Jennifer Kesse – W drodze do pracy.

– Przepraszam… – Logan zapukał w okno vana – Przepraszam, panowie? Nie widzieliście przypadkiem mojej siostry? Mieszka w jednej z szeregówek, blondynka, długie włosy…

Robotnicy spojrzeli na niego przelotnie i wrócili do rozmowy w obcym języku. Logan nie był pewien czy nie zrozumieli jego pytania, czy po prostu go zignorowali.

Jennifer Kesse.

Jennifer Kesse wróciła właśnie z weekendu na Wyspach Dziewiczych. Mimo, że bardzo lubiła swoją pracę – a była najmłodszym managerem w historii Central Florida Investments Timeshare, to cudownie było wyskoczyć na kilka dni i odpocząć.

W niedzielę wieczór została jeszcze u swojego chłopaka Roba na noc i w poniedziałek ruszyła w kilkugodzinną podróż od razu do biura. Był 23 stycznia 2006. Jennifer skończyła tego dnia pracę o godzinie 18, jak zawsze napisała smsa do Roba, że wraca już do domu, a o 18:15 zadzwoniła na kilka minut do taty.

Kilka minut później była już w swojej szeregówce w Orlando. O 22 zadzwoniła do Roba. Trochę się poprztykali, nie było to nic ważnego, ale atmosfera na moment zrobiła się gęsta. W czasie rozmowy, ktoś zadzwonił domofonem. Jennifer spojrzała na kamerkę. Był to sąsiad z góry. Dziewczyna nie była w nastroju, postanowiła nie podnosić słuchawki. Po skończeniu rozmowy zmyła makijaż i położyła się spać.

24 stycznia wieczorem Jennifer nie napisała smsa do Roba. Z jednej strony mężczyzna rozumiał, pewnie była jeszcze wzburzona po wczorajszej kłótni. Z drugiej strony jednak dziewczyna zawsze, ale to zawsze pisała do niego smsa. To była ich tradycja, i jeszcze nigdy nie zdarzyło jej się o tym zapomnieć. Rob postanowił zadzwonić do swojej dziewczyny, jednak odbił się od automatycznej sekretarki.

To zmartwiło Roba. Jennifer nigdy, przenigdy nie wyłączała telefonu.

Jennifer i Rob.

Później okazało się, że dziewczyna nie pojawiła się tego dnia w pracy. Nie mogąc dodzwonić się do samej Jennifer, przełożony zadzwonił do jej rodziców. Rodzice z kolei, od razu wsiedli w samochód i ruszyli w drogę do Orlando. Byli przekonani, że stało się coś złego.

Również brat Jennifer Logan pojechał do siostry. Podczas gdy dziewczyna była na wakacjach, Logan wraz z przyjaciółmi nocowali u niej, żeby pilnować mieszkania. Nawet jej były chłopak Matt wpadł do nich na kilka drinków. Dla Jennifer nie było to zupełnie komfortowe – Matt bardzo źle znosił fakt, że ułożyła sobie życie z kimś innym i bardzo chciał, żeby do niego wróciła.

Później kiedy rozjechali się do domów, okazało się, że jeden z jego kumpli Travis zostawił telefon służbowy w mieszkaniu Jen. Dziewczyna miała odesłać telefon pocztą następnego dnia. Nie zrobiła tego.

Logan dotarł na miejsce pierwszy.

Samochodu Jennifer nie było na jej miejscu parkingowym numer 2226. W mieszkaniu siostry Logan nie zobaczył nic dziwnego. Piżama i mokry ręcznik dziewczyny leżały w łazience. Na łóżku leżało kilka różnych zestawów ubrań – dziewczyna przygotowując się do pracy zwykle przymierzała różne stylizacje, zanim wybrała tą właściwą na dany dzień.

Logan zauważył vana, w którym siedzieli robotnicy, pracujący nad wykończeniem pozostałych szeregówek w kompleksie mieszkalnym Jennifer. Dziewczyna często skarżyła się na nich, podobno zaczepiali ją i gwizdali, ilekroć przechodziła obok.

– Przepraszam… – Logan zapukał w okno vana – Przepraszam, panowie? Nie widzieliście przypadkiem mojej siostry? Mieszka w jednej z szeregówek, blondynka, długie włosy…

Robotnicy spojrzeli na niego przelotnie i wrócili do rozmowy w obcym języku. Logan nie był pewien czy nie zrozumieli jego pytania, czy po prostu go zignorowali.

Później do Logana dołączyli rodzice. Wspólnie zgłosili zaginięcie dziewczyny na policję. Policjanci co prawda przyjęli zgłoszenie, jednak stwierdzili, że dziewczyna jest dorosła i nie musi spowiadać się z tego kiedy i gdzie wyjeżdża. 

Wszystko zmieniło się 26 stycznia, kiedy znaleziono czarny Chevrolet Malibu Jennifer zaparkowany przy innym kompleksie mieszkalnym, o bardzo złej reputacji. Stało się jasne, że dziewczyna nie przeparkowała samochodu z własnej woli, bo dlaczego miałaby to robić?

Czarny Chevrolet Jennifer.

W mieszkaniu Kesse nie znaleziono śladów włamania, dlatego też policja założyła, że Jennifer wyszła z domu z zamiarem pójścia do pracy, zamknęła za sobą drzwi i została porwana w drodze do lub w samochodzie.

Pies policyjny złapał trop z samochodu Jennifer do kompleksu mieszkalnego, w którym położona była jej szeregówka. Ślad znikał przy wyrwie w siatce, niedaleko drzwi Jennifer.

Policjanci wezwali Roba, aby otworzył bagażnik samochodu Jennifer, prawdopodobnie chcąc sprawdzić jego reakcję. Mężczyzna zrobił to z duszą na ramieniu, bał się że w środku znajdzie ciało dziewczyny. Na szczęście tak się nie stało. Do dzisiaj jednak nie wiadomo, co zostało znalezione w bagażniku czarnego Chevroleta. Policja wykluczyła jednak rabunek, jako że nikt nie połasił się na wartościowe rzeczy znajdujące się w samochodzie.

We wnętrzu auta znaleziono jedynie skrawek odcisku palca i włókno z materiałem genetycznym. Wyglądało na to, że ktoś dokładnie wyczyścił samochód po jego użyciu.

Następnie sprawdzono monitoring obu kompleksów mieszkalnych. Kamery nagrały osobę, która przeparkowała samochód Jennifer. Postać niestety jest nie do rozpoznania, w dwóch ujęciach jakie zostały podane do wiadomości publicznej osoba ta stoi za słupem, jest ubrana w czapkę i ma na sobie uniform o niezidentyfikowanym kolorze (na nagraniu wygląda na biały, jednak okazuje się, że ciemne ubrania również wyglądają na jasne w nagraniach z kamer tego rodzaju).

Postać, uwieczniona na monitoringu.

Rzeczy, które zaginęły razem z Jennifer to telefon komórkowy, iPod, klucze do mieszkania, torebka, skórzana teczka i ubrania, które prawdopodobnie miała na sobie dziewczyna tego dnia.

Nikt nie został nigdy postawiony w stan oskarżenia, jednak w sprawie jest czworo nieoficjalnych podejrzanych.

1. Były chłopak Jennifer – Matt. Mężczyzna ciągle kochał dziewczynę i chciał, żeby do niego wróciła. Nie mógł pogodzić się z faktem, że ułożyła sobie życie i była szczęśliwa z Robem. Tuż przed zaginięciem wpadł na kilka drinków do jej mieszkania, w którym przebywał Logan z przyjaciółmi. Później tego wieczora długie godziny spędził w barze Blue Martini, gdzie zalał się w trupa. Bar ten znajdował się naprzeciwko mieszkania Jennifer, a chłopak mieszkał w zupełnie innej części miasta. Jego alibi ponoć zostało zweryfikowane i potwierdziło się, więc policja wykluczyła Matta z kręgu podejrzanych,

2. Żonaty współpracownik, manager w firmie Jennifer. Mężczyzna komplementował dziewczynę i niejednokrotnie dawał do zrozumienia, że chciałby się z nią umówić. Jen, nie wiedząc co zrobić z niechcianymi zalotami poprosiła ojca o radę. Zgodnie z nią, zaprosiła managera na obiad do kafeterii znajdującej się w biurze i powiedziała wprost, że nie podoba jej się idea związku w miejscu pracy. Manager podobno wziął sobie do serca jej słowa i dał dziewczynie spokój.

3. Inny pracownik w firmie Jennifer. Mężczyzna cztery lata po zaginięciu złożył skargę na managera (drugiego podejrzanego). Twierdził on, że manager w dzień zaginięcia Jennifer przyszedł do pracy spóźniony, zdyszany i zły. Tłumaczył się tym, że otrzymał mandat za przekroczenie prędkości, jednak mandat był sprzed tygodnia. Dzień wcześniej ponoć zaprosił Jennifer do swojego biura chcąc zapytać o wycieczkę i bardzo poirytował się, kiedy dziewczyna opowiadała o wspaniałych chwilach spędzonych ze swoim chłopakiem Robem. Manager, zapytany o to gdzie jest Jennifer odrzekł: ‘Pewnie zjadły ją krokodyle’ i często wyrażał się w negatywny sposób o Robie.

Pracownik zapytany dlaczego zgłasza to wszystko dopiero teraz, odrzekł, że bał się, że policja uzna go za wspólnika managera.

Kilka niezależnych źródeł stwierdziło jednak, że to właśnie ten pracownik miał obsesję na punkcie Jennifer i prześladował ją. Wygląda więc na to, że cały czas specjalnie próbował zrzucić winę na managera i wszystkie rzeczy, o których opowiedział mogły nigdy się nie zdarzyć.

4. Jeden z robotników. Robotnicy, pracujący przy wykończeniu szeregówek w kompleksie mieszkalnym Jennifer często zaczepiali dziewczynę. Mieli oni klucze do mieszkań i często w nich nocowali. Dziwny był fakt, że zignorowali Logana, który zapytał tylko, czy nie wiedzą, gdzie może być jego siostra. Policji nie udało się ich dobrze przesłuchać, wielu nie mówiło po angielsku i pracowało na czarno, więc do większości nie udało się nawet dotrzeć.

Jennifer Kesse.

Sprawa Jennifer jest otwarta, do dzisiaj nie udało się zidentyfikować osoby, która jechała samochodem dziewczyny. Jej rodzina nie ustaje w poszukiwaniach.

[1] [2]

Brian Shaffer – Ugly Tuna Saloona.

Pewnego ciepłego wrześniowego wieczora Alexis rozpoczęła swój rytuał. Włączyła ostatnio wybierane połączenia i wybrała kontakt ‚Brian’ Przyłożyła słuchawkę do ucha. Łzy pojawiły się w jej oczach. Czekała na automatyczną sekretarkę i niski głos: ‚Cześć, tu Brian, wiesz co robić’.

Jednak tym razem nie usłyszała głosu Briana. Usłyszała długi sygnał, zwiastujący połączenie. Zaparło jej dech w piersi. Przecież minęło już siedem miesięcy, jak to możliwe? Usłyszała jeszcze dwa sygnały, po czym niski, męski głos powiedział: ‚Cześć, tu Brian…’.

Brian Shaffer.

Pierwszy dzień wolności.

– Stary, przykro mi, ale dzisiaj nie dam rady – powiedział nieco zakłopotany Derek Shaffer do swojego brata Briana. Było mu głupio, ponieważ umówił się z nim na ten wieczór już kilka dni temu. Mieli skoczyć na piwo, albo kilka, posłuchać muzyki na żywo, zrelaksować się… Jednak kłótnia z Maurin odebrała mu ochotę na cokolwiek. Jedyne o czym marzył to założyć kapcie, wywalić nogi na stół i oglądać telewizję.

– Jasne rozumiem. Nie ma sprawy – odrzekł Brian. Był trochę rozczarowany. Miał nadzieję uczcić zakończenie semestru, i chciał to zrobić właśnie z Derek’iem. Ale spokojnie, będzie jeszcze wiele okazji – To trzymaj się i na razie – dodał i rozłączył się.

Derek Shaffer.

31 marca 2006 roku, dwudziestosiedmioletni student medycyny Brian Shaffer rozpoczął przerwę wiosenną. Był wykończony, kilka ładnych tygodni przygotowywał się do egzaminów na Ohio State University College of Medicine. Wszystkie zdał śpiewająco, jednak było to okupione wieloma nieprzespanymi nocami i hektolitrami wypitej kawy.

Nie czuł się najlepiej, ale nie zamierzał pozwolić, aby cokolwiek zepsuło mu dzisiejszy dzień.

Najpierw umówił się z tatą Randy’m na obiad. Po śmierci mamy Renee często spędzali ze sobą czas. Początkiem marca po długiej walce z mielodysplazją, jedną z form raka szpiku kostnego, Renee zmarła. To właśnie choroba matki skłoniła Brian’a do studiowania medycyny. Nie mógł narzekać, studia szalenie go interesowały, jednak jego skrytym marzeniem było założyć zespół i grać jak Jimmy Buffer, albo Eddie Vedder, których był wielkim fanem. Miał nawet tatuaż ukazujący logo z płyty ‘Alive’ zespołu Pearl Jam.

– Synu, nie wyglądasz najlepiej – zmartwił się Randy patrząc na podkrążone oczy Briana. Nie sądził, żeby dzisiejsze wyjście na imprezę było najmądrzejszym pomysłem, jednak chłopak tak ciężko pracował – kto jak kto, Brian zasłużył dzisiaj na odrobinę rozrywki.

Od lewej: Derek, Brian i Renee Shaffer
.
Od lewej: Renee, Brian i Randy Shaffer.

Po obiedzie z tatą Brian zadzwonił do swojej dziewczyny Alexis Waggoner. Alexis pojechała spędzić trochę czasu z rodzicami, ponieważ wraz z Brianem w poniedziałek wylatywali na romantyczny wyjazd do Miami. Prawdę mówiąc młody mężczyzna zamierzał oświadczyć się jej na tym właśnie wyjeździe. I miał wielką nadzieję, że dziewczyna niczego się nie domyśla.

Oczywiście, domyślała się. Brian powiedział, że ją kocha, ona odpowiedziała tym samym i rozłączyli się.

Brian i Alexis.

Następnie Brian wybrał jeszcze jeden number.

– Dobra Clint, 21 w Ugly Tuna Saloona – powiedział Brian do słuchawki. Clint, a właściwie William Florence, był jego nieodłącznym towarzyszem imprez. Kiedy nikt nie miał czasu, Clint był zawsze gotów ruszyć w miasto. Był dobrym przyjacielem.

Brian i Clint.

Brian wykąpał się, ogarnął i wyszedł z domu.

Ugly Tuna Saloona.

Ugly Tuna Saloona było barem serwującym owoce morza i podłe piwo. Było to miejsce bardzo popularne wśród studentów. Znajdowało się na drugim piętrze kompleksu South Campus Gateway na High Street.

Ugly Tuna Saloona (1)
Ugly Tuna Saloona (2)

Brian i Clint nie zabawili tam długo. Noc mijała, a oni wędrowali od baru do baru. Aż w końcu natknęli się na przyjaciółkę Clinta, Meredith Reed. Zaproponowała ona powrót do Ugly Tuna Saloona, gdzie miał się odbyć koncert na żywo. Mężczyźni zgodzili się ochoczo, byli już trochę wstawieni, a po za tym uwielbiali muzykę na żywo. Meredith zabrała ich do auta i razem wrócili do Ugly Tuna Saloona.

Wypili jeszcze po piwie i kilka szotów tequili. Brian zobaczył dwie koleżanki ze studiów, i mówiąc do swoich towarzyszy, że za chwilę wróci, poszedł zamienić z nimi kilka słów.

Około 2 w nocy Clint i Meredith chcieli już wracać do domu. Niestety, nigdzie nie mogli znaleźć Briana, nie udało im się też do niego dodzwonić. Nie był to pierwszy raz, kiedy Brian wymykał się z imprezy ‘po angielsku’ i odnajdywał następnego dnia w swoim mieszkaniu. Było to wkurzające, ponieważ przyjaciele martwili się o niego, jednak z czasem zaczęli to akceptować.

Clint i Meredith nie znalazłszy Briana w barze pojechali do domów.

Dziewczyna Briana Alexis i jego ojciec Randy próbowali się z nim skontaktować cały weekend. Bezskutecznie. Alexis pojechała nawet sprawdzić jego mieszkanie. Jego samochód stał zaparkowany w zwykłym miejscu, a wnętrze kawalerki wyglądało zupełnie normalnie.

Alexis i Randy postanowili poczekać do poniedziałku. Mieli nadzieję, że Brian zatrzymał się u kogoś znajomego, a brak kontaktu z nim jest wyjątkowo niestosownym żartem na prima – aprilis.

W poniedziałek pełna nadziei Alexis pojechała na lotnisko. Wyobrażała sobie Briana pojawiającego się przy bramkach i krzyczącego ‘prima – aprilis!’, zastanawiała się, czy złościć się na niego, czy też uściskać go ze szczęścia, że nic mu nie jest.

Niestety, ich samolot do Miami odleciał, a Brian nie pojawił się. Zapłakana Alexis zadzwoniła do Randy’ego i oboje pojechali na policję zgłosić zaginięcie mężczyzny.

Monitoring.

Policja od razu otworzyła śledztwo. Poszukiwania rozpoczęli od Ugly Tuna Saloona, gdzie Brian był widziany po raz ostatni. Sprawa wyglądała na prostą do rozwiązania, bar, a także okoliczne lokale miały zainstalowany monitoring. Założenie, że kroki mężczyzny będą na nim uwiecznione, wydawało się jak najbardziej prawidłowe.

O 1:15 w nocy kamery zarejestrowały Briana, Clint’a i Meredith wjeżdżających ruchomymi schodami na drugie piętro, gdzie znajdowało się Ugly Tuna Saloona. O 1:55 Brian rozmawiał przy schodach z dwiema koleżankami, po czym wrócił do baru. Po 2 w nocy Clint i Meredith opuścili bar. Policjanci przejrzeli nagrania ze wszystkich kamer w okolicy, jednak żadna z nich nie zarejestrowała Briana wychodzącego z baru. 

Brian uchwycony na monitoringu (1)
Brian uchwycony na monitoringu (2)
Brian uchwycony na monitoringu (3)

Zaczęto podejrzewać, że Brian opuścił bar wyjściem dla robotników – kilka lokali było w tamtym momencie w remoncie. To wyjście jednak nie było szerzej znane gościom baru. Ponadto policja stwierdziła, że przebycie tej drogi nie było łatwe dla osoby trzeźwej, a co dopiero dla pijanej. Niejasne było także dlaczego mężczyzna miałby porzucić swoich przyjaciół i wyjść w ten sposób.

Policja wraz z psami tropiącymi przeszukała okolicę, sprawdzili wszystkie ślepe uliczki oraz śmietniki. Nigdzie nie znaleźli śladu Briana. Rozwieszono plakaty ze zdjęciem mężczyzny. Niestety, nikt nie zadzwonił.

Plakat ogłaszający zaginięcie Briana.

Randy Shaffer postanowił skorzystać z pomocy jasnowidza. Stwierdził on, że ciało Briana znajduje się w wodzie. Randy i Derek, wraz z grupą ochotników spędzili wiele godzin na przeszukiwaniu brzegów rzeki Olentangy, która przepływała przez kampus, w odległości jednej mili od jego mieszkania. To także, nie przyniosło żadnych rezultatów. 

Prawie wszyscy, którzy tej nocy widzieli Briana zostali poddani testom na wariografie. Jedyną osobą, która nie wyraziła na to zgody był Clint. Przyjaciel zaginionego od razu też wynajął prawnika. Nie jest to jednak aż tak dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że skuteczność tego urządzenia wynosi 85% w przypadku potwierdzenia winy osoby winnej i 65% w przypadku sprawstwa osoby niewinnej. Ponadto już na pierwszym przesłuchaniu Clint powiedział policji wszystko co wiedział, na temat tamtej nocy i Briana.

Trzy sygnały.

Przez następne siedem miesięcy Alexis dzwoniła na wyłączony telefon Briana, po to tylko, aby usłyszeć jego głos nagrany na automatyczną sekretarkę. Pewnej wrześniowej nocy automatyczną sekretarkę poprzedziły trzy długie sygnały, zupełnie jakby ktoś włączył telefon. Rozbudziło to nadzieje Alexis i rodziny Briana na nowo. Firma Cingular, operator numeru zaginionego mężczyzny, twierdzi, że połączenie było błędem systemu. Jego lokalizacja nie mogła być dokładnie określona, przez brak włączonego GPSa. Wiadome było jedynie, że odebrała go wieża w Hilliard, czternaście mil na północny – zachód od Columbus.

Niektórzy twierdzą, że Brian istotnie nigdy nie opuścił Ugly Tuna Saloona. Został w nim zamordowany, a jego ciało wmurowano w ścianę. Wiele osób odwiedzających bar skarży się na nieprzyjemny zapach, jaki się tam unosi. Czy może to być zapach rozkładającego się ciała Briana?

Być może mężczyźnie idąc wyjściem dla robotników przydarzył się nieszczęśliwy wypadek? Zginął na budowie, a właściciele Ugly Tuna Saloona, obawiając się sprawy w sądzie z uwagi na nieodpowiednio zabezpieczone przejście, pozbyli się ciała?

Niektórzy o zamordowanie Briana oskarżają seryjnego mordercę Smiley Face Killer. Istnieje możliwość, że Brian, najpierw wyszedł wyjściem dla robotników (dlatego nie został zarejestrowany przez kamery), a później natknął się na zabójcę przy rzece Olentangy.

Być może mężczyzna pijany szedł wzdłuż rzeki, potknął się i utonął? Jeśli to prawda, to co w takim razie stało się z ciałem?

Istnieje też możliwość, że po śmierci matki Brian, będąc w depresji popełnił samobójstwo lub wyjechał, chcąc zacząć wszystko od nowa. Wiedzieć miał o tym jedynie Clint, co wyjaśniałoby jego odmowę we wzięciu udziału w teście na wykrywaczu kłamstw. Druga możliwość jest jednak mało prawdopodobna biorąc pod uwagę jego silną więź z rodziną oraz dziewczyną Alexis.

Pogrzeb i co dalej.

We wrześniu 2008 roku podczas wichury w Ohio Randy’ego Shaffera przygniotło drzewo. Mężczyzna zginął na miejscu. Po jego pogrzebie w internetowej księdze z kondolencjami pojawił się wpis ‘Dla taty, kocham Brian (U.S. Virgin Islands)’. Policja zbadała ten trop i okazało się, że wpis został zamieszczony z publicznego komputera we Franklin, Ohio. Prawdopodobnie był to więc jedynie okrutny żart.

Brian Shaffer.

Brian Shaffer nigdy nie został odnaleziony. Jego brat Derek do dzisiaj ma nadzieję, na rozwiązanie sprawy.

Alexis Waggoner ułożyła sobie ponownie życie i obecnie jest szczęśliwą żoną i matką dwójki dzieci.

Alexis Waggoner wraz z rodziną.

Jest przekonana, że Brianowi stało się coś złego, ponieważ był zbyt dobrym człowiekiem żeby z własnej woli zniknąć z życia swojej rodziny.

Na jednym z koncertów Pearl Jam, Eddie Vedder opowiedział o Brianie i zachęcił do udzielenia jakichkolwiek informacji na jego temat.

Eddie Vader opowiada o Brianie na jednym z koncertów Pearl Jam.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]

Debbie Wolfe – Chatka w głębi lasu.

Hej Deb… – z głośnika zabrzmiał męski głos – Szkoda, że nie było cię dzisiaj w pracy. Ja… eee… – mężczyzna głośno przełknął ślinę – Zastanawiam się co u ciebie. Ee… Jeśli możesz to zadzwoń do mnie, jestem pod numerem 822 – 7007. Albo zadzwoń na domowy wieczorem. Ee… – znowu przerwał na chwilę – Nie ma cię już kilka dni, zacznę się martwić, jeśli jutro nie wrócisz. Chcę tylko wiedzieć czy u ciebie wszystko w porządku. Pa – dwa przerywane sygnały zadźwięczały przeciągle i automatyczna sekretarka wyłączyła się.

Debbie Wolfe.

Mistrzyni prezentów.

Jenny Edwards nie była ani trochę zdziwiona rozpakowując swój prezent gwiazdkowy. Dwie nagie lalki dla dorosłych… tak, mogła się tego spodziewać. Jej córka była mistrzynią robienia dziwacznych prezentów. Na pięćdziesiąte urodziny matki, Debbie zamówiła striptizera. Cóż, Jenny była pewna, że jej koleżanki z pracy nigdy nie zapomną muskularnego mężczyzny wulgarnie wijącego się na stole. Ona na pewno nie zapomni.

Jenny westchnęła tylko i spojrzała wymownie na córkę.

– Mamo, ja? – zapytała Debbie robiąc minę niewiniątka – Ja nie mam z tym nic wspólnego.

Kilka chwil później dziewczyna pognała na świąteczną zmianę do Szpitala dla Weteranów w Fayetteville. Pod pachą miała wielkiego pluszowego jednorożca – prezent od mamy.

Był to ostatni raz, kiedy Jenny widziała swoją córkę żywą.

Debbie Wolfe.

Automatyczna sekretarka.

Deborah Ann Wolfe była dwudziestoośmioletnią pielęgniarką. Jej życie było doskonale poukładane – miała fantastyczny kontakt z mamą, lubiła swoją pracę i mieszkała w najwspanialszym miejscu na ziemi – w małej, położonej na brzegu jeziora chatce w lesie. Było to cztery mile od miasta. 

Dziewczyna kochała to miejsce – kiedy chciała kąpać się nago w jeziorze – kąpała się, kiedy chciała strzelać do beczek, stojących na werandzie – strzelała, kiedy chciała urządzić przyjęcie, puszczając głośną muzykę i krzycząc do rana – tak właśnie robiła. Żaden wścibski sąsiad nie wtykał nosa w jej sprawy, ponieważ żadnego sąsiada nie miała.

Chatka Debbie (1).
Chatka Debbie (2).

25 grudnia 1985 po skończonej zmianie Debbie wróciła do domu. Dwa owczarki niemieckie, Morgan i Mason powitały ją szczekając radośnie. Spuściła je z łańcucha i w trójkę ruszyli na spacer wzdłuż jeziora.

Debbie nie opuściła ani jednego dnia pracy aż do 26 grudnia 1985 roku. Wtedy to pierwszy raz, nie powiadamiając nikogo, nie stawiła się zmianę. Ponieważ nie odbierała również telefonów, w końcu ktoś zadzwonił na numer wpisany jako telefon alarmowy – do jej matki Jenny Edwards.

Jenny od razu wiedziała, że stało się coś niedobrego. Znała swoją córkę bardzo dobrze, wiedziała, że ta nigdy nie opuściłaby dnia pracy bez naprawdę poważnego powodu. Wraz ze swoim przyjacielem Kevinem Gordonem wsiedli w samochód i pojechali na obrzeża Fayetteville sprawdzić, czy u Debbie wszystko w porządku.

Pierwszym, co rzuciło im się w oczy były puste puszki po piwie, rozrzucone niedbale po całym podwórku. Psy, o które Debbie tak dbała biegały samopas, wyjąc. Wyglądało na to, że od dłuższej chwili nic nie jadły.  

Kiedy Jenny i Kevin weszli do domu przerazili się jeszcze bardziej. Podłogę wyściełały rzeczy osobiste Debbie, pomieszane z kolejnymi puszkami. Miejsce wyglądało na zdewastowane. Jenny była pewna, że jej córka nie pozwoliłaby na doprowadzenie swojego ukochanego domu do takiego stanu.

Kevin wszedł do sypialni, gdzie znalazł torebkę Debbie wciśniętą niedbale między ścianę i łóżko. Lampka automatycznej sekretarki znajdującej się na nakastliku migała na czerwono. Mężczyzna zawołał szybko Jenny i nacisnął na ‘odsłuchaj’.

– Hej Deb… – z głośnika zabrzmiał męski głos – Szkoda, że nie było cię dzisiaj w pracy. Ja… eee… – mężczyzna głośno przełknął ślinę – Zastanawiam się co u ciebie. Ee… Jeśli możesz to zadzwoń do mnie, jestem pod numerem 822 – 7007. Albo zadzwoń na domowy wieczorem. Ee… – znowu przerwał na chwilę – Nie ma cię już kilka dni, zacznę się martwić, jeśli jutro nie wrócisz. Chcę tylko wiedzieć czy u ciebie wszystko w porządku. Pa – dwa przerywane sygnały zadźwięczały przeciągle i automatyczna sekretarka wyłączyła się.

Matkę Debbie przeszedł zimny dreszcz. Kim był ten mężczyzna? Nie znała jego głosu, a przecież znała wszystkich przyjaciół swojej córki. Dlaczego mówił, że Debbie nie ma od kilku dni? Przecież w pracy nie było jej może kilka godzin.

Jenny i Kevin obeszli kilkukrotnie podwórko, a także sprawdzili teren wokół jeziora znajdującego się nieopodal. Nigdzie nie było śladu ani Debbie, ani nikogo innego. Nie pozostało im nic innego jak tylko zawiadomić policję. Zgłoszenie przyjął kapitan Jack Watts z Biura Szeryfa w Cumberland.

Kilkadziesiąt minut później rosły mężczyzna pojawił się z psem tropiącym. Miał nadzieję, że być może pies od razu złapie trop zaginionej i szybko będą mogli uznać sprawę za zamkniętą. Niestety nic takiego się nie stało. Kapitan orzekł, że oficjalne poszukiwania można będzie rozpocząć dopiero po trzech dniach od zaginięcia. Rozpoczęto je po pięciu.

W międzyczasie Kevin przyjechał nakarmić Morgana i Masona. Wszedł do domu i w kuchni natknął się na uniform z krótkimi rękawami należący do Debbie. Mógłby przysiąc, że wcześniej go tam nie było. Zresztą to przecież niemożliwe, żeby i on i Jenny przeoczyli tak ważny ślad.

Pod powierzchnią.

Piątego dnia od zaginięcia rozpoczęto poszukiwania. Policjanci przywieźli ze sobą więcej psów tropiących, jednak żaden nawet nie podjął tropu. Wydawało się dziwne, że nie wzięli ze sobą nurków, aby przeszukać jezioro. Stwierdzono, że Jenny i Kevin już to zrobili.

– Wydaje mi się, że wspominali, że przeszukali już jezioro… – tłumaczył się później kapitan Jack Watts, zapytany przez media dlaczego nikt nie przeszukał jeziora – Nie mieliśmy więc po co sprawdzać go po raz kolejny. Nie, nie wydaje mi się, żebyśmy to zrobili.

Był to absurd. Ani Jenny, ani Kevin nie mieli ani sprzętu, ani umiejętności, żeby przeszukiwać jezioro. A jeśli nawet zrobiliby to na własną rękę, policja powinna była zrobić to raz jeszcze.

Śledztwu prowadzonemu przez policję brakowało kompetencji i profesjonalizmu, co sfrustrowało Jenny. Zatrudniła więc na własny koszt nurków, aby dokładnie zbadali jezioro. Nie przyniosło to żadnego rezultatu.

Siódmego dnia od zaginięcia Debbie, Kevin Gordon oraz jego znajomy Gordon Childress, który miał umiejętności nurkowe, postanowili przeszukać jezioro po raz trzeci. Gordon zauważył ślady wleczenia czegoś ciężkiego na brzegu. Wszedł głębiej w wodę i prawie natychmiast natknął się na Debbie. Jej nogi wystawały z pięćdziesięciopięcio galonowej drewnianej, noszącej ślady po strzałach beczki. Dokładniej takiej samej beczki, jakiej brakowało na podwórku. Debbie używała jej do gromadzenia drewna na opał i okazjonalnie jako celu podczas ćwiczeń strzeleckich. 

Kevin i Gordon mimo zrażenia działaniami policji, nie mieli innego wyjścia jak tylko ich zawiadomić.

Funkcjonariusze zabrali ciało Debbie, zostawiając beczkę na brzegu. Nikt nie miał ochoty targać wielkiej beczki ze sobą, więc postanowili wrócić po nią następnego dnia, większym samochodem.

Pod powierzchnią jeziora.

Teorie Jack’a Wattsa.

Dzień później koroner William Oliver podzielił się wynikami autopsji:

• W krwiobiegu Debbie nie znalazł śladów alkoholu, ani środków odurzających.

• W płucach dziewczyny znajdowała się woda o objętości pół łyżeczki. Oznaczało to, że kobieta nie zginęła w wyniku utonięcia, a jej ciało zostało wrzucone do wody już po śmierci.

• Palce ofiary były powyginane i pokryte zadrapaniami, które mogły świadczyć o walce.

• W waginie Debbie znajdowało się nasienie, jednak nie udało się stwierdzić, czy odbyła stosunek z własnej woli, czy też padła ofiarą gwałtu.

• Ciało kobiety znajdowało się w pozycji zrelaksowanej, a jej oczy były zamknięte – znowu kłóciło się to z utonięciem jako przyczyną śmierci. W przypadku tonięcia mięśnie są napięte, a oczy zwykle otwarte – jest to ciało człowieka, który resztkami sił walczy o ostatnie tchnienie.

• Ciało Debbie było w dobrym stanie – na tyle dobrym, że pogrzeb można było odprawić przy otwartej trumnie. Na pewno nie było to ciało, które od siedmiu dni znajdowało się w wodzie.

Wbrew opinii doktora Olivera, która aż krzyczała o udziale osób trzecich w śmierci Debbie, kapitan Jack Watts wykluczył morderstwo i za przyczynę śmierci przyjął przypadkowe utonięcie.

– Kiedy pierwszy raz spotkałem się z rodziną – stwierdził kapitan Jack Watts – Psy biegały spuszczone z łańcucha. Jestem pewien, że Deborah bawiła się z psami i wpadła do jeziora. To był nieszczęśliwy wypadek.

Ekspertyza koronera nie była jedyną rzeczą jaką zignorował Watts.

Samochód Debbie nie był zaparkowany w typowy dla kobiety sposób. Ponadto siedzenie kierowcy było odsunięte daleko w tył – jak dla rosłego mężczyzny, nie dla drobnej dziewczyny.

Wisienką na torcie był jednak fakt, że kiedy funkcjonariusze wrócili po beczkę, w której znaleziono ciało Debbie, beczki już nie było.

– W moim mniemaniu – stwierdził kapitan Watts – A także i moich kolegów, to co wydawało się na pierwszy rzut oka beczką, było tak naprawdę kurtką dziewczyny, która pod wpływem znajdowania się pod wodą napompowała się do podobnych rozmiarów.

Po tym jak Watts zanegował fakt istnienia pięćdziesięciopięcio galonowej beczki, którą widzieli Jenny, Kevin, Gordon, a także funkcjonariusze, którzy przyjechali po ciało, rodzina i przyjaciele Debbie stracili całą wiarę w policję. Byli jednocześnie oszołomieni i wściekli.

Dwaj podejrzani.

Nie mniej jednak policji udało się przesłuchać kilka osób.

Debbie miała pod opieką dwóch wolontariuszy, w szpitalu, w którym pracowała. Obydwu wesoła dziewczyna wpadła w oko i obaj bardzo chcieli się z nią umówić

Pierwszy z nich miał za sobą historię leczenia psychiatrycznego i był wyjątkowo nachalny. Poza nękaniem w pracy, udało mu się zdobyć numer dziewczyny i dodatkowo zaczął nękać ją telefonami. Ponoć twierdził, że wie gdzie mieszka i przyjdzie ją odwiedzić. Mimo, że odmówił testu poligrafem, jego alibi potwierdziło się, więc został zwolniony. Kilka dni później opuścił stan.

Drugi z wolontariuszy chciał umówić się z Debbie kilka tygodni przed jej zniknięciem. Ona powiedziała mu jednak, że przyjaźń to wszystko na co może liczyć z jej strony, ponieważ z kimś się już spotyka. Nie jest jasne, czy dziewczyna naprawdę była w związku, czy powiedziała tak tylko po to, żeby spławić niechcianego adoratora. Jenny wierzy, że to on był mężczyzną, którego głos słyszała w automatycznej sekretarce. Ma wrażenie, że nagrał się, próbując stworzyć sobie alibi. Został on również przesłuchany przez policję, jednak nie stwierdzono żadnych powiązań z zaginięciem młodej kobiety.

Wojskowa kurtka i naszyjnik.

Kilka miesięcy później Jenny odzyskała ubrania, w których jej córka została znaleziona. Okazało się, że żadna z rzeczy nie należała do Debbie. Była ona ubrana w:

• T-shirt z napisem ‘Pittsburgh Steelers’, którego nie rozpoznała ani Jenny, ani żaden z przyjaciół Debbie.

• Stanik o trzy rozmiary większej miseczce i dwa rozmiary zbyt szeroki w obwodzie.

• Spodnie o zdecydowanie zbyt długich nogawkach.

• Męskie buty o rozmiarze sześć, przy czym Debbie nosiła damską siódemkę (około trzy rozmiary mniejsze).

• Męską skórzaną kurtkę wojskową o rozmiarze S. Co ciekawe Debbie posiadała identyczną kurtkę o rozmiarze L, którą dostała od brata. Ta jednak wisiała jakby nigdy nic na wieszaku w szafie.

• Indiański naszyjnik ‘Złe oko’, który według wierzeń rdzennych Amerykanów miał wskazywać duszy drogę do następnego życia.

Nieszczęśliwy wypadek.

Jenny zmarła w roku 2002. Do końca życia była przekonana, że Debbie została zamordowana. 

– Znajdźcie tego, kto nagrał tą wiadomość, a znajdziecie mordercę – mawiała.

Być może morderca napadł Debbie w jej własnym samochodzie – stąd odsunięte siedzenia. Może jakiś czas przetrzymywał ją i gwałcił, a ostatecznie zamordował i podrzucił ciało w beczce do jeziora? Musiał mieć straszne szczęście skoro nie dość, że udało mu się zrobić to wszystko, to później jeszcze ukradł beczkę, którą funkcjonariusze zostawili na brzegu. To wszystko przy prawie cały czas obecnej rodzinie i funkcjonariuszach policji.

Ciekawostką jest fakt, że uniform Debbie znaleziony w jej kuchni nie był tym, który w dniu zaginięcia nosiła w pracy.

– Byliśmy na lunchu tamtego dnia – wspominał Roger Rushin, jeden z przyjaciół Debbie – Pamiętam jak rozmawialiśmy i przypadkiem oblałem kawą jej rękaw. Miała wtedy długie rękawy. A ona specjalnie wysypała groszek, żebym nie czuł się jak ostatnia oferma. Umówiliśmy się na lunch następnego dnia, ale już nigdy nie przyszła do pracy.

Uniform znaleziony w kuchni miał krótkie rękawy. Tego z długimi nigdy nie odnaleziono.

Działania policji mogą wskazywać na dwie rzeczy. Być może był to skrajny brak kompetencji, tuszowany późniejszymi działaniami. Albo kapitan Jack Watts był lub znał kogoś zamieszanego w śmierć Debbie.

Debbie Wolfe.

Którakolwiek odpowiedź jest tą dobrą, sprawa Debbie Wolfe pozostaje zamknięta, a jej śmierć uznana za nieszczęśliwy wypadek.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10]

Frauke Liebs – Kiedy dzwoni zaginiona.

Hey Chrissy! – powiedziała Frauke do słuchawki – U mnie wszystko dobrze.

– Gdzie jesteś? – zapytał zmartwiony Chris.

– Nie mogę powiedzieć – odrzekła dziewczyna. Jej głos posmutniał.

– Wróć do domu – poprosił ją chłopak.

– Nie, nie da rady – westchnęła Frauke. Tak bardzo chciała wrócić do domu.

Frauke Liebs.

Rozładowany telefon.

Latem 2006 w Niemczech odbywały się XVIII Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, nic więc dziwnego, że cały kraj pogrążony był w piłkarskiej gorączce. Przez wiele dni nie mówiono o niczym innym, a puby pękały w szwach.

20 czerwca w Paderborn, mieście położonym w zachodniej części Niemiec, dwudziesto-jedno letnia studentka pielęgniarstwa Frauke Liebs spotkała się z przyjaciółmi w Irish pubie Auld Triangle. Tego wieczoru Szwecja grała przeciwko Anglii.

Dzień Frauke był zupełnie zwyczajny. Rano poszła na zajęcia, później umówiła się na obiad ze swoją mamą i Chrisem. Tak, Chris – rozstali się już jakiś rok temu, ale ciągle byli przyjaciółmi. Co więcej, idąc na studia postanowili wspólnie wynająć mieszkanie. W końcu lepiej mieszkać z kimś znajomym, nigdy nie wiadomo na kogo w dzisiejszych czasach można trafić.

Chris obiecał, że ten wieczór spędzi na nauce, dlatego odmówił, kiedy Frauke zaproponowała mu wspólne wyjście. Po skończonym posiłku mama Frauke podrzuciła dziewczynę pod Auld Triangle, a później Chrisa do mieszkania na Borchener Straße, które dzielił z jej córką. Chłopak już miał wysiąść z samochodu, kiedy spostrzegł że zapomniał kluczy. Wrócili więc pod pub.

Auld Triangle Irish Pub.

Frauke poczuła dotyk czyjejś dłoni na ramieniu.

– O, Chris! – ucieszyła się – Jednak zmieniłeś zdanie?

– Nie… Serio muszę się dzisiaj uczyć. Zapomniałem kluczy, weź daj mi swoje. Wpuszczę cię w nocy do domu.

– Jasne, nie ma sprawy. Nie wrócę późno – zapewniła dziewczyna.

– Poczekam – powiedział Chris i wrócił do czekającej na niego w samochodzie mamy Frauke.

Niedługo później zaczął się mecz. Prawdę mówiąc dziewczyna chciała napić się piwa i spotkać z przyjaciółmi – nie była szczególnie zainteresowana piłką nożną. Większość wieczoru pisała SMSy do znajomych, aż w końcu rozładował jej się telefon. Na szczęście jeden z kolegów pożyczył jej swój, inaczej chyba musiałaby pójść wcześniej do domu. Wszyscy byli tak zajęci oglądaniem.

Około godziny 23 Frauke oddała pożyczony telefon i samotnie ruszyła w kierunku swojego mieszkania. W kieszeni miała tylko 5 Euro, więc nie mogła wezwać taksówki, na szczęście nie mieszkała daleko. Od Auld Triangle do Borchener Straße było tylko 1.3 kilometra. Piechotą doszłaby w jakieś trzydzieści minut.

‚Wrócę trochę później.’

O godzinie 00:49 Chrisa obudził dźwięk SMSa. Wiadomość pochodziła od Frauke: ‘Wrócę trochę później. Mecz z Anglią był strasznie nudny : ) Kocham cię, do zobaczenia’. Później sprawdzono, że wiadomość została nadana z Neihein, obszaru znajdującego się około 38 kilometrów od Paderborn.

Następnego dnia dziewczyna nie pojawiła się na zajęciach. Znajomi próbowali się do niej dodzwonić, jednak miała wyłączony telefon. Takie zachowanie nie było do niej podobne, ponadto nie wypiła przecież wczoraj tak dużo. Po wielu nieudanych próbach kontaktu z koleżanką, ktoś w końcu zadzwonił do jej mamy i Chrisa.

Frauke nie pojawiła się tego dnia w mieszkaniu. Jej mama natychmiast zawiadomiła policję, jednak jej zgłoszenie nie zostało przyjęte. Frauke była dorosła, poprzedniego wieczoru wyszła się rozerwać, pewnie wypiła za dużo i śpi teraz u kogoś znajomego. Nie ma sensu wszczynać alarmu, dziewczyna na pewno niedługo się odezwie.

Telefony od zaginionej.

I rzeczywiście.

22 czerwca o godzinie 22:25 Frauke zadzwoniła do Chrisa.

– Hej Christos. Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że u mnie wszystko dobrze – powiedziała nieco zaspanym głosem.

Chris zdziwił się. Co prawda było to jego pełne imię, jednak Frauke nigdy tak do niego nie mówiła.

– Hej, gdzie jesteś? – zapytał – Kiedy wracasz do domu?

– Proszę, powiedz mamie i tacie, że u mnie wszystko dobrze – odrzekła tylko i odłożyła słuchawkę.

Połączenie pochodziło z okolic Paderborn.

23 czerwca o godzinie 23:04 Chris otrzymał SMSa: ‘Dzisiaj wracam do domu. Jestem w Paderborn. Kocham cię’.

Wiadomość rzeczywiście znów pochodziła z okolic Paderborn. Frank, starszy brat Frauke był razem z Chrisem w mieszkaniu. Od razu zadzwonił do siostry. Dziewczyna odebrała.

– Gdzie jesteś? Co robisz? Kiedy wracasz? – zapytał szybko w obawie, że połączenie lada moment zostanie zerwane.

– Już wracam, nie będę późno. Jestem w Paderborn. Nie pytaj o nic, już wracam do domu – dziewczyna wydawała się zmęczona. Odłożyła słuchawkę.

24 czerwca o godzinie 14:22 Frauke zadzwoniła znowu do Chrisa.

– Wracam dzisiaj wieczorem, jestem w Paderborn – powiedziała dziewczyna tym samym zrezygnowanym głosem.

– Coś ci się stało? – zapytał Chris.

– Nie – ucięła Frauke i rozłączyła się.

25 czerwca o godzinie 22:28 Chris odebrał kolejny telefon od Frauke.

– Wracam dzisiaj – powiedziała słabo do słuchawki.

– Coś ci grozi? – wszedł jej w słowo Chris.

– Nie.

– Ktoś jest z tobą?

– Powiem ci później.

Policja wciąż nie chciała przyjąć zgłoszenia. Funkcjonariusze uspokajali rodziców – przecież mają ciągły kontakt z córką, dziewczyna dzwoni codziennie. Jest dorosła, pewnie chciała odpocząć, wyjechała… Na pewno nic złego jej się nie dzieje i niedługo wróci.

26 czerwca Frauke nie zadzwoniła wcale.

Christos Karaoulis.

Pożegnanie.

27 czerwca wieczorem Chris, siostra Frauke, Karen i jej rodzice czekali w mieszkaniu przy Borchener Straße, niecierpliwie czekając na telefon od zaginionej dziewczyny. Było już jednak dość późno, więc wykończeni całą sytuacją rodzice dali za wygraną i wrócili do domu.

O 23:29 zadzwonił telefon.

– Hey Chrissy! – powiedziała Frauke do słuchawki – U mnie wszystko dobrze.

– Gdzie jesteś? – zapytał Chris.

– Nie mogę powiedzieć – odrzekła dziewczyna. Jej głos posmutniał.

– Wróć do domu – poprosił ją chłopak.

– Nie, nie da rady.

– Dlaczego nie?

– Nie mogę powiedzieć.

– Ktoś cię uwięził?

Frauke westchnęła cicho do słuchawki.

– Tak… Nie! Nie! – krzyknęła szybko.

Chris i Karen spojrzeli po sobie niespokojnie.

– Boisz się?

– Nie.

– Ktoś jest z tobą?

– Nie mogę powiedzieć.

– Jesteś zmęczona? Brzmisz jakbyś była zmęczona – zapytał zmartwiony. Głos Frauke brzmiał jakby dziewczyna była nieobecna.

– Tak, bardzo zmęczona.

– Wiesz, że policja cię szuka?

– Wiem. Od tygodnia nie ma mnie w domu.

– Poznałaś jakiegoś innego chłopaka? – zaryzykował Chris.

– Wiesz, że nigdy nie uciekłabym z domu na tydzień dla jakiegoś chłopaka. Przecież mnie znasz.

– Karen jest ze mną. Wszyscy się martwimy.

– Mama i tata też są? – zapytała Frauke z nadzieją w głosie.

– Nie, już poszli.

– Powiedz im, że bardzo ich kocham.

– Kiedy wracasz?

– Nie wiem.

– Dlaczego nie wróciłaś? Mówiłaś, że wrócisz.

– Wyjaśnię ci później.

– Odebrać cię skądś?

– Nie, nie da rady.

– Możemy się gdzieś spotkać?

– Nie da rady.

– Gdzie jesteś?

– Mama.

– Gdzie jesteś?

– Mama.

– Gdzie jesteś?

– Mama.

– Kiedy znowu zadzwonisz?

– Nie wiem.

– Dzwoń przynajmniej raz dziennie.

– Przecież dzwonię.

– Było mi bardzo przykro, że wczoraj nie zadzwoniłaś.

– Tak, wiem że było ci przykro. Daj mi Karen, proszę.

Chris przekazał słuchawkę Karen. Dziewczyna i tak słyszała całą rozmowę, jednak teraz na chwilę miała wrażenie, że jest bliżej siostry.

– Boisz się wrócić do domu? – zapytała.

– Nie.

– Posprzątaliśmy twoje mieszkanie. Nikt nie będzie pytał co się z tobą działo. Wróć.

– Nie da rady, cały czas żyję! – powiedziała Frauke rozpaczliwym tonem.

– Jesteś z jedną osobą, czy jest was więcej?

– Proszę, nie pytaj mnie o nic… Chciałabym być z tobą. Chciałabym wrócić do domu.

– Dzwoń przynajmniej raz dziennie! – krzyknął Chris do słuchawki.

– Tak zrobię. Ciao! Do później – pożegnała się Frauke i w słuchawce zabrzmiał sygnał przerwanego połączenia.

Telefon milczy.

Karen wybuchnęła płaczem. Czuła, że siostra właśnie się z nimi pożegnała. Mama Frauke była przerażona. W rozmowie córka trzy razy ją wołała, a jej przy tym nie było. Policja po raz kolejny odmówiła przyjęcia zgłoszenia.

Od tej rozmowy telefon dziewczyny milczał.

Policja w końcu skontaktowała się z Ingrid Liebs, 4 października. Szkielet Frauke Liebs został znaleziony nieopodal drogi stanowej obok Lichtenau – 17 kilometrów od Paderborn. Na zwłokach znajdowały się ubrania, które dziewczyna miała na sobie w dniu zaginięcia. Nie znaleziono jej telefonu, torebki, zegarka, ani portfela. Podejrzewano, że mogła zostać uduszona, jednak z uwagi na zaawansowany rozkład ciała, nie dało się tego potwierdzić z całą pewnością. W pobliżu nie było żadnych śladów, mogących prowadzić do potencjalnego zabójcy.

Miejsce znalezienia ciała.

Policja przesłuchała 900 osób powiązanych z ofiarą, a spośród nich wyłoniła pięcioro podejrzanych. Wszyscy zostali szybko wykluczeni po przedstawieniu alibi.

Sprawa została umorzona.

Miejsce znalezienia ciała – krzyż postawiony na cześć Frauke (1).
Miejsce znalezienia ciała – krzyż postawiony na cześć Frauke (2).

Sprawcy ujęci?

W roku 2017, w Höxter znajdującym się 22 kilometry od Nieheim aresztowano Wilfrieda W. i jego byłą żonę Angelikę B. Zostali oni oskarżeni o uprowadzenie i zamordowanie kobiety, poznanej przez Wilfrieda przez ogłoszenie w gazecie. Para przetrzymywała ofiarę w swoim domu przez dwa miesiące. Torturowana, zmarła przez zakrzep, który wytworzył się jej w mózgu. Oprawcy postanowili odwieźć ją do mieszkania jej własnym samochodem. Pech chciał, że w drodze auto się popsuło. W braku innego pomysłu, wezwali pogotowie.

Wilfried W.

Na początku Angelika potwierdziła, że wraz z Wilfriedem zabili dwie kobiety. Wraz z upływem czasu ofiar stawało się coraz więcej. Ich prawdziwa liczba do dziś jest nieznana.

Dom w Höxter (1).
Dom w Höxter (2).
Dom w Höxter – wnętrze.

Śledztwo wykazało, że w czasie, kiedy Frauke Liebs jeszcze żyła telefon Wilfrieda logował się w miejscach, z których dzwoniła i wysyłała wiadomości. Policja przyznała, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że to właśnie Wilfried i Angelika stoją za uprowadzeniem i morderstwem Frauke. Nigdy jednak nie znaleziono żadnych dowodów mogących to potwierdzić.

Frauke Liebs.

Sprawa Frauke Liebs do dzisiaj pozostaje oficjalnie nierozwiązana.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]

Tara Calico – Trzy fotografie.

Był piękny, czerwcowy dzień w St. Joe na Florydzie. Amy, która wyszła właśnie z Junior Food Store, podeszła do auta i położyła zakupy na dachu. Potrzebowała obydwu rąk wolnych, żeby poszukać kluczyków. Pamiętała, że wchodząc do sklepu wrzuciła je byle jak do torebki, dlatego też mogły być Bóg wie gdzie. Najpewniej na samym spodzie.

Zanim jednak otworzyła torebkę, coś innego przykuło jej uwagę. Znad toreb z zakupami przyglądał jej się jakiś mężczyzna. Na pierwszy rzut oka był po trzydziestce. Miał gęste wąsy i opierał się łokciem na otwartym oknie jasnej furgonetki marki Toyota. Kiedy napotkał wzrok Amy nie speszył się ani trochę, wręcz przeciwnie – kilkanaście sekund patrzył jej prosto w oczy, po czym odpalił silnik, wyrzucił coś przez okno i odjechał.

Czego ten człowiek od niej chciał? Amy zaniepokoiła się. Wyszła zza samochodu, żeby zobaczyć czego mężczyzna pozbył się zanim odjechał. Leżała tam jakaś karteczka. Mieniła się w słońcu. Kobieta podeszła bliżej, sprawdzić co to. Było to zdjęcie zrobione Polaroidem.

Amy podniosła zdjęcie i przyjrzała mu się. Zimny dreszcz przebiegł jej po plecach. Szybko wsiadła do samochodu i ruszyła w kierunku najbliższego posterunku policji.

Tara Calico

Rowerzystka.

Rankiem, 20 września 1988 roku, dziewiętnastoletnia Tara Calico, tak jak co dzień wyszła z domu na przejażdżkę rowerem. Życie w małym miasteczku Belen w Nowym Meksyku toczyło się powoli, a młoda dziewczyna nie lubiła nudy. Zawsze miała zaplanowany cały dzień, od rana do wieczora.

Jej trasa przebiegała drogą stanową numer 47. Zwykle jeździła tędy z mamą Patty Doel, jednak od kilku dni była skazana na Walkmana i słuchawki. Patty przestraszyła się samochodu który jak twierdziła ‘jeździł za nimi jak wariat’. Tara uważała, że mama przesadza. Była zdecydowana jeździć na rowerze dokładnie tą samą trasą, i żaden nachalny kierowca jej w tym nie przeszkodzi.

Patty patrzyła z niepokojem jak Tara wsiada na różowy rower marki Huffy i przewija kasetę w Walkmanie.

– Jakby mnie nie było przed południem – powiedziała jeszcze do mamy – To weź mnie poszukaj. Tara musiała wrócić do domu przed dwunastą, bo o dwunastej trzydzieści była umówiona ze swoim chłopakiem na mecz tenisa. Dziewczyna założyła słuchawki na uszy, poczekała chwilę aż ‘Long Time’ grupy Boston zabrzmi jej w uszach i odjechała. 

Minęło jednak południe, a później jeszcze godzina i Tary wciąż nie było w domu.

Śladami Tary.

Patty i jej mąż, a ojczym Tary – John, kilka godzin próbowali znaleźć ją na trasie, jednak nie przyniosło to skutku. Zmartwieni rodzice skontaktowali się więc z policją, która prawie od razu zajęła się sprawą. Ekipa poszukiwawcza przeszukała okolicę najdokładniej jak mogła, jednak wciąż po Tarze i jej rowerze nie było ani śladu. Kilkoro przepytywanych ludzi pamiętało Tarę, a także jasną furgonetkę, która jeździła w okolicy. Nikt nie zauważył wypadku, ani napaści.

Dalej na drodze, już poza trasą Tary znaleziono Walkmana dziewczyny oraz kasetę zespołu Boston. Patty była przekonana, że Tara celowo zostawiała za sobą ślady, które pomogą w jej odnalezieniu.

Nagroda oferowana za jakąkolwiek informację o Tarze Calico.

Policja zaczęła podejrzewać, że Tara uciekła z domu, jednak to wyjaśnienie zostało całkowicie odrzucone przez jej rodzinę. Tara była szczęśliwą dziewczyną, z rodziną łączyły ją bliskie relacje, miała tu chłopaka i dopiero co zaczęła studia. Nie było absolutnie żadnego powodu dla którego mogłaby chcieć porzucić to wszystko i uciec.

Trzy fotografie.

Poszukiwania dziewczyny nie przyniosły żadnego skutku przez kilka miesięcy, do 15 czerwca 1989 roku. Tego dnia dwa i pół tysiąca kilometrów od Belen w Nowym Meksyku, w miasteczku portowym St. Joe na Florydzie znaleziono zdjęcie wykonane Polaroidem. Przedstawiało ono nastolatkę oraz młodego chłopca, leżących na poduszkach. Oboje mieli usta zaklejone taśmą i wyglądali, jakby ich ręce i nogi były skrępowane.

Fotografia znaleziona w St. Joe na Florydzie.

Kobieta, która znalazła zdjęcie od razu zawiadomiła policję. Zdjęcie leżało na parkingu, w miejscu gdzie kilka minut wcześniej stała jasna furgonetka marki Toyota. Kierowcą był wąsaty mężczyzna po trzydziestce.

Fotografia została pokazana w amerykańskim programie telewizyjnym ‘America’s Most Wanted’. Tego wieczoru telefon Patty Doel rozdzwonił się. Przyjaciele rodziny jeden po drugim dopytywali, czy to Tara jest na zdjęciu pokazywanym właśnie w telewizji. Patty i John od razu udali się na Florydę.

Patrząc na zdjęcie, Patty z początku nie była przekonana. Część twarzy dziewczyny była zakryta i wyglądała ona na chudszą niż Tara. Jednak im bardziej wpatrywała się w fotografię, tym bardziej zaczynała na nim widzieć swoją córkę. Wyglądało na to, że dziewczyna miała na udzie przebarwienie o kształcie identycznym jak blizna Tary, która została jej po wypadku samochodowym. Patty rozpoznała także książkę, leżącą obok niej. Był to thriller o dziewczynie prześladowanej śmiercią siostry, toczący się wokół gwałtu, zespołu stresu pourazowego i autyzmu – ‘My Sweet Audrina’ V. C. Andrewsa. Jednego z ulubionych pisarzy zaginionej dziewczyny.

Eksperci badający fotografię nie byli zgodni co do tego, czy na zdjęciu znajduje się Tara. Badacze z Los Alamos National Laboratory wątpili w to. FBI nie potrafiło tego ani potwierdzić, ani wykluczyć. Natomiast śledczy Scotland Yardu byli z całą pewnością przekonani, że jest to Tara Calico.

Wszyscy byli jednak zgodni co do tego, że zdjęcie zostało zrobione niedawno – nie wcześniej niż w maju bieżącego roku. Zostało to stwierdzone na podstawie papieru, który dopiero w tamtym okresie został wypuszczony na rynek.

Jeżeli chodzi o chłopca, leżącego obok nastolatki, to podejrzewano, że może nim być zaginiony dziewięciolatek Michael Henley. Rodzina chłopca ze stuprocentową pewnością potwierdziła, że to ich syn znajduje się na fotografii. Gdy w 1990 roku znaleziono jego zwłoki, okazało się jednak, że zmarł na długo przed tym, zanim zdjęcie zostało zrobione.

W ciągu następnych kilku lat pojawiły się jeszcze dwie podobne fotografie. Na jednym z nich widniała zamazana twarz dziewczyny z ustami zaklejonymi taśmą. Na drugim związana kobieta siedziała obok niezidentyfikowanego mężczyzny w pociągu Amtrak.

Druga fotografia.
Trzecia fotografia.

Do dzisiaj nie wiadomo, czy zdjęcia przedstawiały prawdziwą tragedię, czy były tylko okrutnym żartem.

Co ukrywa szeryf Riviera?

Biologiczny ojciec Tary odszedł w 2002 roku po tym jak został napadnięty i pobity przez dwóch mężczyzn. Patty po kilku wylewach zmarła w 2006 roku. Nigdy nie dowiedzieli się, co stało się z ich córką.

W 2008 roku świat obiegła rewelacja szeryfa Rene Riviery z Nowego Meksyku. Według niego Tarę zabili lokalni chłopcy, którzy być może chodzili z nią wcześniej do jednej szkoły. Jeździli za nią, śledzili ją dla zabawy, a później przypadkowo uderzyli ją samochodem. Niefortunny upadek sprawił, że dziewczyna zmarła, lub też chłopcy zabili ją w panice. Ich rodzice pomogli im w pozbyciu się ciała i zamieceniu całej sprawy pod dywan. Mimo iż szeryf twierdzi, że wie co się stało, nigdy nie postawił zarzutów. 

– Takie sprawy są ciężkie – twierdzi Riviera – Sprawy, w których nie ma ciała.

W 2009 roku do szefa policji na Florydzie, Davida Barnesa przyszły dwa listy ze stemplem pocztowym z Albuquerque w Nowym Meksyku. Jeden z nich zawierał zdjęcie chłopca o jasno – brązowych włosach, z ustami zamalowanymi czarnym markerem. W drugim liście przyszedł oryginał zdjęcia. 

Zdjęcie otrzymane przez Davida Barnesa.

People Magazine zapytało Michele Doel, przyrodnią siostrę Tary co sądzi o Polaroidzie znalezionym w St. Joe na Florydzie.

‘Czy jest na nim Tara?’

– Jeśli miałabym odpowiedzieć tak, albo nie, powiedziałabym, że zdecydowanie tak, to ona – powiedziała Michele – Jednak… Czy to ma sens? Nie. To nie jest jedna z historii, które mają sens.

Tara Calico.

Mimo, że Tara Calico zaginęła ponad trzydzieści lat temu, jej sprawa nadal pozostaje otwarta. FBI oferuje dwadzieścia tysięcy dolarów za informację, która doprowadzi do odnalezienia dziewczyny lub aresztowania sprawców. Zdania odnośnie tego, czy to właśnie Tarę przedstawiała którakolwiek z fotografii do dzisiaj są podzielone. Jednak bez względu na to jej ojczym i przyrodnie rodzeństwo wciąż mają nadzieję na znalezienie odpowiedzi na gnębiące ich od lat pytania.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11]

Brianna Maitland – Wypadek przy Dutchburn House.

Ktoś zapukał w szybę. Była to Keallie. Ręką dała znak, żeby Brianna otworzyła okno.

– Bri, wyłaź z auta. Mam ochotę cię uderzyć – dziewczyna krzyknęła na Briannę i nie czekając aż dziewczyna wysiądzie uderzyła ją pięścią przez uchyloną szybę – No chodź! Chyba się nie boisz – uderzyła ją ponownie.

Brianna siedziała w samochodzie ze spuszczoną głową. Nawet nie próbowała się bronić, tylko płakała. A Keallie biła ją dalej.

– Nie jesteś go warta – rzuciła jeszcze z pogardą.

– Keallie, co ty wyprawiasz?! – na parking wybiegł James, odciągając dziewczynę od samochodu – Co ty do cholery narobiłaś?!

car
Blado – zielony Oldsmobile ’85 Brianny Maitland znaleziony przy Dutchburn House (1).

Życie na własną rękę.

Brianna Maitland była ufną dziewczyną. Łatwo nawiązywała kontakty, miała wielu przyjaciół, a przede wszystkim uwielbiała towarzystwo podczas jazdy samochodem.

– Zawsze zabierała kogoś ze sobą – twierdziła jej matka, Kelly – Nie lubiłam tego. Pewnego dnia wracam z pracy, a tam w salonie, na mojej kanapie siedzi jakiś obcy chłopak. Autostopowicz, oczywiście. Brianna zabrała go z drogi i zaprosiła go do domu, żeby mógł poczekać, aż ktoś po niego przyjedzie. Była dobrą dziewczyną – chwaliła ją. Bała się jednak, że kiedyś naiwność zemści się na córce.

W dzień swoich siedemnastych urodzin Brianna wyprowadziła się z farmy swoich rodziców we Franklin kilkadziesiąt kilometrów dalej do swojego chłopaka. Jej rodzice uważali, że to bardzo wcześnie, jednak nie sprzeciwiali się. Wiedzieli, że jeżeli córka podjęła taką decyzję to nic i nikt jej nie powstrzyma. A ona po prostu chciała być bliżej przyjaciół. Było to w 2003 roku.

Brianna bardzo lubiła spotkania z przyjaciółmi. Kiedy tylko miała czas, wychodziła na miasto, żeby z kimś się zobaczyć, potańczyć, zabalować. A już kilka miesięcy po przeprowadzce, ze względu na swój mało uporządkowany tryb życia dziewczyna została wyrzucona ze szkoły. Jej związek również nie przetrwał długo i była zmuszona zamieszkać z jedną ze swoich przyjaciółek Jillian Stout, w Sheldon. Wtedy też postanowiła ukończyć naukę w trybie zaocznym i podjęła pracę jako kelnerka w pobliskiej restauracji.Przez długie miesiące ona i jej koleżanka Keallie Lacrosse interesowały się tymi samymi chłopcami. Jednym z nich był James Robitaille. W tamtym czasie James był oficjalnym chłopakiem Keallie. Jednak gdy tylko dziewczyna wyjechała na kilka dni, odwiedzić swoją matkę w Massachusetts, u chłopaka zaczęła pomieszkiwać Brianna. Keallie dowiedziała się o tym od wspólnych znajomych tuż po powrocie. Była wściekła.

briannakeallie
Brianna i Keallie.

Wieczór, który skończył się źle.

Pewnego dnia dawni znajomi ze szkoły zaprosili Briannę na wieczór do Pallet Factory. Dziewczyna była bardzo podekscytowana, mimo że nigdy by się tego nie spodziewała, tęskniła za szkołą.

Brianna cały wieczór flirtowała z Jamesem, z którym pojawiła się na imprezie. Keallie patrząc na nich z każdą chwilą stawała się coraz bardziej rozdrażniona. Kiedy tylko mogła poniżała koleżankę – im więcej ludzi na to patrzyło tym lepiej. Po jakimś czasie Brianna stwierdziła, że nie bawi się najlepiej. Chcąc uniknąć karczemnej awantury wyszła. Wsiadła do samochodu Jamesa, który miał ją zawieźć do domu i czekała.

Po kilku minutach na parkingu zamiast chłopaka pojawiła się Keallie, dobijając się do Brianny przez okno samochodu. Kiedy ta tylko odsunęła szybę, koleżanka zaczęła wrzeszczeć i bić ją po twarzy na oślep. Była w furii. Brianna milczała i przyjmowała tylko kolejne ciosy nawet nie próbując się bronić. Dopiero James odciągnął Keallie siłą. Kazał jej się wynosić.

Brianna miała podbite oczy, złamany nos i wstrząśnienie mózgu. Razem z matką pojechała do szpitala na obdukcję. Później na policję, złożyć zeznania. Zapytana dlaczego się nie broniła, powiedziała tylko:

– Keallie to koleżanka – i wzruszyła ramionami. Jakby to było oczywiste.

brianna (7)
Brianna Maitland po pobiciu.

Po tym zdarzeniu Brianna podjęła się drugiej pracy – na zmywaku w Black Lantern’s Inn w Montgomery.

Za oknem.

19 marca 2004 roku dziewczyna podeszła do egzaminu GED (General Equivalency Exam –  świadectwo ukończenia szkoły średniej zaocznie). Po tym chciała spędzić trochę czasu z matką. Razem poszły na śniadanie, a później na zakupy. Brianna cieszyła się zdanym egzaminem i opowiadała o swojej przyszłości – miała nadzieję dostać się do college’u i kontynuować swoją naukę. Mama była z niej bardzo dumna.

Kiedy Brianna i Kelly zbierały się już do domu, coś za oknem przykuło uwagę dziewczyny.

– Mamo… – powiedziała lekko roztrzęsionym głosem dziewczyna, cały czas gapiąc się w okno ‘Muszę iść coś sprawdzić. Spotkamy się na parkingu – szybko zapłaciła za zakupy i wyszła ze sklepu.

Kelly pakowała sprawunki do bagażnika, kiedy Brianna wróciła, co jakiś czas oglądając się za siebie. Całą drogę powrotną obracała się, sprawdzając drogę w tylnej szybie samochodu. Była roztrzęsiona. Wyraźnie czegoś się bała. Kobiecie przeszło przez myśl, żeby zapytać o co chodzi, ale szybko zmieniła zdanie. Nie była osobą, która wtrącała się w życie swoich dzieci. Uważała, że powinny same rozwiązywać swoje problemy, a nie skupiać na nich wszystkich wokół. Jeżeli dziewczyna będzie chciała, to sama jej o wszystkim opowie. Jednak Brianna nie powiedziała ani słowa. Kelly nie wspominając więc nic o dziwnym zachowaniu córki, podrzuciła ją tylko pod drzwi mieszkania Jill, pożegnała się i pojechała do domu.

Dutchburn House.

Około piętnastej trzydzieści Brianna była już gotowa do pracy. Tak jak miała to w zwyczaju, zostawiła dla Jill krótką notatkę: ‘Wracam po pracy’ i pojechała swoim blado – zielonym Oldsmobilem 85’ na wieczorną zmianę do Black Lantern’s Inn.

blacklanterninn
Black Lantern’s Inn.

W czasie kiedy Brianna zmywała naczynia, obok karczmy przejeżdżali jej rodzice. Ojciec Brianny – Bruce chciał wstąpić i przywitać się z córką. Ostatnio non stop firma wysyłała go w delegacje do Nowego Jorku i dawno się nie widzieli. Kelly była temu przeciwna. Nie wydawało jej się, żeby nachodzenie córki bez powodu było dobrym pomysłem. Stwierdziła, że taka wizyta na pewno wprawi ją w zakłopotanie – w końcu dziewczyna pracowała tu dopiero tydzień. Więc pojechali dalej. Później oboje bardzo tego żałowali.

Tego dnia restauracja pękała w szwach. Zmiana Brianny przedłużyła się, skończyła dopiero o dwudziestej trzeciej dwadzieścia. Znajomi z pracy szli właśnie na zasłużony obiad i zaproponowali nowej koleżance, aby poszła z nimi. Porozmawiają, lepiej się poznają. Dziewczyna odmówiła – musiała odpocząć. Następnego dnia miała poranną zmianę w drugiej restauracji. Dokończyłą zmywanie, wsiadła do samochodu i pojechała w stronę domu.

Nigdy do niego nie dotarła.

Następnego dnia – 20 marca kilkoro motocyklistów zgłosiło porzucony samochód koło szopy zwanej przez mieszkańców Montgomery, Dutchburn House. Scena, którą zauważyli z drogi wydała im się na tyle niepokojąca, że pokręcili się wokół samochodu i zrobili kilka zdjęć na pamiątkę. Wyglądało na to, że kierowca cofając wjechał w budynek robiąc dziurę w ścianie, po czym zniknął. W pobliżu samochodu leżała butelka wody, niezapalony papieros i porozrzucane monety.

car (2)
Blado – zielony Oldsmobile ’85 Brianny Maitland znaleziony przy Dutchburn House (2).

Brianny nie ma w domu.

Mimo, że samochód zarejestrowany był na Kelly Maitland, nikt tego dnia do niej nie zadzwonił. Policjanci stwierdzili, że samochód został porzucony przez pijanego kierowcę. Dlatego też odholowali go na policyjny parking i zostawili z myślą, że ktoś wkrótce się po niego zgłosi.

Jill Stout, współlokatorka Brianny spędzała weekend poza domem. Kiedy wróciła zobaczyła notatkę zostawioną dla niej przez koleżankę, jednak doszła do wniosku, że ta zdecydowała się pojechać na jakiś czas do rodziców. Nie zamierzała jej szpiegować. Rodzice nie kontaktowali się z córką codziennie, więc nie wiedzieli, że Brianna zniknęła z mieszkania.

Przez kilka dni nikt nie zgłosił zaginięcia Brianny.

W końcu Jill zaczęła się martwić. Zadzwoniła więc do Kelly Maitland. Chciała tylko potwierdzić, czy Brianna jest w domu i w ten sposób uspokoić swoje sumienie. Mama Brianny usłyszawszy, że jej córki od kilku dni nie ma w mieszkaniu wpadła w panikę. Zaczęła dzwonić po jej przyjaciołach. Kiedy nie uzyskała od nikogo żadnej sensownej informacji, poszła na policję.

Tam dowiedziała się o porzuconym kilka dni wcześniej samochodzie, co przeraziło ją jeszcze bardziej. Policjanci stwierdzili, że jest to typowa ucieczka nastolatki. Na miejscu nie było śladów walki, w okolicy nie znajdowało się nic podejrzanego, a ponadto Briannie zdarzało się już kiedyś uciekać z domu. Podczas przesłuchania przyjaciół okazało się też, że dziewczyna nie była zadowolona ze swojego życia, a w najbliższym czasie planowała dłuższą wycieczkę.

Na przesłuchanie zgłosiło się czworo świadków.

Pierwszy z nich przejeżdżał nieopodal Dutchburn House między dwudziestą trzecią, a północą trzydzieści. Zobaczył samochód zaparkowany tyłem przy szopie. Miał włączone przednie światła, ale w środku nikogo nie było.

Drugi minął szopę Brianny między północą, a północą trzydzieści. W samochodzie migał jeden z kierunkowskazów.

Trzecim świadkiem był były chłopak Brianny. Od razu rozpoznał jej samochód. Z początku chciał nawet podejść, sprawdzić czy nic się nie stało. Jednak mimo, że byli w dobrych stosunkach, uznał że mogłoby to być krępujące zarówno dla niego jak i dla dziewczyny. Dlatego po prostu ruszył w dalszą drogę, nie myśląc więcej o zdarzeniu.

Czwarty wraz z grupą przyjaciół zatrzymał się koło Dutchburn House koło północy. Nie zobaczyli nikogo w pobliżu, jednak mężczyzna pamiętał, że obok jednego z kół zobaczył zerwany naszyjnik.

Śledztwo trwało już od kilku dni, jednak policjanci wciąż nie przeszukali Oldsmobile’a zaginionej dziewczyny. Bruce Maitland, który codziennie sprawdzał postępy w śledztwie nie wytrzymał i sam poszedł na parking policyjny. Łomem otworzył bagażnik. Jego ręce trzęsły się – był przekonany, że znajdzie tam ciało swojej córki. Nic takiego jednak się nie stało. Bagażnik był pusty. W samochodzie znalazł porozrzucane rzeczy osobiste Brianny – jej ubrania, kosmetyki, dwa czeki na sumę stu pięćdziesięciu dolarów, szkła kontaktowe i leki na migrenę, bez których ostatnio nigdzie się nie ruszała.

carinside (2)
Wnętrze samochodu Brianny (1).
carinside
Wnętrze samochodu Brianny (2).
carinside (3)
Wnętrze samochodu Brianny (3).

Podejrzenia i teorie.

Trzy tygodnie po tym jak Brianna zaginęła sprawa o pobicie jej przez Keallie Lacross została umorzona. Niektórzy uważają, że dziewczyna miała swój udział w zaginięciu Brianny, w końcu było jej to na rękę. Alibi dziewczyny zostało dokładnie sprawdzone, jednak przecież mogła wynająć kogoś innego do brudnej roboty.

Tydzień później policja otrzymała anonimowy trop – informator twierdził, że Brianna przetrzymywana jest w Burkshire, w domu należącym do dwóch dilerów narkotykowych – Ramona Ryansa i Nathaniela Jacksona. Dom został gruntownie przeszukany. Znaleziono w nim ilości narkotyków wystarczające do aresztowania mężczyzn. Nic jednak nie wskazywało na to, żeby Brianna kiedykolwiek tam przebywała.

Co ciekawe przyjaciele dziewczyny potwierdzili, że Brianna miała wcześniej kontakt z ciężkimi narkotykami i znała Ramona Ryansa osobiście.

Jedna z teorii na temat tego, co stało się z dziewczyną mówi, że mogła mieć ona dług u Ryansa i Jacksona. Wskazywać na to mógł fakt, że niedawno podjęła się dwóch prac, potrzebowała więc większej ilości gotówki. Dziewczyna umówiła się z mężczyznami w Dutchburn House – miejsce było znane z podobnych spotkań, dilerzy wręcz je uwielbiali. Brianna przyniosła pieniądze, które udało jej się zarobić. Jednak to nie wystarczyło. Mężczyźni doszli do wniosku, że dziewczyna nie będzie w stanie ich spłacić, postanowili więc rozliczyć się z nią inaczej. Spanikowana Brianna chciała uciec samochodem, jednak zamiast biegu wbiła wsteczny i wjechała w szopę. Wtedy dopadli ją i zabili.

Możliwe, że dziewczynę zamordowali już na spotkaniu w szopie. Później chcieli odjechać jej samochodem, jednak nie wiedzieli jak obsługiwać manualną skrzynię biegów i zamiast ruszyć, rozbili samochód. Porzucili więc go, a ciało Brianny zabrali ze sobą.

Być może ktoś zaczaił się na tylnym siedzeniu samochodu dziewczyny i mijając Dutchburn House zobaczyła go w lusterku, a to spowodowało wypadek.

Istnieje również przekonanie, jakoby Brianna miała być policyjnym informatorem. Kiedy była na zakupach z mamą ktoś wywołał ją na zewnątrz i ostrzegł, aby tego dnia nie szła do pracy, ponieważ może jej się stać coś złego. Brianna niestety nie posłuchała tej rady. Być może też z uwagi na niebezpieczeństwo została objęta programem ochrony świadków. Być może policja pominęła w trakcie śledztwa wiele śladów nie bez powodu, a wręcz aby zatuszować co naprawdę stało się z dziewczyną. Ona zaś ma teraz nowe życie i nie może kontaktować się z rodziną w obawie przed ujawnieniem.

Podejrzewano, że sprawa Brianny może być w jakiś sposób powiązana z innym zaginięciem – Maury Murray, które nastąpiło miesiąc wcześniej w miejscu odległym o 90 mil. Jednak poza porzuconym samochodem i zniknięciem dziewczyny policja nie znalazła nic łączącego te dwie sprawy.

Przez jakiś czas sprawę przypisywano seryjnemu mordercy Israelowi Keyes’owi, jednak ta teoria została wykluczona.

Kilka lat po zaginięciu Brianny jej rodzice rozstali się. Do dzisiaj pozostają w separacji.

W 2006 na nagraniu z monitoringu w kasynie Caesars World w Atlantic City przy stole do pokera pojawiła się kobieta uderzająco podobna do Maitland. Nagranie było jednak zbyt niskiej jakości, aby rodzice Brianny mogli z całą pewnością stwierdzić czy była to ich córka. Kobieta nigdy nie została zidentyfikowana.

casino
Zdjęcie z monitoringu (1)
casino (2)
Zdjęcie z monitoringu (2)

Policja ujawniła, że jest w posiadaniu materiału biologicznego znalezionego w samochodzie Brianny, jednak nigdy nie podała do wiedzy opinii publicznej czy znalazła osobę, do której ten należał.

W lipcu 2016 roku szopa zwana Dutchburn House spłonęła.

brianna (2)
Brianna Maitland.

Brianny nigdy nie odnaleziono.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]

Bella in the Wych Elm – Kto uwięził Bellę w wiązie?

Una… – rzekł Jack drżącym głosem w kierunku swojej żony. Leżał w nieskazitelnie białej pościeli na łóżku szpitalnym, a ona siedziała na krześle obok i trzymała go za rękę – Ja… – zawahał się na chwilę i świszcząco wciągnął powietrze w płuca – Ja muszę Ci powiedzieć, co stało się tamtej nocy….

Una dobrze wiedziała, o której nocy mówił Jack. Wrócił wtedy nad ranem, co zdarzało mu się już wcześniej, ale tym razem był zupełnie trzeźwy. Jego ubrania były brudne, a on sam blady i roztrzęsiony. Wydawało się, że pytania gdzie był, lub co się stało w ogóle do niego nie docierały, więc Una przestała pytać. Jej mąż zaś z każdym dniem stawał się coraz bardziej posępny, a każdej nocy budził się zlany potem, jakby wydarty z koszmaru. Aż w końcu trafił tutaj – do St. George’s Hospital w Stafford z ciężkim załamaniem nerwowym.

– Pamiętasz tego Holendra? Tego wiesz, dla którego robiłem fuchę. Przedstawiłem Ci go kiedyś na mieście.

Una pamiętała. Pojawienie się owego tajemniczego mężczyzny sprawiło, że zaczął coraz częściej wychodzić z domu i chętniej zaglądać do kieliszka.

– Van Ralt?

– Tak, Van Ralt. Był niemieckim szpiegiem, opowiadałem mu czasem… No wiesz… – spuścił wzrok, jakby ze wstydu – O pewnych sprawach. A on czasem sypnął jakimś dodatkowym groszem. Pamiętasz, jak wreszcie było nas stać na remont stodoły?, powiedział i spojrzał na Unę. Kobieta nie wyglądała jakby remont stodoły był dla niej wart zadawania się z człowiekiem pokroju Van Ralta – Nieważne – kontynuował Jack – Tamtej nocy… Poszedłem do pubu. Nie byliśmy wtedy umówieni, ale on siedział tam z kobietą. Kłócili się. Chciał, żeby zawieźć ich do Hagley Woods. Powiedział, że zapłaci, więc się zgodziłem, zresztą jak mógłbym odmówić? Nie jemu. Byli strasznie pijani. Zaczęli się szarpać. Najpierw słyszałem krzyki, później coś jakby krztuszenie…

Una zamarła.

– Una, on ją udusił. Tam na tylnym siedzeniu – łzy napłynęły mu do oczu – Kazał mi zatrzymać się w lesie, więc się zatrzymałem. Wysiedliśmy i włożyliśmy jej ciało do starego wiązu. Najgłębiej jak się dało…

Jack zrobił krótką przerwę.

– Patrzyła na mnie, tam z tej jamy. Co noc wraca i znowu na mnie patrzy…

Jack Mossop zmarł kilka tygodni później. Obraz zamordowanej kobiety, porzuconej w konarach starego drzewa prześladował go do końca życia.

Graffiti namalowane na obelisku, nieopodal Hagley Woods.

W głębi drzewa.

Piętnastoletni Bob Farmer wspiął się na stary, rozłożysty wiąz. Razem z trójką przyjaciół – Robertem Hartem, Thomasem Willetts’em i Fredem Paynem, wybrali się tego poranka na poszukiwanie ptasich gniazd. On, jako najstarszy z nich, nie bał się niczego i postanowił, że wespnie się najwyżej jak się da. Nie chodziło tylko o ptaki, Bob musiał pokazać wszem i wobec kto jest przywódcą ich bandy. Oczywiście żadne z rodziców nie wiedziało o tej wyprawie, w końcu kto pozwoliłby dzieciakom błąkać się po Hagley Woods. Nawet w tak piękny i słoneczny dzień jak ten.

Był 18 kwietnia, 1943 roku.

Bob poczuł mrowienie na karku, zupełnie jakby ktoś się w niego wpatrywał. Rozejrzał się, ale reszta chłopaków rozpierzchła się po lesie w pewnej odległości, no i żaden na niego nie patrzył. Dziwne, pomyślał. Miał złe przeczucie. Zaczął powoli schodzić z drzewa. Teraz trochę żałował że nie posłuchał rodziców i nie poszedł grzecznie do szkoły. Schodził gałąź po gałęzi, powoli, krok za krokiem…

Rozległ się trzask Jedna z gałęzi nie wytrzymała i pękła gwałtownie pod jego ciężarem. Bob zawisł, trzymając się tylko na rękach. Jego twarz znalazła się na wysokości ciemnego otworu wyżłobionego w drzewie.

Puste oczodoły ludzkiej czaszki patrzyły prosto na niego. Zlepek włosów wisiał na pozostałości zgniłej skóry. W zębach tkwił kawałek materiału.

Bob w pierwszej chwili wrzasnął, szybko jednak się opanował. Wyciągnął czaszkę z dziupli, zeskoczył z drzewa, i kiedy koledzy dobiegli do niego, pokazał im swoje znalezisko.

Wszyscy obejrzeli czaszkę bardzo dokładnie, jednak żaden z nich nie miał ochoty ponownie wspinać się na wiąz, żeby sprawdzić, czy nie ma tam przypadkiem czegoś jeszcze. Uznali, że taka przygoda w zupełności im wystarczy.

– Dobra, tylko pamiętajcie – powiedział Bob, kiedy już odłożyli czaszkę na swoje miejsce – Nikomu ani słowa. Cicho – sza! – wszyscy zgodnie pokiwali głowami i ruszyli w stronę domów.

Tommy, najmłodszy z nich mieszkał najdalej, więc dotarł do domu najpóźniej. Matka nakryła już do stołu i czekała tylko na powrót chłopca ze szkoły. Ojciec miał właśnie przerwę na lunch.

– Spójrz, on chyba jest chory – matka Tommy’ego zwróciła się w stronę ojca. Chłopiec nie mógł przełknąć ani kęsa, chociaż podała jego ulubioną potrawkę w kurczaka. Kobieta dotknęła jego czoła – Masz gorączkę – westchnęła niezadowolona. Nie mieli teraz pieniędzy na dodatkowe wydatki, a już na pewno nie na doktora – Znowu włóczyłeś się bez podkoszulka! Do łóżka marsz! – rzekła do niego surowo – I oby do jutra ci przeszło!

Tommy leżał na łóżku i wpatrywał się w sufit. Naprawdę chciał iść spać. Jednak gdy tylko zamykał oczy widział ziejące pustką oczodoły, wyłaniające się z dziury w wiązie. Chciało mu się płakać, ale wiedział, że musi być twardy. Obiecał chłopakom, że nie piśnie ani słówka.

Następnego ranka opowiedział o wszystkim ojcu. Takiego lania nie dostał jeszcze nigdy w życiu.

Kobieta bez imienia.

Pogodnego, kwietniowego dnia, do Hagley Woods zjechała się policja.

Z wiązu, o którym mówili chłopcy wyciągnęli prawie kompletny szkielet młodej kobiety, brakowało jedynie jednej z rąk. W usta miała wetknięty kawałek tafty, a na lewej ręce, na palcu serdecznym – obrączkę. Oprócz tego w drzewie znaleziono skrawki ubrań bez metek oraz buty.

Brakująca ręka odnalazła się niedługo później – leżała zakopana nieopodal drzewa.

Patolog James Webster, zbadawszy ciało uznał, że ofiara została zamordowana około osiemnastu miesięcy przed dokonaniem znaleziska. Była to kobieta w wieku lat 35, mierząca około 1,5 metra wzrostu, o mysich włosach i krzywych zębach, w których znajdowało się kilka plomb. Na podstawie badań miednicy stwierdzono, że w swoim życiu, urodziła co najmniej jedno dziecko. Jej ciało zostało umieszczone w drzewie zanim ostygło, więc idealnie wpasowało się w szczelinę. Nie znaleziono żadnych konkretnych obrażeń, więc na podstawie materiału, znalezionego w ustach uznano, że przyczyną śmierci było uduszenie.

Z powodu jej charakterystycznego uzębienia, śledczy zdecydowali się skupić na kartotekach dentystycznych, jednak nie znaleziono niczego pasującego w całej Anglii. Mogło to wskazywać, że kobieta nie pochodziła stąd.

Nie było żadnych świadków, dowodów, ani nawet poszlak, więc sprawę szybko zamknięto, a z powodu szalejącej wokół Drugiej Wojny Światowej, ludzie bardzo szybko zapomnieli o martwej kobiecie, znalezionej w drzewie.

Kartoteka policyjna, z lewej: wiąz, w którym znaleziono ciało; z prawej: rysunek poglądowy kobiety .

Napisy na ścianach.

Nie minęło jednak wiele czasu, kiedy sprawa sama dała o sobie znać. W Hagley Woods, nieopodal miejsca znalezienia ciała na murze pojawił się napis ‘Kto umieścił Luebellę w wiedźmim drzewie?’ (ang. ‘Who put Luebella down the witch elm?’), a kilka dni później w nieco innym miejscu ‘Kto umieścił Bellę w wiązie – Hagley Wood’ (ang. ‘Who put Bella down the wych elm – Hagley Wood’). Przez następne tygodnie w różnych miejscach w całej okolicy pojawiały się podobne napisy, nazywając kobietę Luebellą, Bellą bądź Clarabellą.

Policja uznała, że malujący po ścianach wandal jest podejrzany, albo w najlepszym przypadku przynajmniej związany ze zbrodnią, dlatego też sprawa została otwarta, po to aby go znaleźć. Niestety nigdy nie natrafiono nawet na ślad osoby, która mogła znać ofiarę morderstwa. Od tego czasu jednak, tajemniczą kobietę wszyscy, łącznie z policją zaczęli nazywać Bellą.

Jedno z pierwszych graffiti, odkrytych w okolicach Hagley Woods.

Szpiedzy i czarownice.

Śledztwu nie pomógł fakt, że wykorzystywane do nieoficjalnych badań zwłoki kobiety po jakimś czasie zaginęły. Nie jest jasne, czy był to przypadek, czy też zamierzone działanie, jednak miejsce pochówku Belli do dziś pozostaje nieznane.

W 1944 roku okoliczna prostytutka zgłosiła zaginięcie swojej koleżanki, Belli. Jako, że kobiety nie poszukiwała rodzina, ani przyjaciele, śledczy uznali, że może to być kobieta znaleziona w wiązie, nigdy jednak nie udało się tego udowodnić.

Folklorystka, Margaret Murray bardzo rozpowszechniła teorię o morderstwie okultystycznym. