alexis rozpoczęła swój rytuał. Włączyła ostatnio wybierane połączenia i wybrała kontakt ‚Brian’ Przyłożyła słuchawkę do ucha. Łzy pojawiły się w jej oczach. Czekała na automatyczną sekretarkę i niski głos: ‚Cześć, tu Brian, wiesz co robić’.

Jednak tym razem nie usłyszała głosu Briana. Usłyszała długi sygnał, zwiastujący połączenie. Zaparło jej dech w piersi. Przecież minęło już siedem miesięcy, jak to możliwe? Usłyszała jeszcze dwa sygnały, po czym niski, męski głos powiedział: ‚Cześć, tu Brian…’.

Brian Shaffer.

Pierwszy dzień wolności.

– Stary, przykro mi, ale dzisiaj nie dam rady – powiedział nieco zakłopotany Derek Shaffer do swojego brata Briana. Było mu głupio, ponieważ umówił się z nim na ten wieczór już kilka dni temu. Mieli skoczyć na piwo, albo kilka, posłuchać muzyki na żywo, zrelaksować się… Jednak kłótnia z Maurin odebrała mu ochotę na cokolwiek. Jedyne o czym marzył to założyć kapcie, wywalić nogi na stół i oglądać telewizję.

– Jasne rozumiem. Nie ma sprawy – odrzekł Brian. Był trochę rozczarowany. Miał nadzieję uczcić zakończenie semestru, i chciał to zrobić właśnie z Derek’iem. Ale spokojnie, będzie jeszcze wiele okazji – To trzymaj się i na razie – dodał i rozłączył się.

Derek Shaffer.

31 marca 2006 roku, dwudziestosiedmioletni student medycyny Brian Shaffer rozpoczął przerwę wiosenną. Był wykończony, kilka ładnych tygodni przygotowywał się do egzaminów na Ohio State University College of Medicine. Wszystkie zdał śpiewająco, jednak było to okupione wieloma nieprzespanymi nocami i hektolitrami wypitej kawy.

Nie czuł się najlepiej, ale nie zamierzał pozwolić, aby cokolwiek zepsuło mu dzisiejszy dzień.

Najpierw umówił się z tatą Randy’m na obiad. Po śmierci mamy Renee często spędzali ze sobą czas. Początkiem marca po długiej walce z mielodysplazją, jedną z form raka szpiku kostnego, Renee zmarła. To właśnie choroba matki skłoniła Brian’a do studiowania medycyny. Nie mógł narzekać, studia szalenie go interesowały, jednak jego skrytym marzeniem było założyć zespół i grać jak Jimmy Buffer, albo Eddie Vedder, których był wielkim fanem. Miał nawet tatuaż ukazujący logo z płyty ‘Alive’ zespołu Pearl Jam.

– Synu, nie wyglądasz najlepiej – zmartwił się Randy patrząc na podkrążone oczy Briana. Nie sądził, żeby dzisiejsze wyjście na imprezę było najmądrzejszym pomysłem, jednak chłopak tak ciężko pracował – kto jak kto, Brian zasłużył dzisiaj na odrobinę rozrywki.

Od lewej: Derek, Brian i Renee Shaffer
.
Od lewej: Renee, Brian i Randy Shaffer.

Po obiedzie z tatą Brian zadzwonił do swojej dziewczyny Alexis Waggoner. Alexis pojechała spędzić trochę czasu z rodzicami, ponieważ wraz z Brianem w poniedziałek wylatywali na romantyczny wyjazd do Miami. Prawdę mówiąc młody mężczyzna zamierzał oświadczyć się jej na tym właśnie wyjeździe. I miał wielką nadzieję, że dziewczyna niczego się nie domyśla.

Oczywiście, domyślała się. Brian powiedział, że ją kocha, ona odpowiedziała tym samym i rozłączyli się.

Brian i Alexis.

Następnie Brian wybrał jeszcze jeden number.

– Dobra Clint, 21 w Ugly Tuna Saloona – powiedział Brian do słuchawki. Clint, a właściwie William Florence, był jego nieodłącznym towarzyszem imprez. Kiedy nikt nie miał czasu, Clint był zawsze gotów ruszyć w miasto. Był dobrym przyjacielem.

Brian i Clint.

Brian wykąpał się, ogarnął i wyszedł z domu.

Ugly Tuna Saloona.

Ugly Tuna Saloona było barem serwującym owoce morza i podłe piwo. Było to miejsce bardzo popularne wśród studentów. Znajdowało się na drugim piętrze kompleksu South Campus Gateway na High Street.

Ugly Tuna Saloona (1)
Ugly Tuna Saloona (2)

Brian i Clint nie zabawili tam długo. Noc mijała, a oni wędrowali od baru do baru. Aż w końcu natknęli się na przyjaciółkę Clinta, Meredith Reed. Zaproponowała ona powrót do Ugly Tuna Saloona, gdzie miał się odbyć koncert na żywo. Mężczyźni zgodzili się ochoczo, byli już trochę wstawieni, a po za tym uwielbiali muzykę na żywo. Meredith zabrała ich do auta i razem wrócili do Ugly Tuna Saloona.

Wypili jeszcze po piwie i kilka szotów tequili. Brian zobaczył dwie koleżanki ze studiów, i mówiąc do swoich towarzyszy, że za chwilę wróci, poszedł zamienić z nimi kilka słów.

Około 2 w nocy Clint i Meredith chcieli już wracać do domu. Niestety, nigdzie nie mogli znaleźć Briana, nie udało im się też do niego dodzwonić. Nie był to pierwszy raz, kiedy Brian wymykał się z imprezy ‘po angielsku’ i odnajdywał następnego dnia w swoim mieszkaniu. Było to wkurzające, ponieważ przyjaciele martwili się o niego, jednak z czasem zaczęli to akceptować.

Clint i Meredith nie znalazłszy Briana w barze pojechali do domów.

Dziewczyna Briana Alexis i jego ojciec Randy próbowali się z nim skontaktować cały weekend. Bezskutecznie. Alexis pojechała nawet sprawdzić jego mieszkanie. Jego samochód stał zaparkowany w zwykłym miejscu, a wnętrze kawalerki wyglądało zupełnie normalnie.

Alexis i Randy postanowili poczekać do poniedziałku. Mieli nadzieję, że Brian zatrzymał się u kogoś znajomego, a brak kontaktu z nim jest wyjątkowo niestosownym żartem na prima – aprilis.

W poniedziałek pełna nadziei Alexis pojechała na lotnisko. Wyobrażała sobie Briana pojawiającego się przy bramkach i krzyczącego ‘prima – aprilis!’, zastanawiała się, czy złościć się na niego, czy też uściskać go ze szczęścia, że nic mu nie jest.

Niestety, ich samolot do Miami odleciał, a Brian nie pojawił się. Zapłakana Alexis zadzwoniła do Randy’ego i oboje pojechali na policję zgłosić zaginięcie mężczyzny.

Monitoring.

Policja od razu otworzyła śledztwo. Poszukiwania rozpoczęli od Ugly Tuna Saloona, gdzie Brian był widziany po raz ostatni. Sprawa wyglądała na prostą do rozwiązania, bar, a także okoliczne lokale miały zainstalowany monitoring. Założenie, że kroki mężczyzny będą na nim uwiecznione, wydawało się jak najbardziej prawidłowe.

O 1:15 w nocy kamery zarejestrowały Briana, Clint’a i Meredith wjeżdżających ruchomymi schodami na drugie piętro, gdzie znajdowało się Ugly Tuna Saloona. O 1:55 Brian rozmawiał przy schodach z dwiema koleżankami, po czym wrócił do baru. Po 2 w nocy Clint i Meredith opuścili bar. Policjanci przejrzeli nagrania ze wszystkich kamer w okolicy, jednak żadna z nich nie zarejestrowała Briana wychodzącego z baru. 

Brian uchwycony na monitoringu (1)
Brian uchwycony na monitoringu (2)
Brian uchwycony na monitoringu (3)

Zaczęto podejrzewać, że Brian opuścił bar wyjściem dla robotników – kilka lokali było w tamtym momencie w remoncie. To wyjście jednak nie było szerzej znane gościom baru. Ponadto policja stwierdziła, że przebycie tej drogi nie było łatwe dla osoby trzeźwej, a co dopiero dla pijanej. Niejasne było także dlaczego mężczyzna miałby porzucić swoich przyjaciół i wyjść w ten sposób.

Policja wraz z psami tropiącymi przeszukała okolicę, sprawdzili wszystkie ślepe uliczki oraz śmietniki. Nigdzie nie znaleźli śladu Briana. Rozwieszono plakaty ze zdjęciem mężczyzny. Niestety, nikt nie zadzwonił.

Plakat ogłaszający zaginięcie Briana.

Randy Shaffer postanowił skorzystać z pomocy jasnowidza. Stwierdził on, że ciało Briana znajduje się w wodzie. Randy i Derek, wraz z grupą ochotników spędzili wiele godzin na przeszukiwaniu brzegów rzeki Olentangy, która przepływała przez kampus, w odległości jednej mili od jego mieszkania. To także, nie przyniosło żadnych rezultatów. 

Prawie wszyscy, którzy tej nocy widzieli Briana zostali poddani testom na wariografie. Jedyną osobą, która nie wyraziła na to zgody był Clint. Przyjaciel zaginionego od razu też wynajął prawnika. Nie jest to jednak aż tak dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że skuteczność tego urządzenia wynosi 85% w przypadku potwierdzenia winy osoby winnej i 65% w przypadku sprawstwa osoby niewinnej. Ponadto już na pierwszym przesłuchaniu Clint powiedział policji wszystko co wiedział, na temat tamtej nocy i Briana.

Trzy sygnały.

Przez następne siedem miesięcy Alexis dzwoniła na wyłączony telefon Briana, po to tylko, aby usłyszeć jego głos nagrany na automatyczną sekretarkę. Pewnej wrześniowej nocy automatyczną sekretarkę poprzedziły trzy długie sygnały, zupełnie jakby ktoś włączył telefon. Rozbudziło to nadzieje Alexis i rodziny Briana na nowo. Firma Cingular, operator numeru zaginionego mężczyzny, twierdzi, że połączenie było błędem systemu. Jego lokalizacja nie mogła być dokładnie określona, przez brak włączonego GPSa. Wiadome było jedynie, że odebrała go wieża w Hilliard, czternaście mil na północny – zachód od Columbus.

Niektórzy twierdzą, że Brian istotnie nigdy nie opuścił Ugly Tuna Saloona. Został w nim zamordowany, a jego ciało wmurowano w ścianę. Wiele osób odwiedzających bar skarży się na nieprzyjemny zapach, jaki się tam unosi. Czy może to być zapach rozkładającego się ciała Briana?

Być może mężczyźnie idąc wyjściem dla robotników przydarzył się nieszczęśliwy wypadek? Zginął na budowie, a właściciele Ugly Tuna Saloona, obawiając się sprawy w sądzie z uwagi na nieodpowiednio zabezpieczone przejście, pozbyli się ciała?

Niektórzy o zamordowanie Briana oskarżają seryjnego mordercę Smiley Face Killer. Istnieje możliwość, że Brian, najpierw wyszedł wyjściem dla robotników (dlatego nie został zarejestrowany przez kamery), a później natknął się na zabójcę przy rzece Olentangy.

Być może mężczyzna pijany szedł wzdłuż rzeki, potknął się i utonął? Jeśli to prawda, to co w takim razie stało się z ciałem?

Istnieje też możliwość, że po śmierci matki Brian, będąc w depresji popełnił samobójstwo lub wyjechał, chcąc zacząć wszystko od nowa. Wiedzieć miał o tym jedynie Clint, co wyjaśniałoby jego odmowę we wzięciu udziału w teście na wykrywaczu kłamstw. Druga możliwość jest jednak mało prawdopodobna biorąc pod uwagę jego silną więź z rodziną oraz dziewczyną Alexis.

Pogrzeb i co dalej.

We wrześniu 2008 roku podczas wichury w Ohio Randy’ego Shaffera przygniotło drzewo. Mężczyzna zginął na miejscu. Po jego pogrzebie w internetowej księdze z kondolencjami pojawił się wpis ‘Dla taty, kocham Brian (U.S. Virgin Islands)’. Policja zbadała ten trop i okazało się, że wpis został zamieszczony z publicznego komputera we Franklin, Ohio. Prawdopodobnie był to więc jedynie okrutny żart.

Brian Shaffer.

Brian Shaffer nigdy nie został odnaleziony. Jego brat Derek do dzisiaj ma nadzieję, na rozwiązanie sprawy.

Alexis Waggoner ułożyła sobie ponownie życie i obecnie jest szczęśliwą żoną i matką dwójki dzieci.

Alexis Waggoner wraz z rodziną.

Jest przekonana, że Brianowi stało się coś złego, ponieważ był zbyt dobrym człowiekiem żeby z własnej woli zniknąć z życia swojej rodziny.

Na jednym z koncertów Pearl Jam, Eddie Vedder opowiedział o Brianie i zachęcił do udzielenia jakichkolwiek informacji na jego temat.

Eddie Vader opowiada o Brianie na jednym z koncertów Pearl Jam.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]

Pokój, którego nie było.

Po wielomiesięcznej podróży po Indiach Mary i Frances Lawson zawitały do Francji. Wielotygodniowa podróż statkiem sprawiła, że były wykończone. Wyglądało na to, że zamiast zwiedzić wymarzony Paryż, wykorzystają ten dzień na odpoczynek. W końcu jutro miały ruszyć w dalszą podróż – do domu, do Anglii.

Kobiety zatrzymały się w hotelu Continental przy Rue de Ravioli. Poprosiły o dwa osobne pokoje – prawdę mówiąc przede wszystkim musiały odpocząć od siebie. Frances odprowadziła matkę i towarzyszącego im boya hotelowego do pokoju numer 342. Wnętrze było małe, jednak bardzo przyjemne, ściany pokrywała tapeta w pączki róż, a okna osłaniały śliwkowe zasłony.

Mary Lawson westchnęła ciężko i opadła na łóżko, dotykając dłonią piersi.

– Fran, nie czuję się najlepiej.

Frances zaniepokoiła się. Z jednej strony były tyle dni w podróży, to normalne, że matka mogła poczuć się gorzej.  Jednak z drugiej, kobieta była już w słusznym wieku i od lat borykała się z problemami z sercem.

– Poczekaj tu mamo, lepiej żeby zbadał cię lekarz. Tak na wszelki wypadek. Czy byłby pan tak miły? – rzuciła Frances w stronę boya hotelowego, który wciąż czekał na napiwek. Chłopiec skinął głową i oddalił się w stronę windy, kiedy dziewczyna wepchnęła mu w dłoń kilka banknotów.

Lekarz pojawił się wraz z kierownikiem hotelu, który najwyraźniej musiał mieć wszystko pod kontrolą. Mężczyzna osłuchał chorą i zaczął mówić coś bardzo szybko po francusku.

Frances nigdy nie przykładała się do lekcji francuskiego i nie zrozumiała ani słowa. Jej guwernantka, panna Jambon z pewnością byłaby dumna, przeszło dziewczynie przez myśl.

– Pani matka… Bardzo chora – powiedział łamanym angielskim lekarz i pokręcił głową – Musi jechać.

Później kierownik hotelu przetłumaczył jej dalsze słowa lekarza. 

– Doktor Daquin niestety nie ma potrzebnych leków przy sobie. Doktor Daquin nie może teraz opuścić hotelu, sama pani rozumie – wiele przebywających tu pacjentów liczy na jego natychmiastową pomoc. Doktor Daquin napisał krótką notatkę z adresem. Proszę pokazać karteczkę woźnicy i jechać pod ten adres. Proszę dać karteczkę żonie doktora Daquin. Żona doktora Daquin da pani wszystko, czego potrzebujemy. W tym czasie zaopiekujemy się panią Lawson.

Niewiele myśląc Frances pocałowała matkę w policzek i obiecała, że niebawem wróci do hotelu. Zbiegła szybko na dół i wsiadła do jednej z hotelowych dorożek. Pokazała karteczkę woźnicy, Ruszyli.

Jechali bardzo wolno przez zatłoczone miasto. Mężczyzna powożący dorożką mówił co jakiś czas coś po francusku, a Frances uśmiechała się i potakiwała. Miała wrażenie, że jeżdżą w kółko. Nie miała przy sobie zegarka, ale zanim dotarli do posiadłości doktora Daquin musiało minąć kilka dobrych godzin.

– Bonjour, que puis-je faire pour vous? – zapytał lokaj otworzywszy drzwi.

Frances wręczyła mu karteczkę z notatką, którą dostała w hotelu. Mężczyzna przyjrzał jej się uważnie.

– Un moment – rzekł i wskazał Frances szezlong, stojący w holu. Sam poszedł schodami w górę.

Chwilę później wrócił z kobietą w średnim wieku.

– Dzień dobry kochanie – powiedziała kobieta perfekcyjną angielszczyzną – Daj mi dosłownie kilka minut i zaraz przyniosę, co trzeba.

– Dziękuję – Frances odetchnęła z ulgą.

Minuty mijały, a Frances była coraz bardziej zniecierpliwiona. Kiedy w końcu otrzymała małą fiolkę w papierowej torebce i wyszła na zewnątrz, słońce zdążyło już zajść.

Dziewczyna martwiła się o matkę, obawiała się, że podczas nieobecności jej stan mógł znacząco się pogorszyć. Dlatego, kiedy tylko dojechała do hotelu, nie zważając na nikogo w te pędy pobiegła do pokoju 342. Nie pukając, weszła.

– Przepraszam bardzo, ale co DO CHOLERY pani tu robi?! – krzyknął mężczyzna stojący w rozpiętej koszuli na środku pokoju.

Frances stanęła jak wryta. To nie był ten pokój. Nie było tapety w pączki róż. Nie było śliwkowych zasłon. Ale co najgorsze, nie było tu śladu po Mary Lawson.

– Przepraszam – szepnęła speszonym głosem dziewczyna – Musiałam pomylić pokoje.

Szybko wyszła i zamknęła za sobą drzwi. Nie myliła się, plakietka wyraźnie mówiła ‘342’.

Frances zeszła na recepcję i poprosiła o wezwanie kierownika.

– Pani nazwisko? – zapytał mężczyzna, z którym rozmawiała niespełna kilka godzin temu. Mógł jej jednak nie pamiętać, przez hotel przewija się przecież tyle gości.

– Frances Lawson… Szukam mojej matki Mary Lawson, przywiozłam lekarstwo, o które prosił doktor Daquin. Proszę mi przypomnieć do którego pokoju mam iść.

– Doktor Daquin, dziwne… Nie pracuje u nas żaden doktor Daquin – zdziwił się kierownik hotelu – A tak, panna Frances Lawson, zakwaterowała się pani dzisiaj w pokoju 341, tak… Panno Lawson, niestety nie przyjechała pani z osobą towarzyszącą. Nie mamy w rejestrze nikogo o nazwisku Mary Lawson, a pokój 342 zamieszkuje ktoś o zupełnie innym nazwisku. Chociaż też z Anglii, ha co za zbieg okoliczności.

– Pan chyba żartuje… – Frances ledwie wykrztusiła, a w jej oczach pojawiły się łzy – Proszę zawołać doktora Daquin!

– Jak już wcześniej wspomniałem, nie znam nikogo o takim nazwisku, przykro mi.

– Gdzie jest moja matka?!

– Panno Lawson, bardzo proszę o spokój. Niestety przyjechała pani sama, proszę sobie przypomnieć.

– Ten chłopak – wskazała na boya hotelowego, który przeszedł koło nich – Proszę go zapytać, dałam mu napiwek… I prosiłam, żeby wezwał lekarza, na pewno pamięta…

Kierownik hotelu zawołał chłopaka. Wymienili kilka zdań po francusku, chłopak pokręcił głową i wrócił do pracy.

– Przykro mi, ale…

– Nie… ja oszaleję, co zrobiliście z moją matką?! Przecież pan pamięta, musi pan pamiętać, MUSI PAN PAMIĘTAĆ – Frances szarpnęła kierownika hotelu za marynarkę.

– Agnes, wezwij policję – szepnął po francusku mężczyzna, do kobiety znajdującej się na recepcji, która dotychczas przyglądała się tylko scenie z rosnącym przerażeniem.

Kiedy dwóch policjantów weszło do hotelu Continental przy Rue de Ravioli Frances krzyczała i szarpała kierownika hotelu, pracownicy próbowali ich rozdzielić, a przechodzący tamtędy goście zatrzymali się, aby zobaczyć jak ta potyczka się skończy.

Jeden z policjantów gwizdnął gwizdkiem, a drugi zawtórował mu krzycząc ‘SPOKÓJ!’, po czym złapał Frances i wykręcił jej ręce do tyłu.

– Co tu się dzieje? – zapytał po francusku policjant. Kierownik hotelu zaczął szybko tłumaczyć mu zaistniałą sytuację, machając energicznie rękami i co chwilę wskazując na stojącą przed nią dziewczynę z poszarpaną fryzurą i rękami trzymanymi z tyłu przez drugiego policjanta.

– Ambasada – powiedziała cicho Frances, która uspokoiwszy się trochę, zaczęła rozmyślać nad tym, co powinna teraz zrobić – Chcę do ambasady.

Policjanci musieli zrozumieć i zgodzić się z tym pomysłem, ponieważ już za chwilę wyprowadzili ją z hotelu i zawieźli do brytyjskiej ambasady. Prawda jest taka, że nie uśmiechało im się prowadzić dyskusji z rozhisteryzowaną, prawdopodobnie chorą psychicznie kobietą, a do tego wszystkiego jeszcze po angielsku.

Pracownik ambasady kiwał głową lekko uśmiechając się, podczas gdy Frances opowiadała mu co wydarzyło się w hotelu. Dziewczyna wyczuwała, że nie wierzy w ani jedno jej słowo, i już dawno wziął ją za wariatkę.  Później poprosił ją, żeby usiadła, aby mógł odpowiednio sprawdzić szczegóły jej opowieści.

Minęło kilka godzin, kiedy mężczyzna zaprosił ją ponownie do swojego gabinetu.

– Panno Lawson. Zbadaliśmy szczegóły tej sprawy i bardzo mi przykro, ale wszystko wskazuje na to,  że pani matka nie postawiła dzisiaj stopy w Paryżu. Rozmawialiśmy z pracownikami pociągu, hotelu. Wspominała pani o doktorze Daquin – nikt taki nie pracuje w hotelu Continental. Rozmawialiśmy z tamtejszym lekarzem i twierdzi on, że nie został dzisiaj wezwany do żadnej kobiety.

– Musicie mi uwierzyć – zaczęła krzyczeć Frances – Przyjechałam tu z matką Mary Lawson, do cholery!

– Bardzo proszę o zachowanie spokoju – powiedział stanowczym tonem pracownik ambasady – Sprawdziliśmy to, w hotelu nie ma wzmianki o pani matce. Co więcej, NIGDZIE nie ma wzmianki o pani matce, nikt jej też nie pamięta. Jest pani zdenerwowana, rozumiem, ale bardzo proszę, żeby pani jeszcze raz przeanalizowała swoją podróż. Jestem przekonany, że w głębi serca czuje pani, że odbyła ją pani sama.

– W tym pokoju były róże… I śliwkowe zasłony… MUSI MI PAN UWIERZYĆ! TO JEST JAKIŚ ABSURD! – krzyknęła dziewczyna zanosząc się szlochem. A po chwili zaczęła się histerycznie śmiać.

Chwilę później Frances Lawson została zabezpieczona białym kaftanem i zawieziona do Sainte-Anne Hospital Center, gdzie spędziła resztę swojego życia.

Paryż.

– Nie było innego wyjścia – rzekł doktor Daquin do swojej  żony – Ta kobieta przywiozła ze sobą jakąś cholerną zarazę.  Chcieliśmy zawieźć ją do szpitala, ale zmarła kilkadziesiąt minut po tym jak wysłałem jej córkę do ciebie. Wiesz jaka panika wybuchła by w hotelu, gdyby inni goście się dowiedzieli? Jaka panika wybuchła by w Paryżu? Nie, niestety, nie było innego wyjścia.

[1]

Debbie Wolfe – Chatka w głębi lasu.

Hej Deb… – z głośnika zabrzmiał męski głos – Szkoda, że nie było cię dzisiaj w pracy. Ja… eee… – mężczyzna głośno przełknął ślinę – Zastanawiam się co u ciebie. Ee… Jeśli możesz to zadzwoń do mnie, jestem pod numerem 822 – 7007. Albo zadzwoń na domowy wieczorem. Ee… – znowu przerwał na chwilę – Nie ma cię już kilka dni, zacznę się martwić, jeśli jutro nie wrócisz. Chcę tylko wiedzieć czy u ciebie wszystko w porządku. Pa – dwa przerywane sygnały zadźwięczały przeciągle i automatyczna sekretarka wyłączyła się.

Debbie Wolfe.

Mistrzyni prezentów.

Jenny Edwards nie była ani trochę zdziwiona rozpakowując swój prezent gwiazdkowy. Dwie nagie lalki dla dorosłych… tak, mogła się tego spodziewać. Jej córka była mistrzynią robienia dziwacznych prezentów. Na pięćdziesiąte urodziny matki, Debbie zamówiła striptizera. Cóż, Jenny była pewna, że jej koleżanki z pracy nigdy nie zapomną muskularnego mężczyzny wulgarnie wijącego się na stole. Ona na pewno nie zapomni.

Jenny westchnęła tylko i spojrzała wymownie na córkę.

