Nadeszła szesnasta, czas kolacji. Jako, że Joan nie przyszła po Lillian, Barbara odesłała dziewczynkę samą do domu. Minutę później Lillian wróciła z płaczem.

– Dziecko co się stało? – zapytała Barbara schylając się do dziewczynki i wycierając jej łzy z policzków kciukami.

– Mamy nie ma – chlipnęła dziewczynka, po czym głośno pociągnęła nosem – I wszędzie jest czerwona farba!

Joan Risch.

Pani domu.

Joan Bard była ambitną młodą kobietą. 

Urodziła się w roku 1930 na Brooklynie w Nowym Jorku. Kiedy miała dziewięć lat, wraz z rodzicami przeprowadzili się do New Jersey. Zaledwie rok później zdarzyła się prawdziwa tragedia – rodzice dziesięcioletniej wtedy Joan zginęli w pożarze domu. To wydarzenie zostało w raportach policyjnych opisane jako podejrzane. Dziewczynka od tamtego czasu mieszkała z wujostwem, którzy ją adoptowali. Istnieją podejrzenia, że Joan mogła w dzieciństwie być wykorzystywane seksualnie. 

W wieku dwudziestu dwóch lat Joan ukończyła literaturę angielską i rozpoczęła pracę w wydawnictwie. Kobieta bardzo szybko awansowała z pozycji sekretarki na asystentkę redaktora. Swoją pracę kochała całym sercem, dlatego też jej przyjaciele byli bardzo zdziwieni kiedy po wyjściu za mąż za Martina Risch’a w 1956 porzuciła karierę na rzecz opieki nad domem i wychowaniu dzieci.

Joan z dziećmi.

Dni mijały, a Joan mimo, że była oddaną żoną i matką bardzo tęskniła za swoim dawnym życiem.

23 października 1961 państwo Risch bardzo mile spędzili wieczór. Ułożyli dzieci do snu, a później zjedli kolację i wypili butelkę wina w swoim domu przy ulicy Old Bedford. Następnego dnia Martin musiał wyjechać w delegację do Nowego Jorku.

24 października był dniem takim jak inne. Joan wstała tuż po wyjeździe Martina, ubrała się i razem z dziemi zjadła śniadanie. Później odprowadziła swojego dwuletniego syna Davida do sąsiadki Barbary Barker, a sama poszła wraz z czteroletnią córeczką Lillian do dentysty. Kiedy wróciła, odebrała synka, aby ułożyć go do popołudniowej drzemki, a córce pozwoliła pobawić się na podwórku przez siatkę z dzieckiem sąsiadów Douglasem Barker. 

Jakiś czas później zaprowadziła Lillian na podwróko do Douglasa i obiecała, że za chwilę wróci. Z jakiegoś powodu postanowiła nie mówić Barbarze, że zostawia u niej córkę. Było to przed godziną czternastą.

Po czternastej Barbara wyszła na chwilę przed dom i zobaczyła oszołomioną Risch, stojącą z czerwoną szmatką w ręce przy samochodzie, zaparkowanym na podjeździe.

Czerwona farba.

Nadeszła szesnasta, czas kolacji. Jako, że Joan nie przyszła po Lillian, Barbara odesłała dziewczynkę samą do domu. Minutę później Lillian wróciła z płaczem.

– Dziecko co się stało? – zapytała Barbara schylając się do dziewczynki i wycierając jej łzy z policzków kciukami.

– Mamy nie ma – chlipnęła dziewczynka, po czym głośno pociągnęła nosem – I wszędzie jest czerwona farba!

Barbara przeraziła się. Chwyciła Lillian za rękę i poszła z nią do domu Joan. Wszystkie ściany zachlapane były czerwoną mazią. Nie była to farba, a krew. Kobieta natychmiast wezwała policję.

Kuchnia w domu Joan (1)
Kuchnia w domu Joan (2)

Krew rozmazana w kuchni miała grupę ‘0’, dokładnie taką, jaką miała Joan Risch. Było jej więcej, jednak część została starta ręcznikami papierowymi i śpioszkami Davida. Telefon był wyrwany ze ściany i wrzucony do kosza. Na słuchawce widniał krwawy odcisk palca, a drugi taki sam odbity był na ścianie. W koszu, który został przesunięty z rogu na środek kuchni była też butelka po winie i kilka butelek po piwie. Książka telefoniczna leżąca na stole była otwarta na dziale ‘Telefony awaryjne’. Krzesło zostało przewrócone.

Ślady krwi biegły od pokoju dziecięcego do kuchni. David Risch leżał cały i zdrowy w swojej kołysce. Z kuchni krew ciągnęła się aż na podjazd i urywała przy samochodzie. Wnętrze auta i jego bagażnik były nią poplamione.

Martin Risch zawiadomiony przez policję o zdarzeniach natychmiast wrócił do domu. Wyjaśnił, że butelka po winie była tą samą, którą wieczór wcześniej osobiście wyrzucił do kosza. Nie miał jednak pojęcia skąd wzięły się butelki po piwie.

Odciski palca na słuchawce telefonu i na ścianie nie należały do Joan Risch i nigdy nie zostały zidentyfikowane.

Kilkoro świadków potwierdziło, że po godzinie piętnastej w dniu zaginięcia, oprócz samochodu państwa Risch, na podjeździe znajdował się również brudny, szaro – niebieski sedan. Znaleźli się też kierowcy, którzy tego dnia jechali po remontowanych odcinku Route 128. Widzieli oni trzymającą się za brzuch kobietę, po której nogach spływała krew. Żaden z nich nie zatrzymał się jednak, aby sprawdzić czy wszystko z nią w porządku.

Co stało się z Joan?

Joan Risch nigdy później nie była już widziana. Uczestnictwo Martina w zaginięciu żony zostało prawie natychmiast wykluczone. W toku śledztwa okazało się, że na kilka tygodni przed swoim zniknięciem kobieta wypożyczyła około dwudziestu pięciu książek związanych z niewyjaśnionymi morderstwami i zaginięciami. Mąż jednak opisał Joan jako zapaloną czytelniczkę powieści kryminalnych.

Wiele osób uważa, że Joan nie była w stanie spełnić się jako pani domu i cały czas tęskniła za swoją pracą. Był może kobieta upozorowała swoje własne zniknięcie. Z drugiej jednak strony wielu przyjaciół twierdziło, że była oddaną żoną i matką, ciężko więc było im uwierzyć, że mogłaby zostawić swoje dzieci bez słowa pożegnania.

Inna teorie mówi o tym, że Joan została zaatakowana we własnym domu i albo zmarła, albo oddaliła się i zapadła na amnezję, dlatego nigdy nie powróciła do domu.

Możliwe też, że w dniu zaginięcia Risch poddała się nielegalnej wtedy aborcji, podczas której coś poszło nie tak. To wyjaśnia wszystko – krew w kuchni, książkę telefoniczną otwartą na ‘Telefonach alarmowych’, idącą wzdłuż drogi kobietę ze strużkami krwi na nogach. Dlaczego jednak nigdy nie odnaleziono jej ciała?

Joan Risch, wycinek z gazety.

Martin Risch przez długi czas mieszkał w ich wspólnym domu wychowując dzieci. Później, kiedy jego posiadłość została przejęta przez miasto na rzecz parku, przeprowadził się nieopodal. Do swojej śmierci w 2009 roku miał nadzieję, że jego żona wróci do domu.

Sprawa Joan Risch do dziś dzień pozostaje otwarta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *