Brianna Maitland – Wypadek przy Dutchburn House.

Ktoś zapukał w szybę. Była to Keallie. Ręką dała znak, żeby Brianna otworzyła okno.

– Bri, wyłaź z auta. Mam ochotę cię uderzyć – dziewczyna krzyknęła na Briannę i nie czekając aż dziewczyna wysiądzie uderzyła ją pięścią przez uchyloną szybę – No chodź! Chyba się nie boisz – uderzyła ją ponownie.

Brianna siedziała w samochodzie ze spuszczoną głową. Nawet nie próbowała się bronić, tylko płakała. A Keallie biła ją dalej.

– Nie jesteś go warta – rzuciła jeszcze z pogardą.

– Keallie, co ty wyprawiasz?! – na parking wybiegł James, odciągając dziewczynę od samochodu – Co ty do cholery narobiłaś?!

car
Blado – zielony Oldsmobile ’85 Brianny Maitland znaleziony przy Dutchburn House (1).

Życie na własną rękę.

Brianna Maitland była ufną dziewczyną. Łatwo nawiązywała kontakty, miała wielu przyjaciół, a przede wszystkim uwielbiała towarzystwo podczas jazdy samochodem.

– Zawsze zabierała kogoś ze sobą – twierdziła jej matka, Kelly – Nie lubiłam tego. Pewnego dnia wracam z pracy, a tam w salonie, na mojej kanapie siedzi jakiś obcy chłopak. Autostopowicz, oczywiście. Brianna zabrała go z drogi i zaprosiła go do domu, żeby mógł poczekać, aż ktoś po niego przyjedzie. Była dobrą dziewczyną – chwaliła ją. Bała się jednak, że kiedyś naiwność zemści się na córce.

W dzień swoich siedemnastych urodzin Brianna wyprowadziła się z farmy swoich rodziców we Franklin kilkadziesiąt kilometrów dalej do swojego chłopaka. Jej rodzice uważali, że to bardzo wcześnie, jednak nie sprzeciwiali się. Wiedzieli, że jeżeli córka podjęła taką decyzję to nic i nikt jej nie powstrzyma. A ona po prostu chciała być bliżej przyjaciół. Było to w 2003 roku.

Brianna bardzo lubiła spotkania z przyjaciółmi. Kiedy tylko miała czas, wychodziła na miasto, żeby z kimś się zobaczyć, potańczyć, zabalować. A już kilka miesięcy po przeprowadzce, ze względu na swój mało uporządkowany tryb życia dziewczyna została wyrzucona ze szkoły. Jej związek również nie przetrwał długo i była zmuszona zamieszkać z jedną ze swoich przyjaciółek Jillian Stout, w Sheldon. Wtedy też postanowiła ukończyć naukę w trybie zaocznym i podjęła pracę jako kelnerka w pobliskiej restauracji.Przez długie miesiące ona i jej koleżanka Keallie Lacrosse interesowały się tymi samymi chłopcami. Jednym z nich był James Robitaille. W tamtym czasie James był oficjalnym chłopakiem Keallie. Jednak gdy tylko dziewczyna wyjechała na kilka dni, odwiedzić swoją matkę w Massachusetts, u chłopaka zaczęła pomieszkiwać Brianna. Keallie dowiedziała się o tym od wspólnych znajomych tuż po powrocie. Była wściekła.

briannakeallie
Brianna i Keallie.

Wieczór, który skończył się źle.

Pewnego dnia dawni znajomi ze szkoły zaprosili Briannę na wieczór do Pallet Factory. Dziewczyna była bardzo podekscytowana, mimo że nigdy by się tego nie spodziewała, tęskniła za szkołą.

Brianna cały wieczór flirtowała z Jamesem, z którym pojawiła się na imprezie. Keallie patrząc na nich z każdą chwilą stawała się coraz bardziej rozdrażniona. Kiedy tylko mogła poniżała koleżankę – im więcej ludzi na to patrzyło tym lepiej. Po jakimś czasie Brianna stwierdziła, że nie bawi się najlepiej. Chcąc uniknąć karczemnej awantury wyszła. Wsiadła do samochodu Jamesa, który miał ją zawieźć do domu i czekała.

Po kilku minutach na parkingu zamiast chłopaka pojawiła się Keallie, dobijając się do Brianny przez okno samochodu. Kiedy ta tylko odsunęła szybę, koleżanka zaczęła wrzeszczeć i bić ją po twarzy na oślep. Była w furii. Brianna milczała i przyjmowała tylko kolejne ciosy nawet nie próbując się bronić. Dopiero James odciągnął Keallie siłą. Kazał jej się wynosić.

Brianna miała podbite oczy, złamany nos i wstrząśnienie mózgu. Razem z matką pojechała do szpitala na obdukcję. Później na policję, złożyć zeznania. Zapytana dlaczego się nie broniła, powiedziała tylko:

– Keallie to koleżanka – i wzruszyła ramionami. Jakby to było oczywiste.

brianna (7)
Brianna Maitland po pobiciu.

Po tym zdarzeniu Brianna podjęła się drugiej pracy – na zmywaku w Black Lantern’s Inn w Montgomery.

Za oknem.

19 marca 2004 roku dziewczyna podeszła do egzaminu GED (General Equivalency Exam –  świadectwo ukończenia szkoły średniej zaocznie). Po tym chciała spędzić trochę czasu z matką. Razem poszły na śniadanie, a później na zakupy. Brianna cieszyła się zdanym egzaminem i opowiadała o swojej przyszłości – miała nadzieję dostać się do college’u i kontynuować swoją naukę. Mama była z niej bardzo dumna.

Kiedy Brianna i Kelly zbierały się już do domu, coś za oknem przykuło uwagę dziewczyny.

– Mamo… – powiedziała lekko roztrzęsionym głosem dziewczyna, cały czas gapiąc się w okno ‘Muszę iść coś sprawdzić. Spotkamy się na parkingu – szybko zapłaciła za zakupy i wyszła ze sklepu.

Kelly pakowała sprawunki do bagażnika, kiedy Brianna wróciła, co jakiś czas oglądając się za siebie. Całą drogę powrotną obracała się, sprawdzając drogę w tylnej szybie samochodu. Była roztrzęsiona. Wyraźnie czegoś się bała. Kobiecie przeszło przez myśl, żeby zapytać o co chodzi, ale szybko zmieniła zdanie. Nie była osobą, która wtrącała się w życie swoich dzieci. Uważała, że powinny same rozwiązywać swoje problemy, a nie skupiać na nich wszystkich wokół. Jeżeli dziewczyna będzie chciała, to sama jej o wszystkim opowie. Jednak Brianna nie powiedziała ani słowa. Kelly nie wspominając więc nic o dziwnym zachowaniu córki, podrzuciła ją tylko pod drzwi mieszkania Jill, pożegnała się i pojechała do domu.

Dutchburn House.

Około piętnastej trzydzieści Brianna była już gotowa do pracy. Tak jak miała to w zwyczaju, zostawiła dla Jill krótką notatkę: ‘Wracam po pracy’ i pojechała swoim blado – zielonym Oldsmobilem 85’ na wieczorną zmianę do Black Lantern’s Inn.

blacklanterninn
Black Lantern’s Inn.

W czasie kiedy Brianna zmywała naczynia, obok karczmy przejeżdżali jej rodzice. Ojciec Brianny – Bruce chciał wstąpić i przywitać się z córką. Ostatnio non stop firma wysyłała go w delegacje do Nowego Jorku i dawno się nie widzieli. Kelly była temu przeciwna. Nie wydawało jej się, żeby nachodzenie córki bez powodu było dobrym pomysłem. Stwierdziła, że taka wizyta na pewno wprawi ją w zakłopotanie – w końcu dziewczyna pracowała tu dopiero tydzień. Więc pojechali dalej. Później oboje bardzo tego żałowali.

Tego dnia restauracja pękała w szwach. Zmiana Brianny przedłużyła się, skończyła dopiero o dwudziestej trzeciej dwadzieścia. Znajomi z pracy szli właśnie na zasłużony obiad i zaproponowali nowej koleżance, aby poszła z nimi. Porozmawiają, lepiej się poznają. Dziewczyna odmówiła – musiała odpocząć. Następnego dnia miała poranną zmianę w drugiej restauracji. Dokończyłą zmywanie, wsiadła do samochodu i pojechała w stronę domu.

Nigdy do niego nie dotarła.

Następnego dnia – 20 marca kilkoro motocyklistów zgłosiło porzucony samochód koło szopy zwanej przez mieszkańców Montgomery, Dutchburn House. Scena, którą zauważyli z drogi wydała im się na tyle niepokojąca, że pokręcili się wokół samochodu i zrobili kilka zdjęć na pamiątkę. Wyglądało na to, że kierowca cofając wjechał w budynek robiąc dziurę w ścianie, po czym zniknął. W pobliżu samochodu leżała butelka wody, niezapalony papieros i porozrzucane monety.

car (2)
Blado – zielony Oldsmobile ’85 Brianny Maitland znaleziony przy Dutchburn House (2).

Brianny nie ma w domu.

Mimo, że samochód zarejestrowany był na Kelly Maitland, nikt tego dnia do niej nie zadzwonił. Policjanci stwierdzili, że samochód został porzucony przez pijanego kierowcę. Dlatego też odholowali go na policyjny parking i zostawili z myślą, że ktoś wkrótce się po niego zgłosi.

Jill Stout, współlokatorka Brianny spędzała weekend poza domem. Kiedy wróciła zobaczyła notatkę zostawioną dla niej przez koleżankę, jednak doszła do wniosku, że ta zdecydowała się pojechać na jakiś czas do rodziców. Nie zamierzała jej szpiegować. Rodzice nie kontaktowali się z córką codziennie, więc nie wiedzieli, że Brianna zniknęła z mieszkania.

Przez kilka dni nikt nie zgłosił zaginięcia Brianny.

W końcu Jill zaczęła się martwić. Zadzwoniła więc do Kelly Maitland. Chciała tylko potwierdzić, czy Brianna jest w domu i w ten sposób uspokoić swoje sumienie. Mama Brianny usłyszawszy, że jej córki od kilku dni nie ma w mieszkaniu wpadła w panikę. Zaczęła dzwonić po jej przyjaciołach. Kiedy nie uzyskała od nikogo żadnej sensownej informacji, poszła na policję.

Tam dowiedziała się o porzuconym kilka dni wcześniej samochodzie, co przeraziło ją jeszcze bardziej. Policjanci stwierdzili, że jest to typowa ucieczka nastolatki. Na miejscu nie było śladów walki, w okolicy nie znajdowało się nic podejrzanego, a ponadto Briannie zdarzało się już kiedyś uciekać z domu. Podczas przesłuchania przyjaciół okazało się też, że dziewczyna nie była zadowolona ze swojego życia, a w najbliższym czasie planowała dłuższą wycieczkę.

Na przesłuchanie zgłosiło się czworo świadków.

Pierwszy z nich przejeżdżał nieopodal Dutchburn House między dwudziestą trzecią, a północą trzydzieści. Zobaczył samochód zaparkowany tyłem przy szopie. Miał włączone przednie światła, ale w środku nikogo nie było.

Drugi minął szopę Brianny między północą, a północą trzydzieści. W samochodzie migał jeden z kierunkowskazów.

Trzecim świadkiem był były chłopak Brianny. Od razu rozpoznał jej samochód. Z początku chciał nawet podejść, sprawdzić czy nic się nie stało. Jednak mimo, że byli w dobrych stosunkach, uznał że mogłoby to być krępujące zarówno dla niego jak i dla dziewczyny. Dlatego po prostu ruszył w dalszą drogę, nie myśląc więcej o zdarzeniu.

Czwarty wraz z grupą przyjaciół zatrzymał się koło Dutchburn House koło północy. Nie zobaczyli nikogo w pobliżu, jednak mężczyzna pamiętał, że obok jednego z kół zobaczył zerwany naszyjnik.

Śledztwo trwało już od kilku dni, jednak policjanci wciąż nie przeszukali Oldsmobile’a zaginionej dziewczyny. Bruce Maitland, który codziennie sprawdzał postępy w śledztwie nie wytrzymał i sam poszedł na parking policyjny. Łomem otworzył bagażnik. Jego ręce trzęsły się – był przekonany, że znajdzie tam ciało swojej córki. Nic takiego jednak się nie stało. Bagażnik był pusty. W samochodzie znalazł porozrzucane rzeczy osobiste Brianny – jej ubrania, kosmetyki, dwa czeki na sumę stu pięćdziesięciu dolarów, szkła kontaktowe i leki na migrenę, bez których ostatnio nigdzie się nie ruszała.

carinside (2)
Wnętrze samochodu Brianny (1).
carinside
Wnętrze samochodu Brianny (2).
carinside (3)
Wnętrze samochodu Brianny (3).

Podejrzenia i teorie.

Trzy tygodnie po tym jak Brianna zaginęła sprawa o pobicie jej przez Keallie Lacross została umorzona. Niektórzy uważają, że dziewczyna miała swój udział w zaginięciu Brianny, w końcu było jej to na rękę. Alibi dziewczyny zostało dokładnie sprawdzone, jednak przecież mogła wynająć kogoś innego do brudnej roboty.

Tydzień później policja otrzymała anonimowy trop – informator twierdził, że Brianna przetrzymywana jest w Burkshire, w domu należącym do dwóch dilerów narkotykowych – Ramona Ryansa i Nathaniela Jacksona. Dom został gruntownie przeszukany. Znaleziono w nim ilości narkotyków wystarczające do aresztowania mężczyzn. Nic jednak nie wskazywało na to, żeby Brianna kiedykolwiek tam przebywała.

Co ciekawe przyjaciele dziewczyny potwierdzili, że Brianna miała wcześniej kontakt z ciężkimi narkotykami i znała Ramona Ryansa osobiście.

Jedna z teorii na temat tego, co stało się z dziewczyną mówi, że mogła mieć ona dług u Ryansa i Jacksona. Wskazywać na to mógł fakt, że niedawno podjęła się dwóch prac, potrzebowała więc większej ilości gotówki. Dziewczyna umówiła się z mężczyznami w Dutchburn House – miejsce było znane z podobnych spotkań, dilerzy wręcz je uwielbiali. Brianna przyniosła pieniądze, które udało jej się zarobić. Jednak to nie wystarczyło. Mężczyźni doszli do wniosku, że dziewczyna nie będzie w stanie ich spłacić, postanowili więc rozliczyć się z nią inaczej. Spanikowana Brianna chciała uciec samochodem, jednak zamiast biegu wbiła wsteczny i wjechała w szopę. Wtedy dopadli ją i zabili.

Możliwe, że dziewczynę zamordowali już na spotkaniu w szopie. Później chcieli odjechać jej samochodem, jednak nie wiedzieli jak obsługiwać manualną skrzynię biegów i zamiast ruszyć, rozbili samochód. Porzucili więc go, a ciało Brianny zabrali ze sobą.

Być może ktoś zaczaił się na tylnym siedzeniu samochodu dziewczyny i mijając Dutchburn House zobaczyła go w lusterku, a to spowodowało wypadek.

Istnieje również przekonanie, jakoby Brianna miała być policyjnym informatorem. Kiedy była na zakupach z mamą ktoś wywołał ją na zewnątrz i ostrzegł, aby tego dnia nie szła do pracy, ponieważ może jej się stać coś złego. Brianna niestety nie posłuchała tej rady. Być może też z uwagi na niebezpieczeństwo została objęta programem ochrony świadków. Być może policja pominęła w trakcie śledztwa wiele śladów nie bez powodu, a wręcz aby zatuszować co naprawdę stało się z dziewczyną. Ona zaś ma teraz nowe życie i nie może kontaktować się z rodziną w obawie przed ujawnieniem.

Podejrzewano, że sprawa Brianny może być w jakiś sposób powiązana z innym zaginięciem – Maury Murray, które nastąpiło miesiąc wcześniej w miejscu odległym o 90 mil. Jednak poza porzuconym samochodem i zniknięciem dziewczyny policja nie znalazła nic łączącego te dwie sprawy.

Przez jakiś czas sprawę przypisywano seryjnemu mordercy Israelowi Keyes’owi, jednak ta teoria została wykluczona.

Kilka lat po zaginięciu Brianny jej rodzice rozstali się. Do dzisiaj pozostają w separacji.

W 2006 na nagraniu z monitoringu w kasynie Caesars World w Atlantic City przy stole do pokera pojawiła się kobieta uderzająco podobna do Maitland. Nagranie było jednak zbyt niskiej jakości, aby rodzice Brianny mogli z całą pewnością stwierdzić czy była to ich córka. Kobieta nigdy nie została zidentyfikowana.

casino
Zdjęcie z monitoringu (1)
casino (2)
Zdjęcie z monitoringu (2)

Policja ujawniła, że jest w posiadaniu materiału biologicznego znalezionego w samochodzie Brianny, jednak nigdy nie podała do wiedzy opinii publicznej czy znalazła osobę, do której ten należał.

W lipcu 2016 roku szopa zwana Dutchburn House spłonęła.

brianna (2)
Brianna Maitland.

Brianny nigdy nie odnaleziono.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]

Bella in the Wych Elm – Kto uwięził Bellę w wiązie?

Una… – rzekł Jack drżącym głosem w kierunku swojej żony. Leżał w nieskazitelnie białej pościeli na łóżku szpitalnym, a ona siedziała na krześle obok i trzymała go za rękę – Ja… – zawahał się na chwilę i świszcząco wciągnął powietrze w płuca – Ja muszę Ci powiedzieć, co stało się tamtej nocy….

Una dobrze wiedziała, o której nocy mówił Jack. Wrócił wtedy nad ranem, co zdarzało mu się już wcześniej, ale tym razem był zupełnie trzeźwy. Jego ubrania były brudne, a on sam blady i roztrzęsiony. Wydawało się, że pytania gdzie był, lub co się stało w ogóle do niego nie docierały, więc Una przestała pytać. Jej mąż zaś z każdym dniem stawał się coraz bardziej posępny, a każdej nocy budził się zlany potem, jakby wydarty z koszmaru. Aż w końcu trafił tutaj – do St. George’s Hospital w Stafford z ciężkim załamaniem nerwowym.

– Pamiętasz tego Holendra? Tego wiesz, dla którego robiłem fuchę. Przedstawiłem Ci go kiedyś na mieście.

Una pamiętała. Pojawienie się owego tajemniczego mężczyzny sprawiło, że zaczął coraz częściej wychodzić z domu i chętniej zaglądać do kieliszka.

– Van Ralt?

– Tak, Van Ralt. Był niemieckim szpiegiem, opowiadałem mu czasem… No wiesz… – spuścił wzrok, jakby ze wstydu – O pewnych sprawach. A on czasem sypnął jakimś dodatkowym groszem. Pamiętasz, jak wreszcie było nas stać na remont stodoły?, powiedział i spojrzał na Unę. Kobieta nie wyglądała jakby remont stodoły był dla niej wart zadawania się z człowiekiem pokroju Van Ralta – Nieważne – kontynuował Jack – Tamtej nocy… Poszedłem do pubu. Nie byliśmy wtedy umówieni, ale on siedział tam z kobietą. Kłócili się. Chciał, żeby zawieźć ich do Hagley Woods. Powiedział, że zapłaci, więc się zgodziłem, zresztą jak mógłbym odmówić? Nie jemu. Byli strasznie pijani. Zaczęli się szarpać. Najpierw słyszałem krzyki, później coś jakby krztuszenie…

Una zamarła.

– Una, on ją udusił. Tam na tylnym siedzeniu – łzy napłynęły mu do oczu – Kazał mi zatrzymać się w lesie, więc się zatrzymałem. Wysiedliśmy i włożyliśmy jej ciało do starego wiązu. Najgłębiej jak się dało…

Jack zrobił krótką przerwę.

– Patrzyła na mnie, tam z tej jamy. Co noc wraca i znowu na mnie patrzy…

Jack Mossop zmarł kilka tygodni później. Obraz zamordowanej kobiety, porzuconej w konarach starego drzewa prześladował go do końca życia.

Graffiti namalowane na obelisku, nieopodal Hagley Woods.

W głębi drzewa.

Piętnastoletni Bob Farmer wspiął się na stary, rozłożysty wiąz. Razem z trójką przyjaciół – Robertem Hartem, Thomasem Willetts’em i Fredem Paynem, wybrali się tego poranka na poszukiwanie ptasich gniazd. On, jako najstarszy z nich, nie bał się niczego i postanowił, że wespnie się najwyżej jak się da. Nie chodziło tylko o ptaki, Bob musiał pokazać wszem i wobec kto jest przywódcą ich bandy. Oczywiście żadne z rodziców nie wiedziało o tej wyprawie, w końcu kto pozwoliłby dzieciakom błąkać się po Hagley Woods. Nawet w tak piękny i słoneczny dzień jak ten.

Był 18 kwietnia, 1943 roku.

Bob poczuł mrowienie na karku, zupełnie jakby ktoś się w niego wpatrywał. Rozejrzał się, ale reszta chłopaków rozpierzchła się po lesie w pewnej odległości, no i żaden na niego nie patrzył. Dziwne, pomyślał. Miał złe przeczucie. Zaczął powoli schodzić z drzewa. Teraz trochę żałował że nie posłuchał rodziców i nie poszedł grzecznie do szkoły. Schodził gałąź po gałęzi, powoli, krok za krokiem…

Rozległ się trzask Jedna z gałęzi nie wytrzymała i pękła gwałtownie pod jego ciężarem. Bob zawisł, trzymając się tylko na rękach. Jego twarz znalazła się na wysokości ciemnego otworu wyżłobionego w drzewie.

Puste oczodoły ludzkiej czaszki patrzyły prosto na niego. Zlepek włosów wisiał na pozostałości zgniłej skóry. W zębach tkwił kawałek materiału.

Bob w pierwszej chwili wrzasnął, szybko jednak się opanował. Wyciągnął czaszkę z dziupli, zeskoczył z drzewa, i kiedy koledzy dobiegli do niego, pokazał im swoje znalezisko.

Wszyscy obejrzeli czaszkę bardzo dokładnie, jednak żaden z nich nie miał ochoty ponownie wspinać się na wiąz, żeby sprawdzić, czy nie ma tam przypadkiem czegoś jeszcze. Uznali, że taka przygoda w zupełności im wystarczy.

– Dobra, tylko pamiętajcie – powiedział Bob, kiedy już odłożyli czaszkę na swoje miejsce – Nikomu ani słowa. Cicho – sza! – wszyscy zgodnie pokiwali głowami i ruszyli w stronę domów.

Tommy, najmłodszy z nich mieszkał najdalej, więc dotarł do domu najpóźniej. Matka nakryła już do stołu i czekała tylko na powrót chłopca ze szkoły. Ojciec miał właśnie przerwę na lunch.

– Spójrz, on chyba jest chory – matka Tommy’ego zwróciła się w stronę ojca. Chłopiec nie mógł przełknąć ani kęsa, chociaż podała jego ulubioną potrawkę w kurczaka. Kobieta dotknęła jego czoła – Masz gorączkę – westchnęła niezadowolona. Nie mieli teraz pieniędzy na dodatkowe wydatki, a już na pewno nie na doktora – Znowu włóczyłeś się bez podkoszulka! Do łóżka marsz! – rzekła do niego surowo – I oby do jutra ci przeszło!

Tommy leżał na łóżku i wpatrywał się w sufit. Naprawdę chciał iść spać. Jednak gdy tylko zamykał oczy widział ziejące pustką oczodoły, wyłaniające się z dziury w wiązie. Chciało mu się płakać, ale wiedział, że musi być twardy. Obiecał chłopakom, że nie piśnie ani słówka.

Następnego ranka opowiedział o wszystkim ojcu. Takiego lania nie dostał jeszcze nigdy w życiu.

Kobieta bez imienia.

Pogodnego, kwietniowego dnia, do Hagley Woods zjechała się policja.

Z wiązu, o którym mówili chłopcy wyciągnęli prawie kompletny szkielet młodej kobiety, brakowało jedynie jednej z rąk. W usta miała wetknięty kawałek tafty, a na lewej ręce, na palcu serdecznym – obrączkę. Oprócz tego w drzewie znaleziono skrawki ubrań bez metek oraz buty.

Brakująca ręka odnalazła się niedługo później – leżała zakopana nieopodal drzewa.

Patolog James Webster, zbadawszy ciało uznał, że ofiara została zamordowana około osiemnastu miesięcy przed dokonaniem znaleziska. Była to kobieta w wieku lat 35, mierząca około 1,5 metra wzrostu, o mysich włosach i krzywych zębach, w których znajdowało się kilka plomb. Na podstawie badań miednicy stwierdzono, że w swoim życiu, urodziła co najmniej jedno dziecko. Jej ciało zostało umieszczone w drzewie zanim ostygło, więc idealnie wpasowało się w szczelinę. Nie znaleziono żadnych konkretnych obrażeń, więc na podstawie materiału, znalezionego w ustach uznano, że przyczyną śmierci było uduszenie.

Z powodu jej charakterystycznego uzębienia, śledczy zdecydowali się skupić na kartotekach dentystycznych, jednak nie znaleziono niczego pasującego w całej Anglii. Mogło to wskazywać, że kobieta nie pochodziła stąd.

Nie było żadnych świadków, dowodów, ani nawet poszlak, więc sprawę szybko zamknięto, a z powodu szalejącej wokół Drugiej Wojny Światowej, ludzie bardzo szybko zapomnieli o martwej kobiecie, znalezionej w drzewie.

Kartoteka policyjna, z lewej: wiąz, w którym znaleziono ciało; z prawej: rysunek poglądowy kobiety .

Napisy na ścianach.

Nie minęło jednak wiele czasu, kiedy sprawa sama dała o sobie znać. W Hagley Woods, nieopodal miejsca znalezienia ciała na murze pojawił się napis ‘Kto umieścił Luebellę w wiedźmim drzewie?’ (ang. ‘Who put Luebella down the witch elm?’), a kilka dni później w nieco innym miejscu ‘Kto umieścił Bellę w wiązie – Hagley Wood’ (ang. ‘Who put Bella down the wych elm – Hagley Wood’). Przez następne tygodnie w różnych miejscach w całej okolicy pojawiały się podobne napisy, nazywając kobietę Luebellą, Bellą bądź Clarabellą.

Policja uznała, że malujący po ścianach wandal jest podejrzany, albo w najlepszym przypadku przynajmniej związany ze zbrodnią, dlatego też sprawa została otwarta, po to aby go znaleźć. Niestety nigdy nie natrafiono nawet na ślad osoby, która mogła znać ofiarę morderstwa. Od tego czasu jednak, tajemniczą kobietę wszyscy, łącznie z policją zaczęli nazywać Bellą.

Jedno z pierwszych graffiti, odkrytych w okolicach Hagley Woods.

Szpiedzy i czarownice.

Śledztwu nie pomógł fakt, że wykorzystywane do nieoficjalnych badań zwłoki kobiety po jakimś czasie zaginęły. Nie jest jasne, czy był to przypadek, czy też zamierzone działanie, jednak miejsce pochówku Belli do dziś pozostaje nieznane.

W 1944 roku okoliczna prostytutka zgłosiła zaginięcie swojej koleżanki, Belli. Jako, że kobiety nie poszukiwała rodzina, ani przyjaciele, śledczy uznali, że może to być kobieta znaleziona w wiązie, nigdy jednak nie udało się tego udowodnić.

Folklorystka, Margaret Murray bardzo rozpowszechniła teorię o morderstwie okultystycznym. Według niej scena zbrodni odzwierciedlała antyczną ceremonię znaną jako ‘ręka Glorii’. Ręka wiedźmy, po jej zamordowaniu miała być odcinana i zostawiana w pewnej odległości od reszty ciała. Również drzewo, w którym została pochowana Bella nie pozostawało bez znaczenia – wiąz odgrywał szczególną rolą w czarnej magii.

W 1953 roku sprawę znów ożywiła seria opisujących sprawę artykułów, autorstwa Wilfreda Byford – Jonesa. Do tego stopnia, że kilka dni po publikacji dziennikarz otrzymał tajemniczy list.

‘Oczywiście, możesz pisać swoje artykuły o morderstwie w wiązie. Na pewno ciekawią Twoich czytelników. Jednak wiedz, że nigdy nie znajdziesz prawdziwego rozwiązania tej zagadki’, pisał autor listu ‘Jedyna osoba, która może odpowiedzieć na Twoje pytania jest już poza ziemską władzą. Ta sprawa jest zamknięta i nie ma nic wspólnego z wiedźmami, czarną magią, czy księżycowymi rytuałami…’

List podpisany był jedynie ‘Anna’.

Trop był na tyle ciekawy i wiarygodny, że zainteresowała się nim policja oraz MI5. Tajemniczą Anną okazała się być Una Mossop, zamieszkująca wioskę nieopodal Hagley Woods.

List do Wilfreda Byforda  – Jonesa od Uny Mossop podpisany jako ‚Anna’.

W 1941 roku mąż Uny, Jack Mossop pracował w fabryce amunicji. Jak później przyznał się na łożu śmierci, był informatorem nazistowskiego szpiega pochodzenia holenderskiego Van Ralta, który z kolei przekazywał zdobyte informacje innemu szpiegowi – holenderskiej kobiecie, która ukrywała się pod przykrywką tancerki kabaretowej. Według jednej z wersji między Van Raltem i kobietą doszło do awantury, w wyniku której mężczyzna ją udusił. Jack pomógł Van Raltowi ukryć ciało w starym wiązie. Według innej kobieta była tak bardzo pijana, że straciła przytomność, więc Van Ralt, postanowił dla żartu wepchnąć ją do wiązu, żeby była w szoku, gdy już wytrzeźwieje. Podobno kiedy odjeżdżali, kobieta jeszcze żyła. Una przyznała, że nigdy nie znała jej imienia.

Zdjęcie czaszki Belli.

W 1968 roku ukazała się książka ‘Murdered by Witchcraft’ autorstwa Donalda McCormicka. Wbrew tytułowi przekonywała ona również do teorii o nazistowskiej siatce szpiegowskiej. Według autora Clarabella Dronkers, szpieg i okultystka była dziewczyną niemieckiego agenta o nazwisku Lehrer. Wywiad niemiecki nadał jej pseudonim Clara i wysłał nieopodal Hagley Woods w 1941 roku. Nigdy nie zaraportowała przybycia na miejsce, ani też nigdy nikt już o niej nie słyszał.

Książka McCormicka była oparta na oficjalnych zapisach niemieckiego wywiadu.

Zapisano w nich między innymi, że w 1942 roku niemiecki szpieg Johannes Marinus Dronkers został stracony przez Brytyjczyków. Można zakładać, że Clarabella Dronkers była jego żoną, a Lehrer kochankiem. Być może zazdrosny mąż dowiedział się o zdradach żony? Być może urodziła ona dziecko, którego ojcem był kochanek i jej mąż nie był w stanie tego znieść?

Rekonstrukcja twarzy Belli z 2017 roku, wykonana na podstawie zdjęć czaszki.

Nie tak dawno temu wraz z ujawnieniem niektórych akt MI5 na światło dzienne wypłynęły nowe fakty. Urodzony w Czechach niemiecki szpieg Josef Jakobs, który był ostatnim człowiekiem straconym w Tower w Londynie został schwytany w roku 1941. Miał wtedy przy sobie zdjęcie pewnej młodej artystki kabaretowej – Clary Bauerle. Przez dwa lata, występowała ona w okolicach Hagley Woods mniej więcej w czasie, kiedy zginęła Bella. Gestapo zwerbowało ją do niemieckiego wywiadu, a ona i Jakobs zostali kochankami Mówiono, że po morderstwie kobiety, ślad po Clarze również zaginął, od tego czasu nie było już żadnych nagrań z jej udziałem. Znaleziono jednak dokument mówiący, że artystka umarła rok później, w szpitalu, w wyniku zatrucia weronalem.

Clara Bauerle, fotografia znaleziona w rzeczach osobistych Josefa Jakobsa.

W 1999 roku na murze w zupełnie innym zakątku wysp Brytyjskich ostatni raz pojawiło się pozostające bez odpowiedzi od siedemdziesięciu lat pytanie: Kto uwięził Bellę w wiązie?

[1] [2] [3] [4] [5] [6]

Roland T. Owen – Tajemnica pokoju 1046.

Detektywi Ira Johnson i William Eldredge wbiegli do pokoju 1046. Nagi mężczyzna leżał w kałuży krwi. Trząsł się.

– Kto panu to zrobił, panie Owen? – zapytał jeden z detektywów. Czuł niepokój. Krwią pokryte były również łóżko, ściana i nawet trochę sufitu.

– Nikt – szepnął łamiącym się głosem Roland T. Owen. Jedno z jego płuc było przebite nożem. Na szyi widniały sińce, a na nadgarstkach ślady po krępowaniu sznurem.

– Co się stało?

– Potknąłem się i uderzyłem głową wannę – wydusił Owen. Zdążył splunąć jeszcze szkarłatną wydzieliną i zapadł w śpiączkę. Umarł w szpitalu, osiemnaście godzin później.

Morderstwo Rolanda T. Owena opisane w lokalnej gazecie.

Uciążliwy gość.

Był mroźny poranek, 2 stycznia, 1935 roku. Do hotelu President wszedł ciemnowłosy mężczyzna. Nie dało się nie zwrócić na niego uwagi ze względu na zniekształcone ucho i bliznę przecinającą mu twarz. Nie miał przy sobie bagażu, jednak nie było w tym nic dziwnego – w końcu miał zatrzymać się tylko na jedną noc. Roland T. Owen dostał klucz do pokoju 1046.

Do pokoju odprowadził go boy hotelowy, Randolph Propst. Porozmawiali przez chwilę o niczym szczególnie istotnym. Podczas pogawędki Owen, wspomniał, że chciał zatrzymać się w hotelu Muehlebach, jednak ostatecznie nie było go stać na taki wydatek. Propst otworzył drzwi do pokoju i zapalił światło. Owen przekroczył próg i rozejrzał się po pokoju. Rzeczywiście – standard odbiegał nieco od pokoi w Muehlebachu, ale był przyzwoity. Wyciągnął z kieszeni szczoteczkę do zębów, grzebień i szczotkę do włosów, i zaniósł je do łazienki. Wziął od Propsta klucz, rzucił kilka słów na pożegnanie i opuścił hotel.

Trochę później tego samego dnia, pokojówka Mary Soptic przyszła posprzątać pokój 1046. Kiedy tylko otworzyła drzwi, poczuła się bardzo nieswojo. W pokoju panował półmrok, okno było szczelnie otulone zasłonami, a jedynym źródłem światła była mała lampka, stojąca na stoliku nocnym. Owen wyglądał na roztrzęsionego.

– Proszę nie zamykać pokoju – odezwał się nagle Owen, kiedy ścieliła łóżko – Spodziewam się gościa – wyjaśnił i zaczął się zbierać.

– Oczywiście, proszę pana – Mary zaczęła ścielić łóżko – Tylko proszę… Pod żadnym pozorem nie zamykać pokoju – przypomniał jej minutę później i wyszedł. Mary pokręciła głową. Przecież wystarczyło powiedzieć jej o tym raz.

Pokojówka wróciła jeszcze raz do pokoju Rolanda T. Owena, żeby wymienić ręczniki. Ten leżał kompletnie ubrany na łóżku, gapiąc się w sufit. W pokoju wciąż panował półmrok. Przechodząc obok stołu Mary rzuciła okiem na leżącą na nim karteczkę: ‘Don, wrócę za piętnaście minut. Poczekaj’.

Następnego dnia Mary Soptic nie kwapiła się z powrotem do pokoju 1046. Miewali już w hotelu President dziwnych gości, ale zachowanie Owena sprawiało, że przechodziły ją ciarki. Kiedy w końcu dotarła na piętro, ku jej zdziwieniu drzwi były zamknięte od zewnątrz. Pomyślała, że Owen już wyszedł, więc otworzyła drzwi kluczem uniwersalnym. Owen znajdował się jednak w pokoju. Siedział na krześle i bezmyślnie patrzył w ciemność. Pokojówka, nie była pewna, czy powinna mu przeszkadzać, jednak on wzruszył ramionami i stwierdził że nie ma problemu – niech sprząta.

Zadzwonił telefon. Owen przyłożył słuchawkę do ucha i przez jakiś czas milczał. Dopiero później rzekł do telefonu:

– Nie, Don, nie jestem głodny. Jadłem już śniadanie – i rozłączył się.

Kiedy tego dnia Mary wróciła z ręcznikami, usłyszała parę podniesionych męskich głosów, dochodzących z wnętrza. Kłócili się. Zapukała, tłumacząc, że przyszła wymienić ręczniki.

– Nie potrzebujemy żadnych ręczników! – warknął jeden z mężczyzn. Pokojówka była pewna, że głos nie należał do Owena.

4 stycznia rano do pokoju 1046 został wysłany Propst. Od kilku godzin słuchawka telefonu była tam odstawiona z widełek, co nie powinno mieć miejsca. Całą drogę na piętro wyklinał cholernych gości, przez których musiał latać w te i we wte całymi dniami. Na drzwiach zastał zawieszkę, z napisem ‘Nie przeszkadzać’.

– Nie przeszkadzać jego mać – pomyślał Propst i zapukał.

– Proszę – odparł Owen z pokoju.

Propst pociągnął za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Żadne odgłosy nie wskazywały na to, żeby ktokolwiek zamierzał mu otworzyć. Zapukał jeszcze raz.

– Może pan zaświecić światło? – zawołał Owen.

Drzwi wciąż były zamknięte. Cierpliwość Propsta wyczerpała się.

– Niech pan odłoży słuchawkę na widełki! – warknął i wrócił na dół do recepcji.

Kiedy po jakimś czasie telefon dalej nie działał, inny boy hotelowy, Harold Pike poszedł dopilnować, aby słuchawka została odłożona na miejsce. Zapukał, jednak tym razem nikt się nie odezwał. Wyjął więc z kieszeni klucz uniwersalny i bez ogródek wszedł do środka. W pokoju zupełnie nagi Owen spał. Telefon był przewrócony, a słuchawka leżała trochę dalej na podłodze.

‘Kac’, pomyślał Pike. Alkohol, oraz stan po jego spożyciu nie był mu obcy, więc cicho odstawił telefon i słuchawkę na miejsce i opuścił pokój, zostawiając Owena w spokoju.

Kiedy sytuacja z telefonem powtórzyła się po raz trzeci, wściekły Propst prawie pobiegł do pokoju i mijając wciąż wiszącą zawieszkę ‘Nie przeszkadzać’ otworzył drzwi tak, jak wcześniej Pike. Szybko okazało się się, że Owen nie miał kaca. A jeżeli miał, to nie był to jego główny problem. Leżał na podłodze, podpierając się na łokciach. Zakrwawioną głowę ukrywał w dłoniach. Kiedy zobaczył Propsta, jęknął.

Szybko zjawiła się policja w towarzystwie dr Harolda F. Flandersa. Od Owena nie dowiedzieli się kompletnie niczego istotnego, więc czym prędzej przewieźli go do szpitala. Z badań wynikało, że Owen był skrępowany sznurem wokół szyi, nadgarstków i kostek. W okolicach serca widniały ślady ciosów nożem, z których jeden przebił mu płuco. Sińce wokół szyi świadczyły o tym, że Owen był duszony. Po długiej walce, z powodu ciężkich obrażeń, nie udało się go uratować.

Frank Howland i Fred Green – detektywi prowadządzy śledztwo.

Kim jest Roland T. Owen?

Na miejscu zbrodni nie było prawie żadnych śladów. Brakowało standardowego wyposażenia, takiego jak szampon, czy ręczniki. Detektywi znaleźli natomiast metkę, oderwaną od krawata, wsuwkę do włosów, agrafkę, nie zapalonego papierosa, zamkniętą butelkę rozcieńczonego kwasu siarkowego, dwie szklanki, oraz cztery drobne odciski palców na kloszu lampki nocnej.

Kiedy okazało się, że Roland T. Owen to fałszywe nazwisko, detektywi wystawili zwłoki na widok publiczny.

Pierwszy z policją skontaktował Ernest Johnson z Kansas City – rozpoznał w Owenie swojego kuzyna Harvey’a Johnsona. Z kolei siostra Ernesta, pani Anderson, stwierdziła, że ich kuzyn zmarł pięć lat temu. Ernest wydawał się być zaskoczony faktem, jak bardzo Owen był podobny do Harveya.

Odkryto również, że Owen pod pseudonimem Eugene Scott spędził jakiś czas w hotelu Muehlebach, a także w hotelach Kansas City i St Regis. Obsługa jednego z nich często widywała go z innym mężczyzną.

Później zgłosił się Tony Bernardi, mężczyznan zajmujący się lokalnym wrestlingiem. W grudniu, zeszłego roku Owen przyszedł do niego, chcąc zostać jednym z zawodników. Chwalił się, że występował dla Charlesa Locha z Omahy. Przedstawił się jako Cecil Warner. Detektywi pokazali Lochowi zdjęcia Owena, ten z kolei stwierdził, że widzi tego człowieka pierwszy raz w życiu.

Robert Lane, spokojny mieszkaniec miasta, również trafił na Owena. Wieczorem, 2 stycznia, jechał wzdłuż ulicy, nieopodal hotelu President, kiedy to zobaczył mężczyznę ubranego w samą bieliznę. Owen machał do niego, myśląc, że mężczyzna jest taksówkarzem.

– Wsiadaj pan – Lane od środka otworzył drzwi pasażera. Zdziwił się na widok ubranego w ten sposób mężczyzny, szczególnie o tej porze roku. Postanowił podrzucić go na postój taksówek.

Owen wsiadł do samochodu. Podczas drogi dużo przeklinał, a zapytany o ranę znajdującą się na jego ramieniu, odpowiedział tylko:

– Jutro dostanie na co zasłużył… Już po nim.

W toku śledztwa wyszło na jaw, że w nocy z 3 na 4 stycznia, w hotelu President, wydarzyło się kilka różnych rzeczy.

W pokoju 1055 trwała głośna zabawa. Hałas niósł się po całym piętrze, przeszkadzając niektórym z gości w odpoczynku.

Lokatorka pokoju 1048 również nie miała łatwej nocy. W pokoju obok rozegrała się zakończona bójką karczemna awantura, pomiędzy kobietą i mężczyzną. Zanim jednak zdecydowała się na złożenie skargi, kłótnia ucichła i zastąpiły ją odgłosy chrapania.

Operator windy Charles Blocher kilkukrotnie wiózł dobrze ubraną kobietę. Było to dla niego zdziwieniem, ponieważ tego typu kobiety zwykle nie pojawiały się w hotelu President. Miał pewne podejrzenia co do tego, czym owa pani może się zajmować. Raz towarzyszyła ona mężczyźnie z niewielką torbą podróżną, innym razem szukała pokoju 1026. Ostatni raz widziana była o czwartej nad ranem, kiedy ostatecznie wyszła z hotelu. Wspomniany wcześniej mężczyzna opuścił hotel piętnaście minut później. Ani jedno, ani drugie nigdy nie zostało zidentyfikowane.

Kilku barmanów również rozpoznało Owena. Podobno kręcił się po mieście w towarzystwie różnych kobiet.

Szkic wykonany po śmierci Rolanda T. Owena, opublikowany w ‚The Star’.

Kwiaty i telefony.

W marcu rozpoczęły się przygotowania do pogrzebu. Nie było nikogo, kto mógłby, lub chciał zapłacić za pochówek. Lokalna gazeta informuje, że grób  ofiary krwawego morderstwa w hotelu President jest przygotowywany w miejscu dla ubogich.

Kilka dni przed pogrzebem do redakcji zadzwonił telefon.

– Ta historia w waszej gazecie… – odezwał się przyjemny, kobiecy głos – To wszystko nie tak. Roland T. Owen nie zostanie pochowany w miejscu dla biedaków. Rozpoczęliśmy przygotowania do jego pogrzebu.

– Kto rozpoczął? – zapytał dziennikarz, otwierając notatnik – Kto mówi?

Nieważne. Wiem, co mówię.

– Co wydarzyło się w hotelu?

Dziennikarz usłyszał w słuchawce kilka głębokich oddechów.

– Wpakował się w kłopoty – podsumowała zagadkowo nieznajoma i rozłączyła się.

Mniej więcej w tym samym czasie do zakładu pogrzebowego Mellody – McGilley, który przygotowywał ciało i pochówek, zadzwonił mężczyzna.

– Wstrzymajcie pogrzeb. Chcę, żeby Owen został pochowany w Memorial Park Cemetery. Blisko mojej siostry – zamilkł na chwilę – Spokojnie, pokryję koszty pogrzebu.

– Kto mówi? – zapytał McGilley, który osobiście odebrał telefon – Muszę to zgłosić na policję.

– Proszę się nie denerwować, panie McGilley – rzekł uspokajająco mężczyzna. Wyjaśnił, że Owen był zaręczony z pewną dziewczyną. Jakiś czas temu jednak porzucił ją zrywając zaręczyny. Ona odnalazła go i umówili się na spotkanie w hotelu President.

– Oszuści zwykle dostają to, na co zasłużyli – dodał i zakończył połączenie. Jakiś czas później, zakład pogrzebowy otrzymał zawiniętą w gazetę gotówkę bez adresu zwrotnego.

Ktoś zadzwonił również do lokalnej kwiaciarni i zamówił trzynaście róż American Beauty. Na pokrycie kosztów, przesłał pięciodolarówkę i karteczkę z napisem, do umieszczenia na wieńcu – ‘Kocham na zawsze – Louise’.

Pomimo tych wszystkich telefonów, jedynymi żałobnikami na pogrzebie byli prowadzący śledztwo detektywi.

Artykuł w gazecie.

Jakiś czas później w roku 1936, w zupełnie innej części Stanów, Eleanor Ogletree jadła właśnie śniadanie, przeglądając magazyn American Weekly. Przesuwając wzrokiem po kolumnie poświęconej tajemniczym zbrodniom zauważa zdjęcie mężczyzny podpisanego jako Roland T. Owen. Ze zdumieniem stwierdziła, że zdjęcie przedstawia jej brata Artemusa, który opuścił dom, aby podróżować po świecie. Eleanor szybko pokazała artykuł swojej mamie Ruby. Kobieta od razu rozpoznała bliznę po oparzeniu na jego twarzy i nie miała żadnych wątpliwości – Roland T. Owen, to jej syn – Artemus Ogletree, który w chwili opuszczenia domu miał dziewiętnaście lat.

Ostatnim znakiem życia, jaki Ruby otrzymała od Artemusa, były trzy listy. Wprawiły ją one w lekkie zdumienie, ponieważ różniły się od pozostałych, wysyłanych przez niego wcześniej – były oschłe, zwięzłe i napisane maszynowo. Ostatni z nich zawierał jedynie informację, że niebawem Artemus ma wypłynąć do Europy. Kilka dni po otrzymaniu ostatniego listu Ruby odebrała telefon od mężczyzny, przedstawiającego się jako Jordan. Na pytanie kim jest, odpowiedział, że zna jej syna i ten uratował mu życie. Chciał tylko przekazać, że Artemus ożenił się z kobietą i osiadł w Kairze.

Śledztwo w sprawie morderstwa Rolanda T. Owena opisane w lokalnej gazecie.

Sprawa znów otwarta.

Organy śledcze otworzyły sprawę jeszcze dwa razy.

W 1937 roku aresztowany został mężczyzna o imieniu Joseph Ogden, za zastrzelenie jednego ze swoich przyjaciół. Detektywi odkryli, że Ogden używał kilku pseudonimów, a w październiku 1934 zarejestrował się w hotelu Kansas City pod nazwiskiem Donald Kelso, z mężczyzną, który nazywał siebie Duncan Ogletree. Jedna z gazet, opisuje nawet morderstwo, wyrażając pewność, jakoby Odgen zamordował Owena, tego drugiego przedstawiając jako ‘kelnera’. Policjanci połączyli postać Donalda Kelso z zagadkowym Donem, a Duncana Ogletree z Artemusem. Jednak ostatecznie powiązania tych dwóch zbrodni nigdy nie udało się udowodnić.

W 2003 roku bibliotekarz Kansas City Library John Horner odebrał przedziwny telefon. Dzwoniący nie przedstawił się, powiedział tylko, że dzwoni spoza Missouri. Ktoś z jego bliskich niedawno zmarł i pozostawił po sobie pudło pełne wycinków z gazet – wszystkie na temat morderstwa Rolanda T. Owena. W pudle było również coś, co przytaczał jeden z raportów policyjnych, jednak dzwoniący nie chciał zdradzić co to było.

Tajemnica pokoju 1046 opisana po latach w ‚The Newcastle Sun’.

Co stało się z Artemusem Ogletree?

Niektórzy mówią, że Artemus Ogletree był w związku z Louise, lub inną kobietą, jednak porzucił ją i wyjechał. Spotkali się ponownie w hotelu President. Być może była to kobieta, która szukała pokoju 1026, myląc go z numerem 1046? W rozpaczy, ona lub jej krewni zamordowali Artemusa, za zerwanie zaręczyn i przyniesienie hańby kobiecie.

Inna twierdzą, że Artemus Ogletree był homoseksualistą, a Don jego kochankiem, który z jakiegoś powodu go zamordował. Można też połączyć tą teorię z poprzednią – rodzina Louise dowiedziała się o powodach, które skłoniły Artemusa do wyjazdu i postanowili się zemścić. Zamordowali Artemusa, a on nie powiedział nic detektywom, żeby chronić Dona – homoseksualizm był w latach 30. nielegalny. Być może Don zadzwonił też do Ruby Ogletree jako Jordan – w końcu powiedział, że Artemus uratował mu życie – czy chodziło o to, że nie zdradził go przed policją, lub przed krewnymi Louise? Być może chciał, żeby była spokojna o syna.

Uważa się też, że Artemus Ogletree mógł być zaręczony z siostrą przywódcy lokalnej mafii Owney’a Maddena. Na cmentarzu, na którym został pochowany Ogletree spoczywa kobieta o imieniu Edwina Madden. Być może Ogletree był członkiem zorganizowanej grupy przestępczej, coś poszło nie tak i został zamordowany. Być może jakiś czas wcześniej Ogletree zerwał zaręczyny z Edwiną i Madden zamordował go osobiście? Później Madden postanowił zorganizować mu pochówek u boku swojej siostry.

Portret Artemusa Ogletree ze zbiorów Kansas City Library.

Mimo poszlak, dziwnych zdarzeń i telefonów, w dalszym ciągu nie wiadomo przez kogo i dlaczego Roland T. Owen ‘potknął się i uderzył głową w wannę’.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12]