– Mamo, ja? – zapytała Debbie robiąc minę niewiniątka – Ja nie mam z tym nic wspólnego.

Kilka chwil później dziewczyna pognała na świąteczną zmianę do Szpitala dla Weteranów w Fayetteville. Pod pachą miała wielkiego pluszowego jednorożca – prezent od mamy.

Był to ostatni raz, kiedy Jenny widziała swoją córkę żywą.

Debbie Wolfe.

Automatyczna sekretarka.

Deborah Ann Wolfe była dwudziestoośmioletnią pielęgniarką. Jej życie było doskonale poukładane – miała fantastyczny kontakt z mamą, lubiła swoją pracę i mieszkała w najwspanialszym miejscu na ziemi – w małej, położonej na brzegu jeziora chatce w lesie. Było to cztery mile od miasta. 

Dziewczyna kochała to miejsce – kiedy chciała kąpać się nago w jeziorze – kąpała się, kiedy chciała strzelać do beczek, stojących na werandzie – strzelała, kiedy chciała urządzić przyjęcie, puszczając głośną muzykę i krzycząc do rana – tak właśnie robiła. Żaden wścibski sąsiad nie wtykał nosa w jej sprawy, ponieważ żadnego sąsiada nie miała.

Chatka Debbie (1).
Chatka Debbie (2).

25 grudnia 1985 po skończonej zmianie Debbie wróciła do domu. Dwa owczarki niemieckie, Morgan i Mason powitały ją szczekając radośnie. Spuściła je z łańcucha i w trójkę ruszyli na spacer wzdłuż jeziora.

Debbie nie opuściła ani jednego dnia pracy aż do 26 grudnia 1985 roku. Wtedy to pierwszy raz, nie powiadamiając nikogo, nie stawiła się zmianę. Ponieważ nie odbierała również telefonów, w końcu ktoś zadzwonił na numer wpisany jako telefon alarmowy – do jej matki Jenny Edwards.

Jenny od razu wiedziała, że stało się coś niedobrego. Znała swoją córkę bardzo dobrze, wiedziała, że ta nigdy nie opuściłaby dnia pracy bez naprawdę poważnego powodu. Wraz ze swoim przyjacielem Kevinem Gordonem wsiedli w samochód i pojechali na obrzeża Fayetteville sprawdzić, czy u Debbie wszystko w porządku.

Pierwszym, co rzuciło im się w oczy były puste puszki po piwie, rozrzucone niedbale po całym podwórku. Psy, o które Debbie tak dbała biegały samopas, wyjąc. Wyglądało na to, że od dłuższej chwili nic nie jadły.  

Kiedy Jenny i Kevin weszli do domu przerazili się jeszcze bardziej. Podłogę wyściełały rzeczy osobiste Debbie, pomieszane z kolejnymi puszkami. Miejsce wyglądało na zdewastowane. Jenny była pewna, że jej córka nie pozwoliłaby na doprowadzenie swojego ukochanego domu do takiego stanu.

Kevin wszedł do sypialni, gdzie znalazł torebkę Debbie wciśniętą niedbale między ścianę i łóżko. Lampka automatycznej sekretarki znajdującej się na nakastliku migała na czerwono. Mężczyzna zawołał szybko Jenny i nacisnął na ‘odsłuchaj’.

– Hej Deb… – z głośnika zabrzmiał męski głos – Szkoda, że nie było cię dzisiaj w pracy. Ja… eee… – mężczyzna głośno przełknął ślinę – Zastanawiam się co u ciebie. Ee… Jeśli możesz to zadzwoń do mnie, jestem pod numerem 822 – 7007. Albo zadzwoń na domowy wieczorem. Ee… – znowu przerwał na chwilę – Nie ma cię już kilka dni, zacznę się martwić, jeśli jutro nie wrócisz. Chcę tylko wiedzieć czy u ciebie wszystko w porządku. Pa – dwa przerywane sygnały zadźwięczały przeciągle i automatyczna sekretarka wyłączyła się.

Matkę Debbie przeszedł zimny dreszcz. Kim był ten mężczyzna? Nie znała jego głosu, a przecież znała wszystkich przyjaciół swojej córki. Dlaczego mówił, że Debbie nie ma od kilku dni? Przecież w pracy nie było jej może kilka godzin.

Jenny i Kevin obeszli kilkukrotnie podwórko, a także sprawdzili teren wokół jeziora znajdującego się nieopodal. Nigdzie nie było śladu ani Debbie, ani nikogo innego. Nie pozostało im nic innego jak tylko zawiadomić policję. Zgłoszenie przyjął kapitan Jack Watts z Biura Szeryfa w Cumberland.

Kilkadziesiąt minut później rosły mężczyzna pojawił się z psem tropiącym. Miał nadzieję, że być może pies od razu złapie trop zaginionej i szybko będą mogli uznać sprawę za zamkniętą. Niestety nic takiego się nie stało. Kapitan orzekł, że oficjalne poszukiwania można będzie rozpocząć dopiero po trzech dniach od zaginięcia. Rozpoczęto je po pięciu.

W międzyczasie Kevin przyjechał nakarmić Morgana i Masona. Wszedł do domu i w kuchni natknął się na uniform z krótkimi rękawami należący do Debbie. Mógłby przysiąc, że wcześniej go tam nie było. Zresztą to przecież niemożliwe, żeby i on i Jenny przeoczyli tak ważny ślad.

Pod powierzchnią.

Piątego dnia od zaginięcia rozpoczęto poszukiwania. Policjanci przywieźli ze sobą więcej psów tropiących, jednak żaden nawet nie podjął tropu. Wydawało się dziwne, że nie wzięli ze sobą nurków, aby przeszukać jezioro. Stwierdzono, że Jenny i Kevin już to zrobili.

– Wydaje mi się, że wspominali, że przeszukali już jezioro… – tłumaczył się później kapitan Jack Watts, zapytany przez media dlaczego nikt nie przeszukał jeziora – Nie mieliśmy więc po co sprawdzać go po raz kolejny. Nie, nie wydaje mi się, żebyśmy to zrobili.

Był to absurd. Ani Jenny, ani Kevin nie mieli ani sprzętu, ani umiejętności, żeby przeszukiwać jezioro. A jeśli nawet zrobiliby to na własną rękę, policja powinna była zrobić to raz jeszcze.

Śledztwu prowadzonemu przez policję brakowało kompetencji i profesjonalizmu, co sfrustrowało Jenny. Zatrudniła więc na własny koszt nurków, aby dokładnie zbadali jezioro. Nie przyniosło to żadnego rezultatu.

Siódmego dnia od zaginięcia Debbie, Kevin Gordon oraz jego znajomy Gordon Childress, który miał umiejętności nurkowe, postanowili przeszukać jezioro po raz trzeci. Gordon zauważył ślady wleczenia czegoś ciężkiego na brzegu. Wszedł głębiej w wodę i prawie natychmiast natknął się na Debbie. Jej nogi wystawały z pięćdziesięciopięcio galonowej drewnianej, noszącej ślady po strzałach beczki. Dokładniej takiej samej beczki, jakiej brakowało na podwórku. Debbie używała jej do gromadzenia drewna na opał i okazjonalnie jako celu podczas ćwiczeń strzeleckich. 

Kevin i Gordon mimo zrażenia działaniami policji, nie mieli innego wyjścia jak tylko ich zawiadomić.

Funkcjonariusze zabrali ciało Debbie, zostawiając beczkę na brzegu. Nikt nie miał ochoty targać wielkiej beczki ze sobą, więc postanowili wrócić po nią następnego dnia, większym samochodem.

Pod powierzchnią jeziora.

Teorie Jack’a Wattsa.

Dzień później koroner William Oliver podzielił się wynikami autopsji:

• W krwiobiegu Debbie nie znalazł śladów alkoholu, ani środków odurzających.

• W płucach dziewczyny znajdowała się woda o objętości pół łyżeczki. Oznaczało to, że kobieta nie zginęła w wyniku utonięcia, a jej ciało zostało wrzucone do wody już po śmierci.

• Palce ofiary były powyginane i pokryte zadrapaniami, które mogły świadczyć o walce.

• W waginie Debbie znajdowało się nasienie, jednak nie udało się stwierdzić, czy odbyła stosunek z własnej woli, czy też padła ofiarą gwałtu.

• Ciało kobiety znajdowało się w pozycji zrelaksowanej, a jej oczy były zamknięte – znowu kłóciło się to z utonięciem jako przyczyną śmierci. W przypadku tonięcia mięśnie są napięte, a oczy zwykle otwarte – jest to ciało człowieka, który resztkami sił walczy o ostatnie tchnienie.

• Ciało Debbie było w dobrym stanie – na tyle dobrym, że pogrzeb można było odprawić przy otwartej trumnie. Na pewno nie było to ciało, które od siedmiu dni znajdowało się w wodzie.

Wbrew opinii doktora Olivera, która aż krzyczała o udziale osób trzecich w śmierci Debbie, kapitan Jack Watts wykluczył morderstwo i za przyczynę śmierci przyjął przypadkowe utonięcie.

– Kiedy pierwszy raz spotkałem się z rodziną – stwierdził kapitan Jack Watts – Psy biegały spuszczone z łańcucha. Jestem pewien, że Deborah bawiła się z psami i wpadła do jeziora. To był nieszczęśliwy wypadek.

Ekspertyza koronera nie była jedyną rzeczą jaką zignorował Watts.

Samochód Debbie nie był zaparkowany w typowy dla kobiety sposób. Ponadto siedzenie kierowcy było odsunięte daleko w tył – jak dla rosłego mężczyzny, nie dla drobnej dziewczyny.

Wisienką na torcie był jednak fakt, że kiedy funkcjonariusze wrócili po beczkę, w której znaleziono ciało Debbie, beczki już nie było.

– W moim mniemaniu – stwierdził kapitan Watts – A także i moich kolegów, to co wydawało się na pierwszy rzut oka beczką, było tak naprawdę kurtką dziewczyny, która pod wpływem znajdowania się pod wodą napompowała się do podobnych rozmiarów.

Po tym jak Watts zanegował fakt istnienia pięćdziesięciopięcio galonowej beczki, którą widzieli Jenny, Kevin, Gordon, a także funkcjonariusze, którzy przyjechali po ciało, rodzina i przyjaciele Debbie stracili całą wiarę w policję. Byli jednocześnie oszołomieni i wściekli.

Dwaj podejrzani.

Nie mniej jednak policji udało się przesłuchać kilka osób.

Debbie miała pod opieką dwóch wolontariuszy, w szpitalu, w którym pracowała. Obydwu wesoła dziewczyna wpadła w oko i obaj bardzo chcieli się z nią umówić

Pierwszy z nich miał za sobą historię leczenia psychiatrycznego i był wyjątkowo nachalny. Poza nękaniem w pracy, udało mu się zdobyć numer dziewczyny i dodatkowo zaczął nękać ją telefonami. Ponoć twierdził, że wie gdzie mieszka i przyjdzie ją odwiedzić. Mimo, że odmówił testu poligrafem, jego alibi potwierdziło się, więc został zwolniony. Kilka dni później opuścił stan.

Drugi z wolontariuszy chciał umówić się z Debbie kilka tygodni przed jej zniknięciem. Ona powiedziała mu jednak, że przyjaźń to wszystko na co może liczyć z jej strony, ponieważ z kimś się już spotyka. Nie jest jasne, czy dziewczyna naprawdę była w związku, czy powiedziała tak tylko po to, żeby spławić niechcianego adoratora. Jenny wierzy, że to on był mężczyzną, którego głos słyszała w automatycznej sekretarce. Ma wrażenie, że nagrał się, próbując stworzyć sobie alibi. Został on również przesłuchany przez policję, jednak nie stwierdzono żadnych powiązań z zaginięciem młodej kobiety.

Wojskowa kurtka i naszyjnik.

Kilka miesięcy później Jenny odzyskała ubrania, w których jej córka została znaleziona. Okazało się, że żadna z rzeczy nie należała do Debbie. Była ona ubrana w:

• T-shirt z napisem ‘Pittsburgh Steelers’, którego nie rozpoznała ani Jenny, ani żaden z przyjaciół Debbie.

• Stanik o trzy rozmiary większej miseczce i dwa rozmiary zbyt szeroki w obwodzie.

• Spodnie o zdecydowanie zbyt długich nogawkach.

• Męskie buty o rozmiarze sześć, przy czym Debbie nosiła damską siódemkę (około trzy rozmiary mniejsze).

• Męską skórzaną kurtkę wojskową o rozmiarze S. Co ciekawe Debbie posiadała identyczną kurtkę o rozmiarze L, którą dostała od brata. Ta jednak wisiała jakby nigdy nic na wieszaku w szafie.

• Indiański naszyjnik ‘Złe oko’, który według wierzeń rdzennych Amerykanów miał wskazywać duszy drogę do następnego życia.

Nieszczęśliwy wypadek.

Jenny zmarła w roku 2002. Do końca życia była przekonana, że Debbie została zamordowana. 

– Znajdźcie tego, kto nagrał tą wiadomość, a znajdziecie mordercę – mawiała.

Być może morderca napadł Debbie w jej własnym samochodzie – stąd odsunięte siedzenia. Może jakiś czas przetrzymywał ją i gwałcił, a ostatecznie zamordował i podrzucił ciało w beczce do jeziora? Musiał mieć straszne szczęście skoro nie dość, że udało mu się zrobić to wszystko, to później jeszcze ukradł beczkę, którą funkcjonariusze zostawili na brzegu. To wszystko przy prawie cały czas obecnej rodzinie i funkcjonariuszach policji.

Ciekawostką jest fakt, że uniform Debbie znaleziony w jej kuchni nie był tym, który w dniu zaginięcia nosiła w pracy.

– Byliśmy na lunchu tamtego dnia – wspominał Roger Rushin, jeden z przyjaciół Debbie – Pamiętam jak rozmawialiśmy i przypadkiem oblałem kawą jej rękaw. Miała wtedy długie rękawy. A ona specjalnie wysypała groszek, żebym nie czuł się jak ostatnia oferma. Umówiliśmy się na lunch następnego dnia, ale już nigdy nie przyszła do pracy.

Uniform znaleziony w kuchni miał krótkie rękawy. Tego z długimi nigdy nie odnaleziono.

Działania policji mogą wskazywać na dwie rzeczy. Być może był to skrajny brak kompetencji, tuszowany późniejszymi działaniami. Albo kapitan Jack Watts był lub znał kogoś zamieszanego w śmierć Debbie.

Debbie Wolfe.

Którakolwiek odpowiedź jest tą dobrą, sprawa Debbie Wolfe pozostaje zamknięta, a jej śmierć uznana za nieszczęśliwy wypadek.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10]

Laureen Rahn – Sama w domu.

Włącznik światła pstryknął, jednak nic się nie stało. Czy miała takiego pecha i wszystkie żarówki na klatce schodowej wypaliły się w jednym momencie?

Judith zaczęła wspinać się po schodach. Stopień po stopniu, kurczowo trzymała się poręczy. Czuła niepokój. Kiedy wreszcie dotarła do drzwi, szybko włożyła klucz do zamka, ale ten nie chciał się przekręcić. Kobieta pociągnęła za klamkę. Drzwi do jej mieszkania były otwarte.

Laureen Rahn.

Wiosenna przerwa.

– Mamo, mamo! Ale proooszę! Proszę, proszę, proszę! – jęknęła błagalnie Laureen, składając dłonie jak do modlitwy.

Nowy partner jej mamy Judith, Mike był tenisistą i postanowił zabrać swoją ukochaną i jej córkę na jeden z organizowanych przez jego szkołę turniejów. Często organizował im takie wyjścia. Początkowo Laureen z radością oglądała mecze, jednak z każdym kolejnym coraz bardziej traciła zainteresowanie.

Tego dnia dziewczyna zaczęła swoją wiosenną przerwę i bardzo chciała zostać w domu.

– No dobrze, już dobrze! – ustąpiła w końcu Judith. Miała mieszane uczucie co do zostawienia córki samej w mieszkaniu. Ale ostatecznie, dziewczyna miała już czternaście lat, a ponadto na zakończenie semestru otrzymała same dobre stopnie. Należała jej się nagroda.

A ona i Mike będą mieli wreszcie trochę czasu dla siebie.

Sami w domu.

26 kwietnia 1980 roku, Laureen Rahn została sama w swoim mieszkaniu w New Hampshire. Niewiele myśląc zadzwoniła do Bryana i Alice.

– Tak tak, chata wolna. Wbijajcie – rzuciła do telefonu i z niecierpliwością wyczekiwała przyjścia przyjaciół ze szkoły. Mieli przynieść kilka butelek piwa i wino, które udało im się zdobyć. Fajnie będzie się razem napić i pooglądać telewizję.

Trójka przyjaciół siedziała na kanapie komentując programy i śmiejąc się ze szkolnych znajomych w najlepsze. Gdzieś koło północy na klatce schodowej rozległy się kroki. Bryan poderwał się szybko z kanapy i gorączkowo zaczął ubierać buty. Jeśli mama koleżanki zobaczy go tu w środku nocy, w dodatku wstawionego – będzie afera. 

Laureen zaprowadziła go szybko do tylnego wyjścia.

– Na razie – szepnęła jeszcze Laureen przez szparę w drzwiach, zanim je zatrzasnęła. Nienaoliwiony zamek szczęknął, kiedy przekręciła klucz.

Laureen i Alice szybko posprzątały butelki i czekały. Bryan niepotrzebnie uciekał. Kroki na klatce z pewnością nie należały do Judith. Dziewczyny odetchnęły z ulgą i wróciły do świętowania chwili oddechu od szkoły.

Jakiś czas później uznały, że już dość. Były zmęczone i trochę pijane – najwyższa pora, żeby iść spać.

Otwarte drzwi.

Judith Rahn wróciła do domu około godziny 1:15. Na klatce schodowej było zupełnie ciemno, mimo że w oknach mieszkań było jasno. Kobieta spróbowała kilka razy zapalić światło, jednak bez większego rezultatu. Zaczęła się więc prawie po omacku wspinać po schodach do swojego mieszkania. Ciarki przechodziły ją po plecach.

Dotarła do swojego mieszkania. Prawie od razu spostrzegła, że drzwi nie są zamknięte na klucz. Kiedy tylko weszła do środka, przekręciła łucznik i pobiegła sprawdzić drugie wejście. Tylne drzwi były uchylone. Judith wiedziała już, że coś jest nie tak. W tym momencie chciała tylko wiedzieć, czy z jej córką wszystko w porządku. Weszła do jej pokoju. Na szczęście Laureen cała i zdrowa spała w swoim łóżku. Kobieta odetchnęłą z ulgą.

– Ah, ta Laureen – pomyślała – Jak zawsze roztrzepana – Judith ze spokojem w sercu przebrała się i położyła się spać.

Gdzie jest Laureen?

O godzinie 3:45 ze snu wyrwała ją Alice. Była cała we łzach. Chciała wyjść z mieszkania, ale nigdzie nie mogła znaleźć Laureen. Tak, to właśnie ona spała w jej łóżku. Laureen powiedziała, że równie dobrze może położyć się na kanapie. Jednak kanapa była pusta, a tuż obok niej leżała torebka dziewczyny, jej ubrania oraz nowiusieńkie trampki.

Judith od razu zgłosiła zaginięcie córki. Mimo, że nie brakowało żadnych jej ubrań, policja uznała, że dziewczyna najzwyczajniej w świecie uciekła, jednak jako że miała ona dopiero czternaście lat, rozpoczęli poszukiwania.

Rano okazało się, że wszystkie żarówki na klatce schodowej zostały wykręcone.

Po trzech tygodniach nieudanego śledztwa władze doszły do jednego wniosku – Laureen rzeczywiście wyszła z mieszkania z własnej woli, jednak z zamiarem powrotu. Coś jednak zmieniło te plany.

Być może Laureen wyszła z mieszkania spotkać się z kolegą, który wcześniej opuścił mieszkanie? Może właśnie wtedy została porwana? Może nie mogła spać i poszła na spacer? Dlaczego jednak nie wzięła swoich ubrań, ani butów? Może została zamordowana? Dlaczego żarówki zostały wykręcone? Może ktoś przyszedł do mieszkania i porwał dziewczynę? A ciemna klatka schodowa sprzyjała uniknięciu świadków? Jeśli tak, to dlaczego koleżanka nic nie słyszała?

W szkole mówiło się, że Laureen marzyła o zostaniu aktorką. Być może tego wieczora miała spotkać się z kimś kto zaoferował jej karierę, ale tak naprawdę zaplanował ją uprowadzić?

Przez sześć miesięcy nie pojawił się żaden ślad, który mógłby naprowadzić policję na ślad Laureen.

Telefony i motele.

1 października 1980 roku Judith przeglądała wyciągi swoich kart kredytowych i zauważyła, że na jej koszt zostały przeprowadzone trzy rozmowy telefoniczne z motelu w Santa Monica w Kaliforni. Ktoś dzwonił do motelu w Santa Ana i na linię pomocy seksualnej dla nastolatków, prowadzonej przez chirurga plastycznego. Było to w lipcu 1980 roku, czyli trzy miesiące po zaginięciu Laureen.

Ta informacja zdziwiła Judith, ponieważ ani ona ani Laureen nie miały rodziny ani przyjaciół w Kaliforni. Policja podążyła tym śladem. Wspomniany wcześniej chirurg plastyczny, który odebrał telefon Laureen, zaprzeczył jakoby takie zdarzenie miało miejsce latem 1980 roku.

Sprawa stała się jeszcze bardziej tajemnicza, kiedy Judith zaczęła otrzymywać telefony. Dzwoniły one około 3 i 4 w nocy, jednak kiedy podnosiła słuchawkę nikt się nie odzywał. Interesujący jest fakt, że mniej więcej o tej porze matka zgłosiła zaginięcie córki. Telefon dzwonił również w każdy dzień świąt Bożego Narodzenia. Ostatecznie Judith zmieniła swój numer i trwająca latami tortura skończyła się.

W roku 1985 nastąpił przełom w sprawie. Judith z powodu nieudolnej pracy policji zatrudniła prywatnego detektywa. Chirurg plastyczny zmienił swoje zeznanie. Stwierdził, że on i jego żona często pomagali dziewczynom, które uciekły z domów. Jedna z nich twierdziła, że pochodzi z New Hampshire.

Mężczyzna skierował podejrzenia na kobietę imieniem  Annie Sprinkle. Była to gwiazda porno, która czasem pracowała z jego żoną w przemyśle modowym. Również pomagała uciekinierkom.

Ze względu na jej zawód prywatny detektyw pozyskał filmy z udziałem Annie z nadzieją, że być może pojawi się w nich Laureen, jednak tak się nie stało. Annie została wykluczona z kręgu podejrzanych, ponieważ nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek poznała zaginioną dziewczynę.

Klip jednego z filmów Annie Sprinkle.

Tego samego roku chłopak, który towarzyszył Laureen w noc jej zaginięcia popełnił samobójstwo. Policja zbadała sprawę i stwierdziła, że nie miało to związku z zaginięciem dziewczyny, mimo że nie ujawniono jego motywacji. Nigdy nie był brany pod uwagę jako podejrzany.

W 1986 roku prywatny detektyw odkrył więcej informacji na temat tajemniczych telefonów wykonanych z Kaliforni. Okazało się, że motele w Santa Monica i Santa Ana były często wykorzystywane przez producenta dziecięcej pornografii znanego pod pseudonimem ‘Dr Z.’. Mimo tego odkrycia nie udało się ustalić powiązania mężczyzny z Laureen.

Następna wskazówka pojawiła się w roku 1986, kiedy Roger Maurais, przyjaciel Laureen z dzieciństwa powiedział detektywowi o telefonie, który otrzymała jego matka. Według Rogera dzwoniący przedstawił się jako Laurie albo Laureen i stwierdził, że jest byłą dziewczyną Rogera, z czasów przed zaginięciem. Treść rozmowy jest nieznana, a dzwoniący nie został nigdy zidentyfikowany. Jeśli była to zaginiona dziewczyna, to dlaczego nigdy nie zadzwoniła do matki? A jeśli to ona dzwoniła nocami do matki, to dlaczego nie przedstawiła się jej, tylko zupełnie obcej kobiecie?

Dwa lata później w 1988 roku, pojawił się kolejny świadek z Anchorage na Alasce. Policja miała nadzieję, że przedstawi ważne informacje na temat zaginięcia Laureen. Powiedział, że widział osobę odpowiadającą opisowi Laureen pracującą jako prostytutka. Władze zbadały ten trop, lecz pozostaje on niewyjaśniony.

Inne dziewczyny.

W roku zaginięcia Laureen, w tej samej okolicy zaginęły jeszcze dwie inne dziewczyny. Dwudziestopięcioletnia Denise Danault i piętnastoletnia Rachael Garden. Mimo, że Denise była dużo starsza od obu dziewczyn, wszystkie trzy były łudząco podobne.

Od lewe: Rachael Garden, Laureen Rahn, Danise Danault.
Artykuł opowiadający o zaginięciu Denise Denault.

Jakiś czas później Judith przeprowadziła się na Florydę i wyszła ponownie za mąż. Kobieta uważa, że przyjaciele Laureen wiedzą więcej, niż powiedzieli.

Istnieją podejrzenia, że chirurg prowadzący linię pomocy seksualnej i producent dziecięcej pornografii ‚Dr Z’ to jedna i ta sama osoba.

Progresja wiekowa Laureen Rahn.

Nigdy nie udowodniono, że te trzy sprawy były ze sobą w jakikolwiek sposób powiązane.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]