Debbie Wolfe – Chatka w głębi lasu.

Hej Deb… – z głośnika zabrzmiał męski głos – Szkoda, że nie było cię dzisiaj w pracy. Ja… eee… – mężczyzna głośno przełknął ślinę – Zastanawiam się co u ciebie. Ee… Jeśli możesz to zadzwoń do mnie, jestem pod numerem 822 – 7007. Albo zadzwoń na domowy wieczorem. Ee… – znowu przerwał na chwilę – Nie ma cię już kilka dni, zacznę się martwić, jeśli jutro nie wrócisz. Chcę tylko wiedzieć czy u ciebie wszystko w porządku. Pa – dwa przerywane sygnały zadźwięczały przeciągle i automatyczna sekretarka wyłączyła się.

Debbie Wolfe.

Mistrzyni prezentów.

Jenny Edwards nie była ani trochę zdziwiona rozpakowując swój prezent gwiazdkowy. Dwie nagie lalki dla dorosłych… tak, mogła się tego spodziewać. Jej córka była mistrzynią robienia dziwacznych prezentów. Na pięćdziesiąte urodziny matki, Debbie zamówiła striptizera. Cóż, Jenny była pewna, że jej koleżanki z pracy nigdy nie zapomną muskularnego mężczyzny wulgarnie wijącego się na stole. Ona na pewno nie zapomni.

Jenny westchnęła tylko i spojrzała wymownie na córkę.

– Mamo, ja? – zapytała Debbie robiąc minę niewiniątka – Ja nie mam z tym nic wspólnego.

Kilka chwil później dziewczyna pognała na świąteczną zmianę do Szpitala dla Weteranów w Fayetteville. Pod pachą miała wielkiego pluszowego jednorożca – prezent od mamy.

Był to ostatni raz, kiedy Jenny widziała swoją córkę żywą.

Debbie Wolfe.

Automatyczna sekretarka.

Deborah Ann Wolfe była dwudziestoośmioletnią pielęgniarką. Jej życie było doskonale poukładane – miała fantastyczny kontakt z mamą, lubiła swoją pracę i mieszkała w najwspanialszym miejscu na ziemi – w małej, położonej na brzegu jeziora chatce w lesie. Było to cztery mile od miasta. 

Dziewczyna kochała to miejsce – kiedy chciała kąpać się nago w jeziorze – kąpała się, kiedy chciała strzelać do beczek, stojących na werandzie – strzelała, kiedy chciała urządzić przyjęcie, puszczając głośną muzykę i krzycząc do rana – tak właśnie robiła. Żaden wścibski sąsiad nie wtykał nosa w jej sprawy, ponieważ żadnego sąsiada nie miała.

Chatka Debbie (1).
Chatka Debbie (2).

25 grudnia 1985 po skończonej zmianie Debbie wróciła do domu. Dwa owczarki niemieckie, Morgan i Mason powitały ją szczekając radośnie. Spuściła je z łańcucha i w trójkę ruszyli na spacer wzdłuż jeziora.

Debbie nie opuściła ani jednego dnia pracy aż do 26 grudnia 1985 roku. Wtedy to pierwszy raz, nie powiadamiając nikogo, nie stawiła się zmianę. Ponieważ nie odbierała również telefonów, w końcu ktoś zadzwonił na numer wpisany jako telefon alarmowy – do jej matki Jenny Edwards.

Jenny od razu wiedziała, że stało się coś niedobrego. Znała swoją córkę bardzo dobrze, wiedziała, że ta nigdy nie opuściłaby dnia pracy bez naprawdę poważnego powodu. Wraz ze swoim przyjacielem Kevinem Gordonem wsiedli w samochód i pojechali na obrzeża Fayetteville sprawdzić, czy u Debbie wszystko w porządku.

Pierwszym, co rzuciło im się w oczy były puste puszki po piwie, rozrzucone niedbale po całym podwórku. Psy, o które Debbie tak dbała biegały samopas, wyjąc. Wyglądało na to, że od dłuższej chwili nic nie jadły.  

Kiedy Jenny i Kevin weszli do domu przerazili się jeszcze bardziej. Podłogę wyściełały rzeczy osobiste Debbie, pomieszane z kolejnymi puszkami. Miejsce wyglądało na zdewastowane. Jenny była pewna, że jej córka nie pozwoliłaby na doprowadzenie swojego ukochanego domu do takiego stanu.

Kevin wszedł do sypialni, gdzie znalazł torebkę Debbie wciśniętą niedbale między ścianę i łóżko. Lampka automatycznej sekretarki znajdującej się na nakastliku migała na czerwono. Mężczyzna zawołał szybko Jenny i nacisnął na ‘odsłuchaj’.

– Hej Deb… – z głośnika zabrzmiał męski głos – Szkoda, że nie było cię dzisiaj w pracy. Ja… eee… – mężczyzna głośno przełknął ślinę – Zastanawiam się co u ciebie. Ee… Jeśli możesz to zadzwoń do mnie, jestem pod numerem 822 – 7007. Albo zadzwoń na domowy wieczorem. Ee… – znowu przerwał na chwilę – Nie ma cię już kilka dni, zacznę się martwić, jeśli jutro nie wrócisz. Chcę tylko wiedzieć czy u ciebie wszystko w porządku. Pa – dwa przerywane sygnały zadźwięczały przeciągle i automatyczna sekretarka wyłączyła się.

Matkę Debbie przeszedł zimny dreszcz. Kim był ten mężczyzna? Nie znała jego głosu, a przecież znała wszystkich przyjaciół swojej córki. Dlaczego mówił, że Debbie nie ma od kilku dni? Przecież w pracy nie było jej może kilka godzin.

Jenny i Kevin obeszli kilkukrotnie podwórko, a także sprawdzili teren wokół jeziora znajdującego się nieopodal. Nigdzie nie było śladu ani Debbie, ani nikogo innego. Nie pozostało im nic innego jak tylko zawiadomić policję. Zgłoszenie przyjął kapitan Jack Watts z Biura Szeryfa w Cumberland.

Kilkadziesiąt minut później rosły mężczyzna pojawił się z psem tropiącym. Miał nadzieję, że być może pies od razu złapie trop zaginionej i szybko będą mogli uznać sprawę za zamkniętą. Niestety nic takiego się nie stało. Kapitan orzekł, że oficjalne poszukiwania można będzie rozpocząć dopiero po trzech dniach od zaginięcia. Rozpoczęto je po pięciu.

W międzyczasie Kevin przyjechał nakarmić Morgana i Masona. Wszedł do domu i w kuchni natknął się na uniform z krótkimi rękawami należący do Debbie. Mógłby przysiąc, że wcześniej go tam nie było. Zresztą to przecież niemożliwe, żeby i on i Jenny przeoczyli tak ważny ślad.

Pod powierzchnią.

Piątego dnia od zaginięcia rozpoczęto poszukiwania. Policjanci przywieźli ze sobą więcej psów tropiących, jednak żaden nawet nie podjął tropu. Wydawało się dziwne, że nie wzięli ze sobą nurków, aby przeszukać jezioro. Stwierdzono, że Jenny i Kevin już to zrobili.

– Wydaje mi się, że wspominali, że przeszukali już jezioro… – tłumaczył się później kapitan Jack Watts, zapytany przez media dlaczego nikt nie przeszukał jeziora – Nie mieliśmy więc po co sprawdzać go po raz kolejny. Nie, nie wydaje mi się, żebyśmy to zrobili.

Był to absurd. Ani Jenny, ani Kevin nie mieli ani sprzętu, ani umiejętności, żeby przeszukiwać jezioro. A jeśli nawet zrobiliby to na własną rękę, policja powinna była zrobić to raz jeszcze.

Śledztwu prowadzonemu przez policję brakowało kompetencji i profesjonalizmu, co sfrustrowało Jenny. Zatrudniła więc na własny koszt nurków, aby dokładnie zbadali jezioro. Nie przyniosło to żadnego rezultatu.

Siódmego dnia od zaginięcia Debbie, Kevin Gordon oraz jego znajomy Gordon Childress, który miał umiejętności nurkowe, postanowili przeszukać jezioro po raz trzeci. Gordon zauważył ślady wleczenia czegoś ciężkiego na brzegu. Wszedł głębiej w wodę i prawie natychmiast natknął się na Debbie. Jej nogi wystawały z pięćdziesięciopięcio galonowej drewnianej, noszącej ślady po strzałach beczki. Dokładniej takiej samej beczki, jakiej brakowało na podwórku. Debbie używała jej do gromadzenia drewna na opał i okazjonalnie jako celu podczas ćwiczeń strzeleckich. 

Kevin i Gordon mimo zrażenia działaniami policji, nie mieli innego wyjścia jak tylko ich zawiadomić.

Funkcjonariusze zabrali ciało Debbie, zostawiając beczkę na brzegu. Nikt nie miał ochoty targać wielkiej beczki ze sobą, więc postanowili wrócić po nią następnego dnia, większym samochodem.

Pod powierzchnią jeziora.

Teorie Jack’a Wattsa.

Dzień później koroner William Oliver podzielił się wynikami autopsji:

• W krwiobiegu Debbie nie znalazł śladów alkoholu, ani środków odurzających.

• W płucach dziewczyny znajdowała się woda o objętości pół łyżeczki. Oznaczało to, że kobieta nie zginęła w wyniku utonięcia, a jej ciało zostało wrzucone do wody już po śmierci.

• Palce ofiary były powyginane i pokryte zadrapaniami, które mogły świadczyć o walce.

• W waginie Debbie znajdowało się nasienie, jednak nie udało się stwierdzić, czy odbyła stosunek z własnej woli, czy też padła ofiarą gwałtu.

• Ciało kobiety znajdowało się w pozycji zrelaksowanej, a jej oczy były zamknięte – znowu kłóciło się to z utonięciem jako przyczyną śmierci. W przypadku tonięcia mięśnie są napięte, a oczy zwykle otwarte – jest to ciało człowieka, który resztkami sił walczy o ostatnie tchnienie.

• Ciało Debbie było w dobrym stanie – na tyle dobrym, że pogrzeb można było odprawić przy otwartej trumnie. Na pewno nie było to ciało, które od siedmiu dni znajdowało się w wodzie.

Wbrew opinii doktora Olivera, która aż krzyczała o udziale osób trzecich w śmierci Debbie, kapitan Jack Watts wykluczył morderstwo i za przyczynę śmierci przyjął przypadkowe utonięcie.

– Kiedy pierwszy raz spotkałem się z rodziną – stwierdził kapitan Jack Watts – Psy biegały spuszczone z łańcucha. Jestem pewien, że Deborah bawiła się z psami i wpadła do jeziora. To był nieszczęśliwy wypadek.

Ekspertyza koronera nie była jedyną rzeczą jaką zignorował Watts.

Samochód Debbie nie był zaparkowany w typowy dla kobiety sposób. Ponadto siedzenie kierowcy było odsunięte daleko w tył – jak dla rosłego mężczyzny, nie dla drobnej dziewczyny.

Wisienką na torcie był jednak fakt, że kiedy funkcjonariusze wrócili po beczkę, w której znaleziono ciało Debbie, beczki już nie było.

– W moim mniemaniu – stwierdził kapitan Watts – A także i moich kolegów, to co wydawało się na pierwszy rzut oka beczką, było tak naprawdę kurtką dziewczyny, która pod wpływem znajdowania się pod wodą napompowała się do podobnych rozmiarów.

Po tym jak Watts zanegował fakt istnienia pięćdziesięciopięcio galonowej beczki, którą widzieli Jenny, Kevin, Gordon, a także funkcjonariusze, którzy przyjechali po ciało, rodzina i przyjaciele Debbie stracili całą wiarę w policję. Byli jednocześnie oszołomieni i wściekli.

Dwaj podejrzani.

Nie mniej jednak policji udało się przesłuchać kilka osób.

Debbie miała pod opieką dwóch wolontariuszy, w szpitalu, w którym pracowała. Obydwu wesoła dziewczyna wpadła w oko i obaj bardzo chcieli się z nią umówić

Pierwszy z nich miał za sobą historię leczenia psychiatrycznego i był wyjątkowo nachalny. Poza nękaniem w pracy, udało mu się zdobyć numer dziewczyny i dodatkowo zaczął nękać ją telefonami. Ponoć twierdził, że wie gdzie mieszka i przyjdzie ją odwiedzić. Mimo, że odmówił testu poligrafem, jego alibi potwierdziło się, więc został zwolniony. Kilka dni później opuścił stan.

Drugi z wolontariuszy chciał umówić się z Debbie kilka tygodni przed jej zniknięciem. Ona powiedziała mu jednak, że przyjaźń to wszystko na co może liczyć z jej strony, ponieważ z kimś się już spotyka. Nie jest jasne, czy dziewczyna naprawdę była w związku, czy powiedziała tak tylko po to, żeby spławić niechcianego adoratora. Jenny wierzy, że to on był mężczyzną, którego głos słyszała w automatycznej sekretarce. Ma wrażenie, że nagrał się, próbując stworzyć sobie alibi. Został on również przesłuchany przez policję, jednak nie stwierdzono żadnych powiązań z zaginięciem młodej kobiety.

Wojskowa kurtka i naszyjnik.

Kilka miesięcy później Jenny odzyskała ubrania, w których jej córka została znaleziona. Okazało się, że żadna z rzeczy nie należała do Debbie. Była ona ubrana w:

• T-shirt z napisem ‘Pittsburgh Steelers’, którego nie rozpoznała ani Jenny, ani żaden z przyjaciół Debbie.

• Stanik o trzy rozmiary większej miseczce i dwa rozmiary zbyt szeroki w obwodzie.

• Spodnie o zdecydowanie zbyt długich nogawkach.

• Męskie buty o rozmiarze sześć, przy czym Debbie nosiła damską siódemkę (około trzy rozmiary mniejsze).

• Męską skórzaną kurtkę wojskową o rozmiarze S. Co ciekawe Debbie posiadała identyczną kurtkę o rozmiarze L, którą dostała od brata. Ta jednak wisiała jakby nigdy nic na wieszaku w szafie.

• Indiański naszyjnik ‘Złe oko’, który według wierzeń rdzennych Amerykanów miał wskazywać duszy drogę do następnego życia.

Nieszczęśliwy wypadek.

Jenny zmarła w roku 2002. Do końca życia była przekonana, że Debbie została zamordowana. 

– Znajdźcie tego, kto nagrał tą wiadomość, a znajdziecie mordercę – mawiała.

Być może morderca napadł Debbie w jej własnym samochodzie – stąd odsunięte siedzenia. Może jakiś czas przetrzymywał ją i gwałcił, a ostatecznie zamordował i podrzucił ciało w beczce do jeziora? Musiał mieć straszne szczęście skoro nie dość, że udało mu się zrobić to wszystko, to później jeszcze ukradł beczkę, którą funkcjonariusze zostawili na brzegu. To wszystko przy prawie cały czas obecnej rodzinie i funkcjonariuszach policji.

Ciekawostką jest fakt, że uniform Debbie znaleziony w jej kuchni nie był tym, który w dniu zaginięcia nosiła w pracy.

– Byliśmy na lunchu tamtego dnia – wspominał Roger Rushin, jeden z przyjaciół Debbie – Pamiętam jak rozmawialiśmy i przypadkiem oblałem kawą jej rękaw. Miała wtedy długie rękawy. A ona specjalnie wysypała groszek, żebym nie czuł się jak ostatnia oferma. Umówiliśmy się na lunch następnego dnia, ale już nigdy nie przyszła do pracy.

Uniform znaleziony w kuchni miał krótkie rękawy. Tego z długimi nigdy nie odnaleziono.

Działania policji mogą wskazywać na dwie rzeczy. Być może był to skrajny brak kompetencji, tuszowany późniejszymi działaniami. Albo kapitan Jack Watts był lub znał kogoś zamieszanego w śmierć Debbie.

Debbie Wolfe.

Którakolwiek odpowiedź jest tą dobrą, sprawa Debbie Wolfe pozostaje zamknięta, a jej śmierć uznana za nieszczęśliwy wypadek.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10]

Laureen Rahn – Sama w domu.

Włącznik światła pstryknął, jednak nic się nie stało. Czy miała takiego pecha i wszystkie żarówki na klatce schodowej wypaliły się w jednym momencie?

Judith zaczęła wspinać się po schodach. Stopień po stopniu, kurczowo trzymała się poręczy. Czuła niepokój. Kiedy wreszcie dotarła do drzwi, szybko włożyła klucz do zamka, ale ten nie chciał się przekręcić. Kobieta pociągnęła za klamkę. Drzwi do jej mieszkania były otwarte.

Laureen Rahn.

Wiosenna przerwa.

– Mamo, mamo! Ale proooszę! Proszę, proszę, proszę! – jęknęła błagalnie Laureen, składając dłonie jak do modlitwy.

Nowy partner jej mamy Judith, Mike był tenisistą i postanowił zabrać swoją ukochaną i jej córkę na jeden z organizowanych przez jego szkołę turniejów. Często organizował im takie wyjścia. Początkowo Laureen z radością oglądała mecze, jednak z każdym kolejnym coraz bardziej traciła zainteresowanie.

Tego dnia dziewczyna zaczęła swoją wiosenną przerwę i bardzo chciała zostać w domu.

– No dobrze, już dobrze! – ustąpiła w końcu Judith. Miała mieszane uczucie co do zostawienia córki samej w mieszkaniu. Ale ostatecznie, dziewczyna miała już czternaście lat, a ponadto na zakończenie semestru otrzymała same dobre stopnie. Należała jej się nagroda.

A ona i Mike będą mieli wreszcie trochę czasu dla siebie.

Sami w domu.

26 kwietnia 1980 roku, Laureen Rahn została sama w swoim mieszkaniu w New Hampshire. Niewiele myśląc zadzwoniła do Bryana i Alice.

– Tak tak, chata wolna. Wbijajcie – rzuciła do telefonu i z niecierpliwością wyczekiwała przyjścia przyjaciół ze szkoły. Mieli przynieść kilka butelek piwa i wino, które udało im się zdobyć. Fajnie będzie się razem napić i pooglądać telewizję.

Trójka przyjaciół siedziała na kanapie komentując programy i śmiejąc się ze szkolnych znajomych w najlepsze. Gdzieś koło północy na klatce schodowej rozległy się kroki. Bryan poderwał się szybko z kanapy i gorączkowo zaczął ubierać buty. Jeśli mama koleżanki zobaczy go tu w środku nocy, w dodatku wstawionego – będzie afera. 

Laureen zaprowadziła go szybko do tylnego wyjścia.

– Na razie – szepnęła jeszcze Laureen przez szparę w drzwiach, zanim je zatrzasnęła. Nienaoliwiony zamek szczęknął, kiedy przekręciła klucz.

Laureen i Alice szybko posprzątały butelki i czekały. Bryan niepotrzebnie uciekał. Kroki na klatce z pewnością nie należały do Judith. Dziewczyny odetchnęły z ulgą i wróciły do świętowania chwili oddechu od szkoły.

Jakiś czas później uznały, że już dość. Były zmęczone i trochę pijane – najwyższa pora, żeby iść spać.

Otwarte drzwi.

Judith Rahn wróciła do domu około godziny 1:15. Na klatce schodowej było zupełnie ciemno, mimo że w oknach mieszkań było jasno. Kobieta spróbowała kilka razy zapalić światło, jednak bez większego rezultatu. Zaczęła się więc prawie po omacku wspinać po schodach do swojego mieszkania. Ciarki przechodziły ją po plecach.

Dotarła do swojego mieszkania. Prawie od razu spostrzegła, że drzwi nie są zamknięte na klucz. Kiedy tylko weszła do środka, przekręciła łucznik i pobiegła sprawdzić drugie wejście. Tylne drzwi były uchylone. Judith wiedziała już, że coś jest nie tak. W tym momencie chciała tylko wiedzieć, czy z jej córką wszystko w porządku. Weszła do jej pokoju. Na szczęście Laureen cała i zdrowa spała w swoim łóżku. Kobieta odetchnęłą z ulgą.

– Ah, ta Laureen – pomyślała – Jak zawsze roztrzepana – Judith ze spokojem w sercu przebrała się i położyła się spać.

Gdzie jest Laureen?

O godzinie 3:45 ze snu wyrwała ją Alice. Była cała we łzach. Chciała wyjść z mieszkania, ale nigdzie nie mogła znaleźć Laureen. Tak, to właśnie ona spała w jej łóżku. Laureen powiedziała, że równie dobrze może położyć się na kanapie. Jednak kanapa była pusta, a tuż obok niej leżała torebka dziewczyny, jej ubrania oraz nowiusieńkie trampki.

Judith od razu zgłosiła zaginięcie córki. Mimo, że nie brakowało żadnych jej ubrań, policja uznała, że dziewczyna najzwyczajniej w świecie uciekła, jednak jako że miała ona dopiero czternaście lat, rozpoczęli poszukiwania.

Rano okazało się, że wszystkie żarówki na klatce schodowej zostały wykręcone.

Po trzech tygodniach nieudanego śledztwa władze doszły do jednego wniosku – Laureen rzeczywiście wyszła z mieszkania z własnej woli, jednak z zamiarem powrotu. Coś jednak zmieniło te plany.

Być może Laureen wyszła z mieszkania spotkać się z kolegą, który wcześniej opuścił mieszkanie? Może właśnie wtedy została porwana? Może nie mogła spać i poszła na spacer? Dlaczego jednak nie wzięła swoich ubrań, ani butów? Może została zamordowana? Dlaczego żarówki zostały wykręcone? Może ktoś przyszedł do mieszkania i porwał dziewczynę? A ciemna klatka schodowa sprzyjała uniknięciu świadków? Jeśli tak, to dlaczego koleżanka nic nie słyszała?

W szkole mówiło się, że Laureen marzyła o zostaniu aktorką. Być może tego wieczora miała spotkać się z kimś kto zaoferował jej karierę, ale tak naprawdę zaplanował ją uprowadzić?

Przez sześć miesięcy nie pojawił się żaden ślad, który mógłby naprowadzić policję na ślad Laureen.

Telefony i motele.

1 października 1980 roku Judith przeglądała wyciągi swoich kart kredytowych i zauważyła, że na jej koszt zostały przeprowadzone trzy rozmowy telefoniczne z motelu w Santa Monica w Kaliforni. Ktoś dzwonił do motelu w Santa Ana i na linię pomocy seksualnej dla nastolatków, prowadzonej przez chirurga plastycznego. Było to w lipcu 1980 roku, czyli trzy miesiące po zaginięciu Laureen.

Ta informacja zdziwiła Judith, ponieważ ani ona ani Laureen nie miały rodziny ani przyjaciół w Kaliforni. Policja podążyła tym śladem. Wspomniany wcześniej chirurg plastyczny, który odebrał telefon Laureen, zaprzeczył jakoby takie zdarzenie miało miejsce latem 1980 roku.

Sprawa stała się jeszcze bardziej tajemnicza, kiedy Judith zaczęła otrzymywać telefony. Dzwoniły one około 3 i 4 w nocy, jednak kiedy podnosiła słuchawkę nikt się nie odzywał. Interesujący jest fakt, że mniej więcej o tej porze matka zgłosiła zaginięcie córki. Telefon dzwonił również w każdy dzień świąt Bożego Narodzenia. Ostatecznie Judith zmieniła swój numer i trwająca latami tortura skończyła się.

W roku 1985 nastąpił przełom w sprawie. Judith z powodu nieudolnej pracy policji zatrudniła prywatnego detektywa. Chirurg plastyczny zmienił swoje zeznanie. Stwierdził, że on i jego żona często pomagali dziewczynom, które uciekły z domów. Jedna z nich twierdziła, że pochodzi z New Hampshire.

Mężczyzna skierował podejrzenia na kobietę imieniem  Annie Sprinkle. Była to gwiazda porno, która czasem pracowała z jego żoną w przemyśle modowym. Również pomagała uciekinierkom.

Ze względu na jej zawód prywatny detektyw pozyskał filmy z udziałem Annie z nadzieją, że być może pojawi się w nich Laureen, jednak tak się nie stało. Annie została wykluczona z kręgu podejrzanych, ponieważ nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek poznała zaginioną dziewczynę.

Klip jednego z filmów Annie Sprinkle.

Tego samego roku chłopak, który towarzyszył Laureen w noc jej zaginięcia popełnił samobójstwo. Policja zbadała sprawę i stwierdziła, że nie miało to związku z zaginięciem dziewczyny, mimo że nie ujawniono jego motywacji. Nigdy nie był brany pod uwagę jako podejrzany.

W 1986 roku prywatny detektyw odkrył więcej informacji na temat tajemniczych telefonów wykonanych z Kaliforni. Okazało się, że motele w Santa Monica i Santa Ana były często wykorzystywane przez producenta dziecięcej pornografii znanego pod pseudonimem ‘Dr Z.’. Mimo tego odkrycia nie udało się ustalić powiązania mężczyzny z Laureen.

Następna wskazówka pojawiła się w roku 1986, kiedy Roger Maurais, przyjaciel Laureen z dzieciństwa powiedział detektywowi o telefonie, który otrzymała jego matka. Według Rogera dzwoniący przedstawił się jako Laurie albo Laureen i stwierdził, że jest byłą dziewczyną Rogera, z czasów przed zaginięciem. Treść rozmowy jest nieznana, a dzwoniący nie został nigdy zidentyfikowany. Jeśli była to zaginiona dziewczyna, to dlaczego nigdy nie zadzwoniła do matki? A jeśli to ona dzwoniła nocami do matki, to dlaczego nie przedstawiła się jej, tylko zupełnie obcej kobiecie?

Dwa lata później w 1988 roku, pojawił się kolejny świadek z Anchorage na Alasce. Policja miała nadzieję, że przedstawi ważne informacje na temat zaginięcia Laureen. Powiedział, że widział osobę odpowiadającą opisowi Laureen pracującą jako prostytutka. Władze zbadały ten trop, lecz pozostaje on niewyjaśniony.

Inne dziewczyny.

W roku zaginięcia Laureen, w tej samej okolicy zaginęły jeszcze dwie inne dziewczyny. Dwudziestopięcioletnia Denise Danault i piętnastoletnia Rachael Garden. Mimo, że Denise była dużo starsza od obu dziewczyn, wszystkie trzy były łudząco podobne.

Od lewe: Rachael Garden, Laureen Rahn, Danise Danault.
Artykuł opowiadający o zaginięciu Denise Denault.

Jakiś czas później Judith przeprowadziła się na Florydę i wyszła ponownie za mąż. Kobieta uważa, że przyjaciele Laureen wiedzą więcej, niż powiedzieli.

Istnieją podejrzenia, że chirurg prowadzący linię pomocy seksualnej i producent dziecięcej pornografii ‚Dr Z’ to jedna i ta sama osoba.

Progresja wiekowa Laureen Rahn.

Nigdy nie udowodniono, że te trzy sprawy były ze sobą w jakikolwiek sposób powiązane.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]

Frauke Liebs – Kiedy dzwoni zaginiona.

Hey Chrissy! – powiedziała Frauke do słuchawki – U mnie wszystko dobrze.

– Gdzie jesteś? – zapytał zmartwiony Chris.

– Nie mogę powiedzieć – odrzekła dziewczyna. Jej głos posmutniał.

– Wróć do domu – poprosił ją chłopak.

– Nie, nie da rady – westchnęła Frauke. Tak bardzo chciała wrócić do domu.

Frauke Liebs.

Rozładowany telefon.

Latem 2006 w Niemczech odbywały się XVIII Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, nic więc dziwnego, że cały kraj pogrążony był w piłkarskiej gorączce. Przez wiele dni nie mówiono o niczym innym, a puby pękały w szwach.

20 czerwca w Paderborn, mieście położonym w zachodniej części Niemiec, dwudziesto-jedno letnia studentka pielęgniarstwa Frauke Liebs spotkała się z przyjaciółmi w Irish pubie Auld Triangle. Tego wieczoru Szwecja grała przeciwko Anglii.

Dzień Frauke był zupełnie zwyczajny. Rano poszła na zajęcia, później umówiła się na obiad ze swoją mamą i Chrisem. Tak, Chris – rozstali się już jakiś rok temu, ale ciągle byli przyjaciółmi. Co więcej, idąc na studia postanowili wspólnie wynająć mieszkanie. W końcu lepiej mieszkać z kimś znajomym, nigdy nie wiadomo na kogo w dzisiejszych czasach można trafić.

Chris obiecał, że ten wieczór spędzi na nauce, dlatego odmówił, kiedy Frauke zaproponowała mu wspólne wyjście. Po skończonym posiłku mama Frauke podrzuciła dziewczynę pod Auld Triangle, a później Chrisa do mieszkania na Borchener Straße, które dzielił z jej córką. Chłopak już miał wysiąść z samochodu, kiedy spostrzegł że zapomniał kluczy. Wrócili więc pod pub.

Auld Triangle Irish Pub.

Frauke poczuła dotyk czyjejś dłoni na ramieniu.

– O, Chris! – ucieszyła się – Jednak zmieniłeś zdanie?

– Nie… Serio muszę się dzisiaj uczyć. Zapomniałem kluczy, weź daj mi swoje. Wpuszczę cię w nocy do domu.

– Jasne, nie ma sprawy. Nie wrócę późno – zapewniła dziewczyna.

– Poczekam – powiedział Chris i wrócił do czekającej na niego w samochodzie mamy Frauke.

Niedługo później zaczął się mecz. Prawdę mówiąc dziewczyna chciała napić się piwa i spotkać z przyjaciółmi – nie była szczególnie zainteresowana piłką nożną. Większość wieczoru pisała SMSy do znajomych, aż w końcu rozładował jej się telefon. Na szczęście jeden z kolegów pożyczył jej swój, inaczej chyba musiałaby pójść wcześniej do domu. Wszyscy byli tak zajęci oglądaniem.

Około godziny 23 Frauke oddała pożyczony telefon i samotnie ruszyła w kierunku swojego mieszkania. W kieszeni miała tylko 5 Euro, więc nie mogła wezwać taksówki, na szczęście nie mieszkała daleko. Od Auld Triangle do Borchener Straße było tylko 1.3 kilometra. Piechotą doszłaby w jakieś trzydzieści minut.

‚Wrócę trochę później.’

O godzinie 00:49 Chrisa obudził dźwięk SMSa. Wiadomość pochodziła od Frauke: ‘Wrócę trochę później. Mecz z Anglią był strasznie nudny : ) Kocham cię, do zobaczenia’. Później sprawdzono, że wiadomość została nadana z Neihein, obszaru znajdującego się około 38 kilometrów od Paderborn.

Następnego dnia dziewczyna nie pojawiła się na zajęciach. Znajomi próbowali się do niej dodzwonić, jednak miała wyłączony telefon. Takie zachowanie nie było do niej podobne, ponadto nie wypiła przecież wczoraj tak dużo. Po wielu nieudanych próbach kontaktu z koleżanką, ktoś w końcu zadzwonił do jej mamy i Chrisa.

Frauke nie pojawiła się tego dnia w mieszkaniu. Jej mama natychmiast zawiadomiła policję, jednak jej zgłoszenie nie zostało przyjęte. Frauke była dorosła, poprzedniego wieczoru wyszła się rozerwać, pewnie wypiła za dużo i śpi teraz u kogoś znajomego. Nie ma sensu wszczynać alarmu, dziewczyna na pewno niedługo się odezwie.

Telefony od zaginionej.

I rzeczywiście.

22 czerwca o godzinie 22:25 Frauke zadzwoniła do Chrisa.

– Hej Christos. Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że u mnie wszystko dobrze – powiedziała nieco zaspanym głosem.

Chris zdziwił się. Co prawda było to jego pełne imię, jednak Frauke nigdy tak do niego nie mówiła.

– Hej, gdzie jesteś? – zapytał – Kiedy wracasz do domu?

– Proszę, powiedz mamie i tacie, że u mnie wszystko dobrze – odrzekła tylko i odłożyła słuchawkę.

Połączenie pochodziło z okolic Paderborn.

23 czerwca o godzinie 23:04 Chris otrzymał SMSa: ‘Dzisiaj wracam do domu. Jestem w Paderborn. Kocham cię’.

Wiadomość rzeczywiście znów pochodziła z okolic Paderborn. Frank, starszy brat Frauke był razem z Chrisem w mieszkaniu. Od razu zadzwonił do siostry. Dziewczyna odebrała.

– Gdzie jesteś? Co robisz? Kiedy wracasz? – zapytał szybko w obawie, że połączenie lada moment zostanie zerwane.

– Już wracam, nie będę późno. Jestem w Paderborn. Nie pytaj o nic, już wracam do domu – dziewczyna wydawała się zmęczona. Odłożyła słuchawkę.

24 czerwca o godzinie 14:22 Frauke zadzwoniła znowu do Chrisa.

– Wracam dzisiaj wieczorem, jestem w Paderborn – powiedziała dziewczyna tym samym zrezygnowanym głosem.

– Coś ci się stało? – zapytał Chris.

– Nie – ucięła Frauke i rozłączyła się.

25 czerwca o godzinie 22:28 Chris odebrał kolejny telefon od Frauke.

– Wracam dzisiaj – powiedziała słabo do słuchawki.

– Coś ci grozi? – wszedł jej w słowo Chris.

– Nie.

– Ktoś jest z tobą?

– Powiem ci później.

Policja wciąż nie chciała przyjąć zgłoszenia. Funkcjonariusze uspokajali rodziców – przecież mają ciągły kontakt z córką, dziewczyna dzwoni codziennie. Jest dorosła, pewnie chciała odpocząć, wyjechała… Na pewno nic złego jej się nie dzieje i niedługo wróci.

26 czerwca Frauke nie zadzwoniła wcale.

Christos Karaoulis.

Pożegnanie.

27 czerwca wieczorem Chris, siostra Frauke, Karen i jej rodzice czekali w mieszkaniu przy Borchener Straße, niecierpliwie czekając na telefon od zaginionej dziewczyny. Było już jednak dość późno, więc wykończeni całą sytuacją rodzice dali za wygraną i wrócili do domu.

O 23:29 zadzwonił telefon.

– Hey Chrissy! – powiedziała Frauke do słuchawki – U mnie wszystko dobrze.

– Gdzie jesteś? – zapytał Chris.

– Nie mogę powiedzieć – odrzekła dziewczyna. Jej głos posmutniał.

– Wróć do domu – poprosił ją chłopak.

– Nie, nie da rady.

– Dlaczego nie?

– Nie mogę powiedzieć.

– Ktoś cię uwięził?

Frauke westchnęła cicho do słuchawki.

– Tak… Nie! Nie! – krzyknęła szybko.

Chris i Karen spojrzeli po sobie niespokojnie.

– Boisz się?

– Nie.

– Ktoś jest z tobą?

– Nie mogę powiedzieć.

– Jesteś zmęczona? Brzmisz jakbyś była zmęczona – zapytał zmartwiony. Głos Frauke brzmiał jakby dziewczyna była nieobecna.

– Tak, bardzo zmęczona.

– Wiesz, że policja cię szuka?

– Wiem. Od tygodnia nie ma mnie w domu.

– Poznałaś jakiegoś innego chłopaka? – zaryzykował Chris.

– Wiesz, że nigdy nie uciekłabym z domu na tydzień dla jakiegoś chłopaka. Przecież mnie znasz.

– Karen jest ze mną. Wszyscy się martwimy.

– Mama i tata też są? – zapytała Frauke z nadzieją w głosie.

– Nie, już poszli.

– Powiedz im, że bardzo ich kocham.

– Kiedy wracasz?

– Nie wiem.

– Dlaczego nie wróciłaś? Mówiłaś, że wrócisz.

– Wyjaśnię ci później.

– Odebrać cię skądś?

– Nie, nie da rady.

– Możemy się gdzieś spotkać?

– Nie da rady.

– Gdzie jesteś?

– Mama.

– Gdzie jesteś?

– Mama.

– Gdzie jesteś?

– Mama.

– Kiedy znowu zadzwonisz?

– Nie wiem.

– Dzwoń przynajmniej raz dziennie.

– Przecież dzwonię.

– Było mi bardzo przykro, że wczoraj nie zadzwoniłaś.

– Tak, wiem że było ci przykro. Daj mi Karen, proszę.

Chris przekazał słuchawkę Karen. Dziewczyna i tak słyszała całą rozmowę, jednak teraz na chwilę miała wrażenie, że jest bliżej siostry.

– Boisz się wrócić do domu? – zapytała.

– Nie.

– Posprzątaliśmy twoje mieszkanie. Nikt nie będzie pytał co się z tobą działo. Wróć.

– Nie da rady, cały czas żyję! – powiedziała Frauke rozpaczliwym tonem.

– Jesteś z jedną osobą, czy jest was więcej?

– Proszę, nie pytaj mnie o nic… Chciałabym być z tobą. Chciałabym wrócić do domu.

– Dzwoń przynajmniej raz dziennie! – krzyknął Chris do słuchawki.

– Tak zrobię. Ciao! Do później – pożegnała się Frauke i w słuchawce zabrzmiał sygnał przerwanego połączenia.

Telefon milczy.

Karen wybuchnęła płaczem. Czuła, że siostra właśnie się z nimi pożegnała. Mama Frauke była przerażona. W rozmowie córka trzy razy ją wołała, a jej przy tym nie było. Policja po raz kolejny odmówiła przyjęcia zgłoszenia.

Od tej rozmowy telefon dziewczyny milczał.

Policja w końcu skontaktowała się z Ingrid Liebs, 4 października. Szkielet Frauke Liebs został znaleziony nieopodal drogi stanowej obok Lichtenau – 17 kilometrów od Paderborn. Na zwłokach znajdowały się ubrania, które dziewczyna miała na sobie w dniu zaginięcia. Nie znaleziono jej telefonu, torebki, zegarka, ani portfela. Podejrzewano, że mogła zostać uduszona, jednak z uwagi na zaawansowany rozkład ciała, nie dało się tego potwierdzić z całą pewnością. W pobliżu nie było żadnych śladów, mogących prowadzić do potencjalnego zabójcy.

Miejsce znalezienia ciała.

Policja przesłuchała 900 osób powiązanych z ofiarą, a spośród nich wyłoniła pięcioro podejrzanych. Wszyscy zostali szybko wykluczeni po przedstawieniu alibi.

Sprawa została umorzona.

Miejsce znalezienia ciała – krzyż postawiony na cześć Frauke (1).
Miejsce znalezienia ciała – krzyż postawiony na cześć Frauke (2).

Sprawcy ujęci?

W roku 2017, w Höxter znajdującym się 22 kilometry od Nieheim aresztowano Wilfrieda W. i jego byłą żonę Angelikę B. Zostali oni oskarżeni o uprowadzenie i zamordowanie kobiety, poznanej przez Wilfrieda przez ogłoszenie w gazecie. Para przetrzymywała ofiarę w swoim domu przez dwa miesiące. Torturowana, zmarła przez zakrzep, który wytworzył się jej w mózgu. Oprawcy postanowili odwieźć ją do mieszkania jej własnym samochodem. Pech chciał, że w drodze auto się popsuło. W braku innego pomysłu, wezwali pogotowie.

Wilfried W.

Na początku Angelika potwierdziła, że wraz z Wilfriedem zabili dwie kobiety. Wraz z upływem czasu ofiar stawało się coraz więcej. Ich prawdziwa liczba do dziś jest nieznana.

Dom w Höxter (1).
Dom w Höxter (2).
Dom w Höxter – wnętrze.

Śledztwo wykazało, że w czasie, kiedy Frauke Liebs jeszcze żyła telefon Wilfrieda logował się w miejscach, z których dzwoniła i wysyłała wiadomości. Policja przyznała, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że to właśnie Wilfried i Angelika stoją za uprowadzeniem i morderstwem Frauke. Nigdy jednak nie znaleziono żadnych dowodów mogących to potwierdzić.

Frauke Liebs.

Sprawa Frauke Liebs do dzisiaj pozostaje oficjalnie nierozwiązana.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]

Tara Calico – Trzy fotografie.

Był piękny, czerwcowy dzień w St. Joe na Florydzie. Amy, która wyszła właśnie z Junior Food Store, podeszła do auta i położyła zakupy na dachu. Potrzebowała obydwu rąk wolnych, żeby poszukać kluczyków. Pamiętała, że wchodząc do sklepu wrzuciła je byle jak do torebki, dlatego też mogły być Bóg wie gdzie. Najpewniej na samym spodzie.

Zanim jednak otworzyła torebkę, coś innego przykuło jej uwagę. Znad toreb z zakupami przyglądał jej się jakiś mężczyzna. Na pierwszy rzut oka był po trzydziestce. Miał gęste wąsy i opierał się łokciem na otwartym oknie jasnej furgonetki marki Toyota. Kiedy napotkał wzrok Amy nie speszył się ani trochę, wręcz przeciwnie – kilkanaście sekund patrzył jej prosto w oczy, po czym odpalił silnik, wyrzucił coś przez okno i odjechał.

Czego ten człowiek od niej chciał? Amy zaniepokoiła się. Wyszła zza samochodu, żeby zobaczyć czego mężczyzna pozbył się zanim odjechał. Leżała tam jakaś karteczka. Mieniła się w słońcu. Kobieta podeszła bliżej, sprawdzić co to. Było to zdjęcie zrobione Polaroidem.

Amy podniosła zdjęcie i przyjrzała mu się. Zimny dreszcz przebiegł jej po plecach. Szybko wsiadła do samochodu i ruszyła w kierunku najbliższego posterunku policji.

Tara Calico

Rowerzystka.

Rankiem, 20 września 1988 roku, dziewiętnastoletnia Tara Calico, tak jak co dzień wyszła z domu na przejażdżkę rowerem. Życie w małym miasteczku Belen w Nowym Meksyku toczyło się powoli, a młoda dziewczyna nie lubiła nudy. Zawsze miała zaplanowany cały dzień, od rana do wieczora.

Jej trasa przebiegała drogą stanową numer 47. Zwykle jeździła tędy z mamą Patty Doel, jednak od kilku dni była skazana na Walkmana i słuchawki. Patty przestraszyła się samochodu który jak twierdziła ‘jeździł za nimi jak wariat’. Tara uważała, że mama przesadza. Była zdecydowana jeździć na rowerze dokładnie tą samą trasą, i żaden nachalny kierowca jej w tym nie przeszkodzi.

Patty patrzyła z niepokojem jak Tara wsiada na różowy rower marki Huffy i przewija kasetę w Walkmanie.

– Jakby mnie nie było przed południem – powiedziała jeszcze do mamy – To weź mnie poszukaj. Tara musiała wrócić do domu przed dwunastą, bo o dwunastej trzydzieści była umówiona ze swoim chłopakiem na mecz tenisa. Dziewczyna założyła słuchawki na uszy, poczekała chwilę aż ‘Long Time’ grupy Boston zabrzmi jej w uszach i odjechała. 

Minęło jednak południe, a później jeszcze godzina i Tary wciąż nie było w domu.

Śladami Tary.

Patty i jej mąż, a ojczym Tary – John, kilka godzin próbowali znaleźć ją na trasie, jednak nie przyniosło to skutku. Zmartwieni rodzice skontaktowali się więc z policją, która prawie od razu zajęła się sprawą. Ekipa poszukiwawcza przeszukała okolicę najdokładniej jak mogła, jednak wciąż po Tarze i jej rowerze nie było ani śladu. Kilkoro przepytywanych ludzi pamiętało Tarę, a także jasną furgonetkę, która jeździła w okolicy. Nikt nie zauważył wypadku, ani napaści.

Dalej na drodze, już poza trasą Tary znaleziono Walkmana dziewczyny oraz kasetę zespołu Boston. Patty była przekonana, że Tara celowo zostawiała za sobą ślady, które pomogą w jej odnalezieniu.

Nagroda oferowana za jakąkolwiek informację o Tarze Calico.

Policja zaczęła podejrzewać, że Tara uciekła z domu, jednak to wyjaśnienie zostało całkowicie odrzucone przez jej rodzinę. Tara była szczęśliwą dziewczyną, z rodziną łączyły ją bliskie relacje, miała tu chłopaka i dopiero co zaczęła studia. Nie było absolutnie żadnego powodu dla którego mogłaby chcieć porzucić to wszystko i uciec.

Trzy fotografie.

Poszukiwania dziewczyny nie przyniosły żadnego skutku przez kilka miesięcy, do 15 czerwca 1989 roku. Tego dnia dwa i pół tysiąca kilometrów od Belen w Nowym Meksyku, w miasteczku portowym St. Joe na Florydzie znaleziono zdjęcie wykonane Polaroidem. Przedstawiało ono nastolatkę oraz młodego chłopca, leżących na poduszkach. Oboje mieli usta zaklejone taśmą i wyglądali, jakby ich ręce i nogi były skrępowane.

Fotografia znaleziona w St. Joe na Florydzie.

Kobieta, która znalazła zdjęcie od razu zawiadomiła policję. Zdjęcie leżało na parkingu, w miejscu gdzie kilka minut wcześniej stała jasna furgonetka marki Toyota. Kierowcą był wąsaty mężczyzna po trzydziestce.

Fotografia została pokazana w amerykańskim programie telewizyjnym ‘America’s Most Wanted’. Tego wieczoru telefon Patty Doel rozdzwonił się. Przyjaciele rodziny jeden po drugim dopytywali, czy to Tara jest na zdjęciu pokazywanym właśnie w telewizji. Patty i John od razu udali się na Florydę.

Patrząc na zdjęcie, Patty z początku nie była przekonana. Część twarzy dziewczyny była zakryta i wyglądała ona na chudszą niż Tara. Jednak im bardziej wpatrywała się w fotografię, tym bardziej zaczynała na nim widzieć swoją córkę. Wyglądało na to, że dziewczyna miała na udzie przebarwienie o kształcie identycznym jak blizna Tary, która została jej po wypadku samochodowym. Patty rozpoznała także książkę, leżącą obok niej. Był to thriller o dziewczynie prześladowanej śmiercią siostry, toczący się wokół gwałtu, zespołu stresu pourazowego i autyzmu – ‘My Sweet Audrina’ V. C. Andrewsa. Jednego z ulubionych pisarzy zaginionej dziewczyny.

Eksperci badający fotografię nie byli zgodni co do tego, czy na zdjęciu znajduje się Tara. Badacze z Los Alamos National Laboratory wątpili w to. FBI nie potrafiło tego ani potwierdzić, ani wykluczyć. Natomiast śledczy Scotland Yardu byli z całą pewnością przekonani, że jest to Tara Calico.

Wszyscy byli jednak zgodni co do tego, że zdjęcie zostało zrobione niedawno – nie wcześniej niż w maju bieżącego roku. Zostało to stwierdzone na podstawie papieru, który dopiero w tamtym okresie został wypuszczony na rynek.

Jeżeli chodzi o chłopca, leżącego obok nastolatki, to podejrzewano, że może nim być zaginiony dziewięciolatek Michael Henley. Rodzina chłopca ze stuprocentową pewnością potwierdziła, że to ich syn znajduje się na fotografii. Gdy w 1990 roku znaleziono jego zwłoki, okazało się jednak, że zmarł na długo przed tym, zanim zdjęcie zostało zrobione.

W ciągu następnych kilku lat pojawiły się jeszcze dwie podobne fotografie. Na jednym z nich widniała zamazana twarz dziewczyny z ustami zaklejonymi taśmą. Na drugim związana kobieta siedziała obok niezidentyfikowanego mężczyzny w pociągu Amtrak.

Druga fotografia.
Trzecia fotografia.

Do dzisiaj nie wiadomo, czy zdjęcia przedstawiały prawdziwą tragedię, czy były tylko okrutnym żartem.

Co ukrywa szeryf Riviera?

Biologiczny ojciec Tary odszedł w 2002 roku po tym jak został napadnięty i pobity przez dwóch mężczyzn. Patty po kilku wylewach zmarła w 2006 roku. Nigdy nie dowiedzieli się, co stało się z ich córką.

W 2008 roku świat obiegła rewelacja szeryfa Rene Riviery z Nowego Meksyku. Według niego Tarę zabili lokalni chłopcy, którzy być może chodzili z nią wcześniej do jednej szkoły. Jeździli za nią, śledzili ją dla zabawy, a później przypadkowo uderzyli ją samochodem. Niefortunny upadek sprawił, że dziewczyna zmarła, lub też chłopcy zabili ją w panice. Ich rodzice pomogli im w pozbyciu się ciała i zamieceniu całej sprawy pod dywan. Mimo iż szeryf twierdzi, że wie co się stało, nigdy nie postawił zarzutów. 

– Takie sprawy są ciężkie – twierdzi Riviera – Sprawy, w których nie ma ciała.

W 2009 roku do szefa policji na Florydzie, Davida Barnesa przyszły dwa listy ze stemplem pocztowym z Albuquerque w Nowym Meksyku. Jeden z nich zawierał zdjęcie chłopca o jasno – brązowych włosach, z ustami zamalowanymi czarnym markerem. W drugim liście przyszedł oryginał zdjęcia. 

Zdjęcie otrzymane przez Davida Barnesa.

People Magazine zapytało Michele Doel, przyrodnią siostrę Tary co sądzi o Polaroidzie znalezionym w St. Joe na Florydzie.

‘Czy jest na nim Tara?’

– Jeśli miałabym odpowiedzieć tak, albo nie, powiedziałabym, że zdecydowanie tak, to ona – powiedziała Michele – Jednak… Czy to ma sens? Nie. To nie jest jedna z historii, które mają sens.

Tara Calico.

Mimo, że Tara Calico zaginęła ponad trzydzieści lat temu, jej sprawa nadal pozostaje otwarta. FBI oferuje dwadzieścia tysięcy dolarów za informację, która doprowadzi do odnalezienia dziewczyny lub aresztowania sprawców. Zdania odnośnie tego, czy to właśnie Tarę przedstawiała którakolwiek z fotografii do dzisiaj są podzielone. Jednak bez względu na to jej ojczym i przyrodnie rodzeństwo wciąż mają nadzieję na znalezienie odpowiedzi na gnębiące ich od lat pytania.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11]

Brianna Maitland – Wypadek przy Dutchburn House.

Ktoś zapukał w szybę. Była to Keallie. Ręką dała znak, żeby Brianna otworzyła okno.

– Bri, wyłaź z auta. Mam ochotę cię uderzyć – dziewczyna krzyknęła na Briannę i nie czekając aż dziewczyna wysiądzie uderzyła ją pięścią przez uchyloną szybę – No chodź! Chyba się nie boisz – uderzyła ją ponownie.

Brianna siedziała w samochodzie ze spuszczoną głową. Nawet nie próbowała się bronić, tylko płakała. A Keallie biła ją dalej.

– Nie jesteś go warta – rzuciła jeszcze z pogardą.

– Keallie, co ty wyprawiasz?! – na parking wybiegł James, odciągając dziewczynę od samochodu – Co ty do cholery narobiłaś?!

car
Blado – zielony Oldsmobile ’85 Brianny Maitland znaleziony przy Dutchburn House (1).

Życie na własną rękę.

Brianna Maitland była ufną dziewczyną. Łatwo nawiązywała kontakty, miała wielu przyjaciół, a przede wszystkim uwielbiała towarzystwo podczas jazdy samochodem.

– Zawsze zabierała kogoś ze sobą – twierdziła jej matka, Kelly – Nie lubiłam tego. Pewnego dnia wracam z pracy, a tam w salonie, na mojej kanapie siedzi jakiś obcy chłopak. Autostopowicz, oczywiście. Brianna zabrała go z drogi i zaprosiła go do domu, żeby mógł poczekać, aż ktoś po niego przyjedzie. Była dobrą dziewczyną – chwaliła ją. Bała się jednak, że kiedyś naiwność zemści się na córce.

W dzień swoich siedemnastych urodzin Brianna wyprowadziła się z farmy swoich rodziców we Franklin kilkadziesiąt kilometrów dalej do swojego chłopaka. Jej rodzice uważali, że to bardzo wcześnie, jednak nie sprzeciwiali się. Wiedzieli, że jeżeli córka podjęła taką decyzję to nic i nikt jej nie powstrzyma. A ona po prostu chciała być bliżej przyjaciół. Było to w 2003 roku.

Brianna bardzo lubiła spotkania z przyjaciółmi. Kiedy tylko miała czas, wychodziła na miasto, żeby z kimś się zobaczyć, potańczyć, zabalować. A już kilka miesięcy po przeprowadzce, ze względu na swój mało uporządkowany tryb życia dziewczyna została wyrzucona ze szkoły. Jej związek również nie przetrwał długo i była zmuszona zamieszkać z jedną ze swoich przyjaciółek Jillian Stout, w Sheldon. Wtedy też postanowiła ukończyć naukę w trybie zaocznym i podjęła pracę jako kelnerka w pobliskiej restauracji.Przez długie miesiące ona i jej koleżanka Keallie Lacrosse interesowały się tymi samymi chłopcami. Jednym z nich był James Robitaille. W tamtym czasie James był oficjalnym chłopakiem Keallie. Jednak gdy tylko dziewczyna wyjechała na kilka dni, odwiedzić swoją matkę w Massachusetts, u chłopaka zaczęła pomieszkiwać Brianna. Keallie dowiedziała się o tym od wspólnych znajomych tuż po powrocie. Była wściekła.

briannakeallie
Brianna i Keallie.

Wieczór, który skończył się źle.

Pewnego dnia dawni znajomi ze szkoły zaprosili Briannę na wieczór do Pallet Factory. Dziewczyna była bardzo podekscytowana, mimo że nigdy by się tego nie spodziewała, tęskniła za szkołą.

Brianna cały wieczór flirtowała z Jamesem, z którym pojawiła się na imprezie. Keallie patrząc na nich z każdą chwilą stawała się coraz bardziej rozdrażniona. Kiedy tylko mogła poniżała koleżankę – im więcej ludzi na to patrzyło tym lepiej. Po jakimś czasie Brianna stwierdziła, że nie bawi się najlepiej. Chcąc uniknąć karczemnej awantury wyszła. Wsiadła do samochodu Jamesa, który miał ją zawieźć do domu i czekała.

Po kilku minutach na parkingu zamiast chłopaka pojawiła się Keallie, dobijając się do Brianny przez okno samochodu. Kiedy ta tylko odsunęła szybę, koleżanka zaczęła wrzeszczeć i bić ją po twarzy na oślep. Była w furii. Brianna milczała i przyjmowała tylko kolejne ciosy nawet nie próbując się bronić. Dopiero James odciągnął Keallie siłą. Kazał jej się wynosić.

Brianna miała podbite oczy, złamany nos i wstrząśnienie mózgu. Razem z matką pojechała do szpitala na obdukcję. Później na policję, złożyć zeznania. Zapytana dlaczego się nie broniła, powiedziała tylko:

– Keallie to koleżanka – i wzruszyła ramionami. Jakby to było oczywiste.

brianna (7)
Brianna Maitland po pobiciu.

Po tym zdarzeniu Brianna podjęła się drugiej pracy – na zmywaku w Black Lantern’s Inn w Montgomery.

Za oknem.

19 marca 2004 roku dziewczyna podeszła do egzaminu GED (General Equivalency Exam –  świadectwo ukończenia szkoły średniej zaocznie). Po tym chciała spędzić trochę czasu z matką. Razem poszły na śniadanie, a później na zakupy. Brianna cieszyła się zdanym egzaminem i opowiadała o swojej przyszłości – miała nadzieję dostać się do college’u i kontynuować swoją naukę. Mama była z niej bardzo dumna.

Kiedy Brianna i Kelly zbierały się już do domu, coś za oknem przykuło uwagę dziewczyny.

– Mamo… – powiedziała lekko roztrzęsionym głosem dziewczyna, cały czas gapiąc się w okno ‘Muszę iść coś sprawdzić. Spotkamy się na parkingu – szybko zapłaciła za zakupy i wyszła ze sklepu.

Kelly pakowała sprawunki do bagażnika, kiedy Brianna wróciła, co jakiś czas oglądając się za siebie. Całą drogę powrotną obracała się, sprawdzając drogę w tylnej szybie samochodu. Była roztrzęsiona. Wyraźnie czegoś się bała. Kobiecie przeszło przez myśl, żeby zapytać o co chodzi, ale szybko zmieniła zdanie. Nie była osobą, która wtrącała się w życie swoich dzieci. Uważała, że powinny same rozwiązywać swoje problemy, a nie skupiać na nich wszystkich wokół. Jeżeli dziewczyna będzie chciała, to sama jej o wszystkim opowie. Jednak Brianna nie powiedziała ani słowa. Kelly nie wspominając więc nic o dziwnym zachowaniu córki, podrzuciła ją tylko pod drzwi mieszkania Jill, pożegnała się i pojechała do domu.

Dutchburn House.

Około piętnastej trzydzieści Brianna była już gotowa do pracy. Tak jak miała to w zwyczaju, zostawiła dla Jill krótką notatkę: ‘Wracam po pracy’ i pojechała swoim blado – zielonym Oldsmobilem 85’ na wieczorną zmianę do Black Lantern’s Inn.

blacklanterninn
Black Lantern’s Inn.

W czasie kiedy Brianna zmywała naczynia, obok karczmy przejeżdżali jej rodzice. Ojciec Brianny – Bruce chciał wstąpić i przywitać się z córką. Ostatnio non stop firma wysyłała go w delegacje do Nowego Jorku i dawno się nie widzieli. Kelly była temu przeciwna. Nie wydawało jej się, żeby nachodzenie córki bez powodu było dobrym pomysłem. Stwierdziła, że taka wizyta na pewno wprawi ją w zakłopotanie – w końcu dziewczyna pracowała tu dopiero tydzień. Więc pojechali dalej. Później oboje bardzo tego żałowali.

Tego dnia restauracja pękała w szwach. Zmiana Brianny przedłużyła się, skończyła dopiero o dwudziestej trzeciej dwadzieścia. Znajomi z pracy szli właśnie na zasłużony obiad i zaproponowali nowej koleżance, aby poszła z nimi. Porozmawiają, lepiej się poznają. Dziewczyna odmówiła – musiała odpocząć. Następnego dnia miała poranną zmianę w drugiej restauracji. Dokończyłą zmywanie, wsiadła do samochodu i pojechała w stronę domu.

Nigdy do niego nie dotarła.

Następnego dnia – 20 marca kilkoro motocyklistów zgłosiło porzucony samochód koło szopy zwanej przez mieszkańców Montgomery, Dutchburn House. Scena, którą zauważyli z drogi wydała im się na tyle niepokojąca, że pokręcili się wokół samochodu i zrobili kilka zdjęć na pamiątkę. Wyglądało na to, że kierowca cofając wjechał w budynek robiąc dziurę w ścianie, po czym zniknął. W pobliżu samochodu leżała butelka wody, niezapalony papieros i porozrzucane monety.

car (2)
Blado – zielony Oldsmobile ’85 Brianny Maitland znaleziony przy Dutchburn House (2).

Brianny nie ma w domu.

Mimo, że samochód zarejestrowany był na Kelly Maitland, nikt tego dnia do niej nie zadzwonił. Policjanci stwierdzili, że samochód został porzucony przez pijanego kierowcę. Dlatego też odholowali go na policyjny parking i zostawili z myślą, że ktoś wkrótce się po niego zgłosi.

Jill Stout, współlokatorka Brianny spędzała weekend poza domem. Kiedy wróciła zobaczyła notatkę zostawioną dla niej przez koleżankę, jednak doszła do wniosku, że ta zdecydowała się pojechać na jakiś czas do rodziców. Nie zamierzała jej szpiegować. Rodzice nie kontaktowali się z córką codziennie, więc nie wiedzieli, że Brianna zniknęła z mieszkania.

Przez kilka dni nikt nie zgłosił zaginięcia Brianny.

W końcu Jill zaczęła się martwić. Zadzwoniła więc do Kelly Maitland. Chciała tylko potwierdzić, czy Brianna jest w domu i w ten sposób uspokoić swoje sumienie. Mama Brianny usłyszawszy, że jej córki od kilku dni nie ma w mieszkaniu wpadła w panikę. Zaczęła dzwonić po jej przyjaciołach. Kiedy nie uzyskała od nikogo żadnej sensownej informacji, poszła na policję.

Tam dowiedziała się o porzuconym kilka dni wcześniej samochodzie, co przeraziło ją jeszcze bardziej. Policjanci stwierdzili, że jest to typowa ucieczka nastolatki. Na miejscu nie było śladów walki, w okolicy nie znajdowało się nic podejrzanego, a ponadto Briannie zdarzało się już kiedyś uciekać z domu. Podczas przesłuchania przyjaciół okazało się też, że dziewczyna nie była zadowolona ze swojego życia, a w najbliższym czasie planowała dłuższą wycieczkę.

Na przesłuchanie zgłosiło się czworo świadków.

Pierwszy z nich przejeżdżał nieopodal Dutchburn House między dwudziestą trzecią, a północą trzydzieści. Zobaczył samochód zaparkowany tyłem przy szopie. Miał włączone przednie światła, ale w środku nikogo nie było.

Drugi minął szopę Brianny między północą, a północą trzydzieści. W samochodzie migał jeden z kierunkowskazów.

Trzecim świadkiem był były chłopak Brianny. Od razu rozpoznał jej samochód. Z początku chciał nawet podejść, sprawdzić czy nic się nie stało. Jednak mimo, że byli w dobrych stosunkach, uznał że mogłoby to być krępujące zarówno dla niego jak i dla dziewczyny. Dlatego po prostu ruszył w dalszą drogę, nie myśląc więcej o zdarzeniu.

Czwarty wraz z grupą przyjaciół zatrzymał się koło Dutchburn House koło północy. Nie zobaczyli nikogo w pobliżu, jednak mężczyzna pamiętał, że obok jednego z kół zobaczył zerwany naszyjnik.

Śledztwo trwało już od kilku dni, jednak policjanci wciąż nie przeszukali Oldsmobile’a zaginionej dziewczyny. Bruce Maitland, który codziennie sprawdzał postępy w śledztwie nie wytrzymał i sam poszedł na parking policyjny. Łomem otworzył bagażnik. Jego ręce trzęsły się – był przekonany, że znajdzie tam ciało swojej córki. Nic takiego jednak się nie stało. Bagażnik był pusty. W samochodzie znalazł porozrzucane rzeczy osobiste Brianny – jej ubrania, kosmetyki, dwa czeki na sumę stu pięćdziesięciu dolarów, szkła kontaktowe i leki na migrenę, bez których ostatnio nigdzie się nie ruszała.

carinside (2)
Wnętrze samochodu Brianny (1).
carinside
Wnętrze samochodu Brianny (2).
carinside (3)
Wnętrze samochodu Brianny (3).

Podejrzenia i teorie.

Trzy tygodnie po tym jak Brianna zaginęła sprawa o pobicie jej przez Keallie Lacross została umorzona. Niektórzy uważają, że dziewczyna miała swój udział w zaginięciu Brianny, w końcu było jej to na rękę. Alibi dziewczyny zostało dokładnie sprawdzone, jednak przecież mogła wynająć kogoś innego do brudnej roboty.

Tydzień później policja otrzymała anonimowy trop – informator twierdził, że Brianna przetrzymywana jest w Burkshire, w domu należącym do dwóch dilerów narkotykowych – Ramona Ryansa i Nathaniela Jacksona. Dom został gruntownie przeszukany. Znaleziono w nim ilości narkotyków wystarczające do aresztowania mężczyzn. Nic jednak nie wskazywało na to, żeby Brianna kiedykolwiek tam przebywała.

Co ciekawe przyjaciele dziewczyny potwierdzili, że Brianna miała wcześniej kontakt z ciężkimi narkotykami i znała Ramona Ryansa osobiście.

Jedna z teorii na temat tego, co stało się z dziewczyną mówi, że mogła mieć ona dług u Ryansa i Jacksona. Wskazywać na to mógł fakt, że niedawno podjęła się dwóch prac, potrzebowała więc większej ilości gotówki. Dziewczyna umówiła się z mężczyznami w Dutchburn House – miejsce było znane z podobnych spotkań, dilerzy wręcz je uwielbiali. Brianna przyniosła pieniądze, które udało jej się zarobić. Jednak to nie wystarczyło. Mężczyźni doszli do wniosku, że dziewczyna nie będzie w stanie ich spłacić, postanowili więc rozliczyć się z nią inaczej. Spanikowana Brianna chciała uciec samochodem, jednak zamiast biegu wbiła wsteczny i wjechała w szopę. Wtedy dopadli ją i zabili.

Możliwe, że dziewczynę zamordowali już na spotkaniu w szopie. Później chcieli odjechać jej samochodem, jednak nie wiedzieli jak obsługiwać manualną skrzynię biegów i zamiast ruszyć, rozbili samochód. Porzucili więc go, a ciało Brianny zabrali ze sobą.

Być może ktoś zaczaił się na tylnym siedzeniu samochodu dziewczyny i mijając Dutchburn House zobaczyła go w lusterku, a to spowodowało wypadek.

Istnieje również przekonanie, jakoby Brianna miała być policyjnym informatorem. Kiedy była na zakupach z mamą ktoś wywołał ją na zewnątrz i ostrzegł, aby tego dnia nie szła do pracy, ponieważ może jej się stać coś złego. Brianna niestety nie posłuchała tej rady. Być może też z uwagi na niebezpieczeństwo została objęta programem ochrony świadków. Być może policja pominęła w trakcie śledztwa wiele śladów nie bez powodu, a wręcz aby zatuszować co naprawdę stało się z dziewczyną. Ona zaś ma teraz nowe życie i nie może kontaktować się z rodziną w obawie przed ujawnieniem.

Podejrzewano, że sprawa Brianny może być w jakiś sposób powiązana z innym zaginięciem – Maury Murray, które nastąpiło miesiąc wcześniej w miejscu odległym o 90 mil. Jednak poza porzuconym samochodem i zniknięciem dziewczyny policja nie znalazła nic łączącego te dwie sprawy.

Przez jakiś czas sprawę przypisywano seryjnemu mordercy Israelowi Keyes’owi, jednak ta teoria została wykluczona.

Kilka lat po zaginięciu Brianny jej rodzice rozstali się. Do dzisiaj pozostają w separacji.

W 2006 na nagraniu z monitoringu w kasynie Caesars World w Atlantic City przy stole do pokera pojawiła się kobieta uderzająco podobna do Maitland. Nagranie było jednak zbyt niskiej jakości, aby rodzice Brianny mogli z całą pewnością stwierdzić czy była to ich córka. Kobieta nigdy nie została zidentyfikowana.

casino
Zdjęcie z monitoringu (1)
casino (2)
Zdjęcie z monitoringu (2)

Policja ujawniła, że jest w posiadaniu materiału biologicznego znalezionego w samochodzie Brianny, jednak nigdy nie podała do wiedzy opinii publicznej czy znalazła osobę, do której ten należał.

W lipcu 2016 roku szopa zwana Dutchburn House spłonęła.

brianna (2)
Brianna Maitland.

Brianny nigdy nie odnaleziono.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]

Blanche Monnier – Stara panna z Poitiers.

Podstarzały prawnik bez grosza przy duszy, dobre sobie! – prychnęła z pogardą Madame Monnier. Ona i jej córka od dobrych dziesięciu minut awanturowały się zamknięte w małym saloniku z kominkiem – Masz wybić go sobie z głowy raz na zawsze! – krzyknęła do córki i wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami. Pokojówce podsłuchującej pod drzwiami w ostatniej chwili udało się odskoczyć. Madame Monnier była jednak zbyt wzburzona, aby zwrócić na nią uwagę.

Blanche ukryła twarz w dłoniach i wybuchnęła płaczem. Od początku wiedziała, że matka nie będzie zadowolona z jej wyboru, ale miała nadzieję, że ostatecznie go zaakceptuje. Jednak wściekłość Madame Monnier z dnia na dzień tylko rosła. Dlatego też dziewczyna powoli zaczęła przygotowywać się do ucieczki.

I pewnego dnia po prostu zniknęła.

blanche-monnier
Blanche Monnier.

Kandydat na męża.

Kiedy w roku 1876 Blanche Monnier skończyła dwadzieścia pięć lat, jej matka zdecydowała, że czas najwyższy, aby dziewczyna wyszła za mąż. Madame Monnier była szanowaną, pochodzącą z klasy wyższej kobietą i nie mogła pozwolić na to, aby za jej plecami ludzie nazywali jej własną córkę starą panną. Co to, to nie. A miała wrażenie, że całe Poitiers aż huczało od plotek.

Madame Monnier uznała, że córka sama nie poradzi sobie z tak ważnym wyborem, albo po prostu wybierze źle. Poszukiwania zaczęła więc na własną rękę. Chciała podsunąć Blanche kandydatów, którzy w jej mniemaniu byli cokolwiek warci. A chętnych nie brakowało. Praktycznie co dzień w rezydencji Monnierów pojawiał się jakiś młodzieniec z kwiatami i podarunkami. Niektórzy byli przystojni i bogaci, inni tylko bogaci. Ważne, że wszyscy bez wyjątku należeli do śmietanki towarzyskiej, o której rozpisywały się francuskie gazety. Takiego właśnie zięcia wymarzyła sobie Madame Monnier.

Blanche swoją przyszłość widziała inaczej. Owszem, zaloty odwiedzających ją młodzieńców przyjmowała z nieskrywaną przyjemnością, w końcu była pełną życia i wesołą dziewczyną. Jednak każdy z kandydatów odprawiany z kwitkiem. Działo się tak ponieważ młoda kobieta skrywała coś, o czym Madame Monnier nie miała pojęcia. Blanche była zaręczona.

Mijały miesiące, a mężczyzn chętnych przekonywać Blanche, aby została ich żoną zaczynało ubywać.

– Moja kochana Blanche – rzekła do dziewczyny matka, zmartwiona całą sytuacją – Dzisiaj rano spotkałam Jeana de Belloy. Rozpowiada ludziom, że trzy dni z rzędu flirtowałaś z jego synem, po czym kiedy poprosił cię o rękę, odmówiłaś. Niedługo będą mówić, że moja córka jest największą latawicą Francji – Madame Monnier załamała ręce. “Największa latawica Francji’ wydawała jej się jeszcze gorsza niż stara panna.

– Mamo, wiesz dobrze, że Clément to przygłup i jąkała. Ledwo mogłam z nim wysiedzieć w jednym pokoju. Zapewniam cię, że ani z nim nie flirtowałam, ani też nie mam zamiaru za niego wychodzić – dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi – A ludzie niech gadają, nic a nic mnie to nie obchodzi.

– Twoją matkę obchodzi! Nie chcesz chyba, żeby twoja biedna stara matka stała się pośmiewiskiem…

– Oczywiście, że nie chcę mamo.

– To może Maurice? – spróbowała znowu Madame Monnier – To taki miły, młody człowiek, a de Fontenay’owie mają piękny dworek niedaleko Reims… Kiedy byłam młoda, byłam tam na zimowym balu… – rozmarzyła się kobieta.

– Tak mamo, i przetańczyłaś całą noc z markizem de la Grange d’Arquien myśląc, że to hrabia de Foix. Słyszałam tą historię tysiąc razy. – Blanche westchnęła – A Maurice ma kłapciate uszy. Nie mogłabym wyjść za kogoś kto ma kłapciate uszy.

– Córeczko, wybierz którego chcesz – oczywiście spośród tych, których ja dla ciebie wybrałam, dodała w myślach Madame Monnier – Ale musisz wybrać. Niedługo skończysz dwadzieścia sześć lat i już oficjalnie będziesz sta…

– Mamo, ja już wybrałam – powiedziała nagle dziewczyna ku swojemu własnemu zaskoczeniu – Jestem zaręczona.

Madame Monnier zdziwiła się lekko, jednak zasadniczo była zadowolona. Co prawda wolałaby wiedzieć o tym przed zaręczynami, jednak nareszcie będzie mogła wydać swoją córkę za mąż, a tylko to tak naprawdę się liczyło. Jej zadowolenie w mgnieniu oka zamieniło się w furię, kiedy dowiedziała się z kim Blanche jest zaręczona.

Ten biedak z sąsiedztwa, myślała Madame Monnier, bez grosza przy duszy, bez koneksji, bez przyszłości… Miała wrażenie, że zaraz dostanie ataku serca. Nie mogła przecież na to pozwolić. Blanche w końcu pójdzie po rozum do głowy, była tego więcej niż pewna.

2eba0b6b-06f5-4828-8db6-5358a661f609
Madame Monnier.

Ucieczka i rozpacz.

Przez kilka dni w rezydencji Monnierów toczyła się karczemna awantura. Madame Monnier pod groźbą wyrzucenia córki z domu, lub odesłania do starej ciotki Louise do Ameryki próbowała wymóc na niej zerwanie zaręczyn. Jednak dziewczyna była dorosła i matka nie mogła jej do niczego zmusić. Blanche zagroziła, że ucieknie.

Jak postanowiła tak też zrobiła – pewnego dnia Blanche Monnier po prostu rozpłynęła się w powietrzu.

Madame Monnier i brat Blanche – Marcel rozpaczali. Nagła utrata córki i siostry była dla nich prawdziwym ciosem, oboje byli przekonani, że Blanche uciekła wraz z narzeczonym, aby zacząć nowe życie gdzieś w innej części Francji. Jednak prawnik z sąsiedztwa w dalszym ciągu mieszkał w tym samym miejscu. Nie pomogły krzyki Madame Monnier, aby oddał jej córkę – mężczyzna nie miał pojęcia co stało się z dziewczyną. Nie wiedzieli również jej bliscy przyjaciele. Nie było jej w żadnym szpitalu, ani u dalekiej rodziny. Po prostu zapadła się pod ziemię.

Mijały dni, miesiące i lata. Narzeczony Blanche zmarł kilka lat po jej ucieczce, a przyjaciele o niej zapomnieli. Jeśli uciekła i nie chciała mieć z nimi kontaktu, to była jej sprawa. Madame Monnier i Marcel zaakceptowali fakt, że dziewczyna prowadzi teraz inne życie w jakimś dalekim zakątku świata i najprawdopodobniej jest szczęśliwa, skoro nigdy nie próbowała się z nimi kontaktować. Matka Blanche zajęła się działalnością charytatywną, a jej syn wkrótce po ukończeniu szkoły zaczął odnosić sukcesy w świecie prawniczym.

Wszystko powoli wracało do normy.

List bez nadawcy.

Aż do roku 1901, kiedy to do prokuratury generalnej w Paryżu przyszedł odręczny, niepodpisany list.

c8ae279fab99b40d39295ae7cb8c568a
Kopia listu napisanego do Prokuratora Generalnego.

‘Monsieur Prokuratorze Generalny – mam zaszczyt i nieprzyjemność poinformować Pana o wyjątkowo poważnych wydarzeniach. Mówię tu o starej pannie, która więziona jest w rezydencji Madame Monnier. Głodzona prawie na śmierć i żyjąca we własnych nieczystościach od przeszło dwudziestu pięciu lat’.

Prokurator był w szoku czytając podobne oskarżenia. To niemożliwe, by Madame Monnier, tak szanowana kobieta, wielokrotnie nagradzana za wsparcie dla Poitiers mogła dopuścić się tak haniebnego czynu. Owszem pamiętał, że miała ona kiedyś córkę, która zaginęła. Chyba uciekła z domu z kochankiem. Jak jej było… Béate? Babette?

Mimo iż mężczyzna nie dawał wiary tym oskarżeniom, nie mógł tak po prostu zamieść sprawy pod dywan. Nadał depeszę na posterunek policji w Poitiers z prośbą aby wysłali kilku ludzi i pro forma sprawdzili rezydencję Monnier. Miał nadzieję, że kobieta zrozumie tą powinność. W końcu Madame Monnier na pewno nie ma nic do ukrycia.

Rezydencja Madame Monnier.

Na miejsce wysłano kilku policjantów. Jeden z nich, komisarz Guillaume Durand dobrze pamiętał ucieczkę Blanche. Pamiętał jak zapłakana Madame Monnier odwiedzała komisariat, żeby sprawdzać postępy w poszukiwaniach. Bardzo jej wtedy współczuł. Tym bardziej czuł się nieswojo będąc zmuszonym do wyjaśnienia jej, dlaczego muszą wejść i przeszukać jej dom.

Ku jego zdziwieniu Madame Monnier odmówiła wpuszczenia ich do swojej rezydencji. Nie pomogły żadne wyjaśnienia, ani prośby, więc musieli wejść do środka siłą.

Zaczęli rozglądać się po pięknym przedsionku, po czym przeszukali parter.

– Będziemy musieli zajrzeć też na górę – powiedział do Madame Monnier dowodzący przesłuchaniem Durand.

– Oczywiście panowie’, rzekła wyniośle kobieta – Jeśli będziecie chcieli przejrzeć bieliznę moich pokojówek, bardzo proszę. Na pewno nie będą miały nic przeciwko temu. Komisarz puścił ten komentarz mimo uszu, machnął ręką na swoich ludzi i wszyscy zaczęli się wspinać po schodach.

Na pierwszym piętrze ich oczom ukazał się rząd pokoi. Zajrzeli do każdego z nich i nie znaleźli nic dziwnego. Ot, zwykłe sypialnie i kilka schowków.

Komisarz Durand po raz kolejny tego dnia poczuł mrowienie na karku. Odwrócił głowę. Pokojówka układająca kwiaty w wazonie wpatrywała się w niego. Kiedy tylko napotkał jej wzrok szybko wróciła do swojej pracy. Od początku wizyty tutaj mężczyzna miał wrażenie, że cała służba zachowuje się tak, jakby chciała im coś powiedzieć, tylko nikt nie bardzo wiedział jak. Ukradkowe spojrzenia, niby to przypadkowe szturchnięcia, kiedy mijali się w drzwiach pokoi… I wszystko to, kiedy Madame Monnier była akurat zajęta rozmową, lub patrzyła w inną stronę. Z całą pewnością panowała tu dziwna atmosfera. A może po prostu nie często nie miał do czynienia z klasą wyższą.

Powoli wspięli się na drugie piętro. Korytarz nie różnił się prawie niczym od tego poniżej, oprócz jednego szczegółu. Jeden z pokoi był zamknięty na kłódkę.

W ciemnym pokoju.

Madame Monnier odmówiła otwarcia drzwi, twierdziła, że klucz zaginął bardzo dawno temu i ona sama już nie pamięta, co w tym pokoju się znajduje. Zapewne jakieś stare, porośnięte kurzem klamoty.

Zaczęli wyważać drzwi.

– Och! – Madame Monnier westchnęła ciężko i opadła niby mdlejąc na ozdobną kanapę znajdującą się w korytarzu.

Zawiasy puściły. W nozdrza uderzył policjantów zwalający z nóg smród. Pomieszczenie było zupełnie ciemne. Ktoś przedarł się po omacku na drugi koniec i po kilkuminutowej walce zdarł zasłony. Wtedy zobaczyli leżącą na łóżku kobietę – była to Blanche Monnier.

Blanche_Monnier,_1901
Blanche Monnier po odnalezieniu.

Jeden z policjantów w ten sposób opisywał jej odnalezienie:

‘Natychmiast rozkazaliśmy otworzyć okno. Nie było to łatwe, ponieważ ciemne zasłony były ciężkie od pokrywającego je kurzu. Aby odsłonić żaluzje musieliśmy wyrwać je z zawiasów. Kiedy tylko światło wpadło do pokoju zobaczyliśmy Madmoiselle Blanche Monnier. Jej głowa i ciało były niezdarnie przykryte brudnym kocem. Biedna kobieta leżała zupełnie naga na gnijącym materacu. Pokrywała ją skorupa utworzona z jej własnych nieczystości, kawałków mięsa, warzyw, ryb i zgniłego chleba. Były tam także skorupy ostryg, a robactwo biegało dookoła. Zupełnie nie dało się oddychać, smród unoszący się w powietrzu był tak straszny, że nie mogliśmy zostać w pokoju, aby go zbadać’.

Opowieść Blanche.

Blanche Monnier od razu została zabrana do szpitala, a Madame Monnier i jej syna Marcela aresztowano.

– Ona sama chciała! – Marcel próbował wyrwać się policjantom – Nikt jej nie zmuszał, żeby tam siedziała. Była wściekła na cały świat, wiedziała, że jeśli wyjdzie z pokoju, może narobić głupstw, dlatego kazała się zamknąć!

– Jak wspaniale znów odetchnąć świeżym powietrzem! – zachwyciła się Blanche, kiedy wyniesiono ją z domu.

blanche-monniers-news
Artykuł opisujący historię Blanche w jednej z francuskich gazet.

Już w szpitalu wszyscy byli ciekawi co stało się kobiecie, a ona nie miała nic przeciwko, aby o tym opowiadać.

Dwadzieścia pięć lat wcześniej, kiedy Blanche odmówiła porzucenia marzeń o poślubieniu swojego ukochanego i zagroziła ucieczką, matka postanowiła siłą zmusić ją do zmiany zdania. Dlatego też uwięziła ją w ciemnym pokoju o chlebie i wodzie do momentu, aż Blanche zdecyduje się zerwać zaręczyny. Jednak była ona nieugięta. Nieco później okazało się również, że mimo śmierci narzeczonego Blanche, Madame Monnier zdecydowała się nadal trzymać dziewczynę pod kluczem. Prawdopodobnie dlatego, że bała się, że córka opowie o tym, co zrobiła jej własna matka i kobietę spotkają nieprzyjemne konsekwencje.

Marcel Monnier i służba wiedzieli o rozgrywającym się w rezydencji dramacie, jednak jak twierdzili na przesłuchaniach byli zbyt przerażeni, aby to zgłosić. Do dzisiaj nie wiadomo kto przełamał zmowę milczenia. Uważa się, że mógł być to ktoś z rodziny, lub narzeczony jednej z pokojówek, który usłyszawszy o historii, nie dał rady o niej tak po prostu zapomnieć.

blanche-paper
Fragment artykułu opublikowanego w New York Times.

Historia Blanche została opublikowana przez New York Times 9 czerwca 1901 roku: ‘Czas mijał, a Blanche starzała się. Prawnik, którego tak bardzo kochała zmarł w 1885 roku. Przez cały czas dziewczyna była więziona w pokoju, karmiona resztkami ze stołu matki – o ile w ogóle cokolwiek dostała. Jej jedynym towarzystwem były ucztujące wokół jej łoża szczury. Ani jeden promień światła przez te lata nie przeniknął do jej samotnego lochu, a tego co wycierpiała nie można sobie wyobrazić.’

Madame Monnier zmarła na atak serca piętnaście dni po aresztowaniu.

Marcel, początkowo skazany na piętnaście lat więzienia, został zwolniony w uwagi na to, że jak twierdził nigdy fizycznie nie zmusił siostry do przebywania w zamkniętym pokoju.

z19168143V,Blanche-Monnier
Blanche Monnier w szpitalu psychiatrycznym.

Blanche została przyjęta do szpitala psychiatrycznego. Nigdy już nie powróciła do normalnego życia. W roku 1913 zmarła w szpitalu w Bois.

[1] [2] [3] [4]