Detektywi Ira Johnson i William Eldredge wbiegli do pokoju 1046. Nagi mężczyzna leżał w kałuży krwi. Trząsł się.

– Kto panu to zrobił, panie Owen? – zapytał jeden z detektywów. Czuł niepokój. Krwią pokryte były również łóżko, ściana i nawet trochę sufitu.

– Nikt – szepnął łamiącym się głosem Roland T. Owen. Jedno z jego płuc było przebite nożem. Na szyi widniały sińce, a na nadgarstkach ślady po krępowaniu sznurem.

– Co się stało?

– Potknąłem się i uderzyłem głową wannę – wydusił Owen. Zdążył splunąć jeszcze szkarłatną wydzieliną i zapadł w śpiączkę. Umarł w szpitalu, osiemnaście godzin później.

Morderstwo Rolanda T. Owena opisane w lokalnej gazecie.

Uciążliwy gość.

Był mroźny poranek, 2 stycznia, 1935 roku. Do hotelu President wszedł ciemnowłosy mężczyzna. Nie dało się nie zwrócić na niego uwagi ze względu na zniekształcone ucho i bliznę przecinającą mu twarz. Nie miał przy sobie bagażu, jednak nie było w tym nic dziwnego – w końcu miał zatrzymać się tylko na jedną noc. Roland T. Owen dostał klucz do pokoju 1046.

Do pokoju odprowadził go boy hotelowy, Randolph Propst. Porozmawiali przez chwilę o niczym szczególnie istotnym. Podczas pogawędki Owen, wspomniał, że chciał zatrzymać się w hotelu Muehlebach, jednak ostatecznie nie było go stać na taki wydatek. Propst otworzył drzwi do pokoju i zapalił światło. Owen przekroczył próg i rozejrzał się po pokoju. Rzeczywiście – standard odbiegał nieco od pokoi w Muehlebachu, ale był przyzwoity. Wyciągnął z kieszeni szczoteczkę do zębów, grzebień i szczotkę do włosów, i zaniósł je do łazienki. Wziął od Propsta klucz, rzucił kilka słów na pożegnanie i opuścił hotel.

Trochę później tego samego dnia, pokojówka Mary Soptic przyszła posprzątać pokój 1046. Kiedy tylko otworzyła drzwi, poczuła się bardzo nieswojo. W pokoju panował półmrok, okno było szczelnie otulone zasłonami, a jedynym źródłem światła była mała lampka, stojąca na stoliku nocnym. Owen wyglądał na roztrzęsionego.

– Proszę nie zamykać pokoju – odezwał się nagle Owen, kiedy ścieliła łóżko – Spodziewam się gościa – wyjaśnił i zaczął się zbierać.

– Oczywiście, proszę pana – Mary zaczęła ścielić łóżko – Tylko proszę… Pod żadnym pozorem nie zamykać pokoju – przypomniał jej minutę później i wyszedł. Mary pokręciła głową. Przecież wystarczyło powiedzieć jej o tym raz.

Pokojówka wróciła jeszcze raz do pokoju Rolanda T. Owena, żeby wymienić ręczniki. Ten leżał kompletnie ubrany na łóżku, gapiąc się w sufit. W pokoju wciąż panował półmrok. Przechodząc obok stołu Mary rzuciła okiem na leżącą na nim karteczkę: ‘Don, wrócę za piętnaście minut. Poczekaj’.

Następnego dnia Mary Soptic nie kwapiła się z powrotem do pokoju 1046. Miewali już w hotelu President dziwnych gości, ale zachowanie Owena sprawiało, że przechodziły ją ciarki. Kiedy w końcu dotarła na piętro, ku jej zdziwieniu drzwi były zamknięte od zewnątrz. Pomyślała, że Owen już wyszedł, więc otworzyła drzwi kluczem uniwersalnym. Owen znajdował się jednak w pokoju. Siedział na krześle i bezmyślnie patrzył w ciemność. Pokojówka, nie była pewna, czy powinna mu przeszkadzać, jednak on wzruszył ramionami i stwierdził że nie ma problemu – niech sprząta.

Zadzwonił telefon. Owen przyłożył słuchawkę do ucha i przez jakiś czas milczał. Dopiero później rzekł do telefonu:

– Nie, Don, nie jestem głodny. Jadłem już śniadanie – i rozłączył się.

Kiedy tego dnia Mary wróciła z ręcznikami, usłyszała parę podniesionych męskich głosów, dochodzących z wnętrza. Kłócili się. Zapukała, tłumacząc, że przyszła wymienić ręczniki.

– Nie potrzebujemy żadnych ręczników! – warknął jeden z mężczyzn. Pokojówka była pewna, że głos nie należał do Owena.

4 stycznia rano do pokoju 1046 został wysłany Propst. Od kilku godzin słuchawka telefonu była tam odstawiona z widełek, co nie powinno mieć miejsca. Całą drogę na piętro wyklinał cholernych gości, przez których musiał latać w te i we wte całymi dniami. Na drzwiach zastał zawieszkę, z napisem ‘Nie przeszkadzać’.

– Nie przeszkadzać jego mać – pomyślał Propst i zapukał.

– Proszę – odparł Owen z pokoju.

Propst pociągnął za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Żadne odgłosy nie wskazywały na to, żeby ktokolwiek zamierzał mu otworzyć. Zapukał jeszcze raz.

– Może pan zaświecić światło? – zawołał Owen.

Drzwi wciąż były zamknięte. Cierpliwość Propsta wyczerpała się.

– Niech pan odłoży słuchawkę na widełki! – warknął i wrócił na dół do recepcji.

Kiedy po jakimś czasie telefon dalej nie działał, inny boy hotelowy, Harold Pike poszedł dopilnować, aby słuchawka została odłożona na miejsce. Zapukał, jednak tym razem nikt się nie odezwał. Wyjął więc z kieszeni klucz uniwersalny i bez ogródek wszedł do środka. W pokoju zupełnie nagi Owen spał. Telefon był przewrócony, a słuchawka leżała trochę dalej na podłodze.

‘Kac’, pomyślał Pike. Alkohol, oraz stan po jego spożyciu nie był mu obcy, więc cicho odstawił telefon i słuchawkę na miejsce i opuścił pokój, zostawiając Owena w spokoju.

Kiedy sytuacja z telefonem powtórzyła się po raz trzeci, wściekły Propst prawie pobiegł do pokoju i mijając wciąż wiszącą zawieszkę ‘Nie przeszkadzać’ otworzył drzwi tak, jak wcześniej Pike. Szybko okazało się się, że Owen nie miał kaca. A jeżeli miał, to nie był to jego główny problem. Leżał na podłodze, podpierając się na łokciach. Zakrwawioną głowę ukrywał w dłoniach. Kiedy zobaczył Propsta, jęknął.

Szybko zjawiła się policja w towarzystwie dr Harolda F. Flandersa. Od Owena nie dowiedzieli się kompletnie niczego istotnego, więc czym prędzej przewieźli go do szpitala. Z badań wynikało, że Owen był skrępowany sznurem wokół szyi, nadgarstków i kostek. W okolicach serca widniały ślady ciosów nożem, z których jeden przebił mu płuco. Sińce wokół szyi świadczyły o tym, że Owen był duszony. Po długiej walce, z powodu ciężkich obrażeń, nie udało się go uratować.

Frank Howland i Fred Green – detektywi prowadządzy śledztwo.

Kim jest Roland T. Owen?

Na miejscu zbrodni nie było prawie żadnych śladów. Brakowało standardowego wyposażenia, takiego jak szampon, czy ręczniki. Detektywi znaleźli natomiast metkę, oderwaną od krawata, wsuwkę do włosów, agrafkę, nie zapalonego papierosa, zamkniętą butelkę rozcieńczonego kwasu siarkowego, dwie szklanki, oraz cztery drobne odciski palców na kloszu lampki nocnej.

Kiedy okazało się, że Roland T. Owen to fałszywe nazwisko, detektywi wystawili zwłoki na widok publiczny.

Pierwszy z policją skontaktował Ernest Johnson z Kansas City – rozpoznał w Owenie swojego kuzyna Harvey’a Johnsona. Z kolei siostra Ernesta, pani Anderson, stwierdziła, że ich kuzyn zmarł pięć lat temu. Ernest wydawał się być zaskoczony faktem, jak bardzo Owen był podobny do Harveya.

Odkryto również, że Owen pod pseudonimem Eugene Scott spędził jakiś czas w hotelu Muehlebach, a także w hotelach Kansas City i St Regis. Obsługa jednego z nich często widywała go z innym mężczyzną.

Później zgłosił się Tony Bernardi, mężczyznan zajmujący się lokalnym wrestlingiem. W grudniu, zeszłego roku Owen przyszedł do niego, chcąc zostać jednym z zawodników. Chwalił się, że występował dla Charlesa Locha z Omahy. Przedstawił się jako Cecil Warner. Detektywi pokazali Lochowi zdjęcia Owena, ten z kolei stwierdził, że widzi tego człowieka pierwszy raz w życiu.

Robert Lane, spokojny mieszkaniec miasta, również trafił na Owena. Wieczorem, 2 stycznia, jechał wzdłuż ulicy, nieopodal hotelu President, kiedy to zobaczył mężczyznę ubranego w samą bieliznę. Owen machał do niego, myśląc, że mężczyzna jest taksówkarzem.

– Wsiadaj pan – Lane od środka otworzył drzwi pasażera. Zdziwił się na widok ubranego w ten sposób mężczyzny, szczególnie o tej porze roku. Postanowił podrzucić go na postój taksówek.

Owen wsiadł do samochodu. Podczas drogi dużo przeklinał, a zapytany o ranę znajdującą się na jego ramieniu, odpowiedział tylko:

– Jutro dostanie na co zasłużył… Już po nim.

W toku śledztwa wyszło na jaw, że w nocy z 3 na 4 stycznia, w hotelu President, wydarzyło się kilka różnych rzeczy.

W pokoju 1055 trwała głośna zabawa. Hałas niósł się po całym piętrze, przeszkadzając niektórym z gości w odpoczynku.

Lokatorka pokoju 1048 również nie miała łatwej nocy. W pokoju obok rozegrała się zakończona bójką karczemna awantura, pomiędzy kobietą i mężczyzną. Zanim jednak zdecydowała się na złożenie skargi, kłótnia ucichła i zastąpiły ją odgłosy chrapania.

Operator windy Charles Blocher kilkukrotnie wiózł dobrze ubraną kobietę. Było to dla niego zdziwieniem, ponieważ tego typu kobiety zwykle nie pojawiały się w hotelu President. Miał pewne podejrzenia co do tego, czym owa pani może się zajmować. Raz towarzyszyła ona mężczyźnie z niewielką torbą podróżną, innym razem szukała pokoju 1026. Ostatni raz widziana była o czwartej nad ranem, kiedy ostatecznie wyszła z hotelu. Wspomniany wcześniej mężczyzna opuścił hotel piętnaście minut później. Ani jedno, ani drugie nigdy nie zostało zidentyfikowane.

Kilku barmanów również rozpoznało Owena. Podobno kręcił się po mieście w towarzystwie różnych kobiet.

Szkic wykonany po śmierci Rolanda T. Owena, opublikowany w ‚The Star’.

Kwiaty i telefony.

W marcu rozpoczęły się przygotowania do pogrzebu. Nie było nikogo, kto mógłby, lub chciał zapłacić za pochówek. Lokalna gazeta informuje, że grób  ofiary krwawego morderstwa w hotelu President jest przygotowywany w miejscu dla ubogich.

Kilka dni przed pogrzebem do redakcji zadzwonił telefon.

– Ta historia w waszej gazecie… – odezwał się przyjemny, kobiecy głos – To wszystko nie tak. Roland T. Owen nie zostanie pochowany w miejscu dla biedaków. Rozpoczęliśmy przygotowania do jego pogrzebu.

– Kto rozpoczął? – zapytał dziennikarz, otwierając notatnik – Kto mówi?

Nieważne. Wiem, co mówię.

– Co wydarzyło się w hotelu?

Dziennikarz usłyszał w słuchawce kilka głębokich oddechów.

– Wpakował się w kłopoty – podsumowała zagadkowo nieznajoma i rozłączyła się.

Mniej więcej w tym samym czasie do zakładu pogrzebowego Mellody – McGilley, który przygotowywał ciało i pochówek, zadzwonił mężczyzna.

– Wstrzymajcie pogrzeb. Chcę, żeby Owen został pochowany w Memorial Park Cemetery. Blisko mojej siostry – zamilkł na chwilę – Spokojnie, pokryję koszty pogrzebu.

– Kto mówi? – zapytał McGilley, który osobiście odebrał telefon – Muszę to zgłosić na policję.

– Proszę się nie denerwować, panie McGilley – rzekł uspokajająco mężczyzna. Wyjaśnił, że Owen był zaręczony z pewną dziewczyną. Jakiś czas temu jednak porzucił ją zrywając zaręczyny. Ona odnalazła go i umówili się na spotkanie w hotelu President.

– Oszuści zwykle dostają to, na co zasłużyli – dodał i zakończył połączenie. Jakiś czas później, zakład pogrzebowy otrzymał zawiniętą w gazetę gotówkę bez adresu zwrotnego.

Ktoś zadzwonił również do lokalnej kwiaciarni i zamówił trzynaście róż American Beauty. Na pokrycie kosztów, przesłał pięciodolarówkę i karteczkę z napisem, do umieszczenia na wieńcu – ‘Kocham na zawsze – Louise’.

Pomimo tych wszystkich telefonów, jedynymi żałobnikami na pogrzebie byli prowadzący śledztwo detektywi.

Artykuł w gazecie.

Jakiś czas później w roku 1936, w zupełnie innej części Stanów, Eleanor Ogletree jadła właśnie śniadanie, przeglądając magazyn American Weekly. Przesuwając wzrokiem po kolumnie poświęconej tajemniczym zbrodniom zauważa zdjęcie mężczyzny podpisanego jako Roland T. Owen. Ze zdumieniem stwierdziła, że zdjęcie przedstawia jej brata Artemusa, który opuścił dom, aby podróżować po świecie. Eleanor szybko pokazała artykuł swojej mamie Ruby. Kobieta od razu rozpoznała bliznę po oparzeniu na jego twarzy i nie miała żadnych wątpliwości – Roland T. Owen, to jej syn – Artemus Ogletree, który w chwili opuszczenia domu miał dziewiętnaście lat.

Ostatnim znakiem życia, jaki Ruby otrzymała od Artemusa, były trzy listy. Wprawiły ją one w lekkie zdumienie, ponieważ różniły się od pozostałych, wysyłanych przez niego wcześniej – były oschłe, zwięzłe i napisane maszynowo. Ostatni z nich zawierał jedynie informację, że niebawem Artemus ma wypłynąć do Europy. Kilka dni po otrzymaniu ostatniego listu Ruby odebrała telefon od mężczyzny, przedstawiającego się jako Jordan. Na pytanie kim jest, odpowiedział, że zna jej syna i ten uratował mu życie. Chciał tylko przekazać, że Artemus ożenił się z kobietą i osiadł w Kairze.

Śledztwo w sprawie morderstwa Rolanda T. Owena opisane w lokalnej gazecie.

Sprawa znów otwarta.

Organy śledcze otworzyły sprawę jeszcze dwa razy.

W 1937 roku aresztowany został mężczyzna o imieniu Joseph Ogden, za zastrzelenie jednego ze swoich przyjaciół. Detektywi odkryli, że Ogden używał kilku pseudonimów, a w październiku 1934 zarejestrował się w hotelu Kansas City pod nazwiskiem Donald Kelso, z mężczyzną, który nazywał siebie Duncan Ogletree. Jedna z gazet, opisuje nawet morderstwo, wyrażając pewność, jakoby Odgen zamordował Owena, tego drugiego przedstawiając jako ‘kelnera’. Policjanci połączyli postać Donalda Kelso z zagadkowym Donem, a Duncana Ogletree z Artemusem. Jednak ostatecznie powiązania tych dwóch zbrodni nigdy nie udało się udowodnić.

W 2003 roku bibliotekarz Kansas City Library John Horner odebrał przedziwny telefon. Dzwoniący nie przedstawił się, powiedział tylko, że dzwoni spoza Missouri. Ktoś z jego bliskich niedawno zmarł i pozostawił po sobie pudło pełne wycinków z gazet – wszystkie na temat morderstwa Rolanda T. Owena. W pudle było również coś, co przytaczał jeden z raportów policyjnych, jednak dzwoniący nie chciał zdradzić co to było.

Tajemnica pokoju 1046 opisana po latach w ‚The Newcastle Sun’.

Co stało się z Artemusem Ogletree?

Niektórzy mówią, że Artemus Ogletree był w związku z Louise, lub inną kobietą, jednak porzucił ją i wyjechał. Spotkali się ponownie w hotelu President. Być może była to kobieta, która szukała pokoju 1026, myląc go z numerem 1046? W rozpaczy, ona lub jej krewni zamordowali Artemusa, za zerwanie zaręczyn i przyniesienie hańby kobiecie.

Inna twierdzą, że Artemus Ogletree był homoseksualistą, a Don jego kochankiem, który z jakiegoś powodu go zamordował. Można też połączyć tą teorię z poprzednią – rodzina Louise dowiedziała się o powodach, które skłoniły Artemusa do wyjazdu i postanowili się zemścić. Zamordowali Artemusa, a on nie powiedział nic detektywom, żeby chronić Dona – homoseksualizm był w latach 30. nielegalny. Być może Don zadzwonił też do Ruby Ogletree jako Jordan – w końcu powiedział, że Artemus uratował mu życie – czy chodziło o to, że nie zdradził go przed policją, lub przed krewnymi Louise? Być może chciał, żeby była spokojna o syna.

Uważa się też, że Artemus Ogletree mógł być zaręczony z siostrą przywódcy lokalnej mafii Owney’a Maddena. Na cmentarzu, na którym został pochowany Ogletree spoczywa kobieta o imieniu Edwina Madden. Być może Ogletree był członkiem zorganizowanej grupy przestępczej, coś poszło nie tak i został zamordowany. Być może jakiś czas wcześniej Ogletree zerwał zaręczyny z Edwiną i Madden zamordował go osobiście? Później Madden postanowił zorganizować mu pochówek u boku swojej siostry.

Portret Artemusa Ogletree ze zbiorów Kansas City Library.

Mimo poszlak, dziwnych zdarzeń i telefonów, w dalszym ciągu nie wiadomo przez kogo i dlaczego Roland T. Owen ‘potknął się i uderzył głową w wannę’.

[1][2][3][4][5][6][7][8][9][10][11][12]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *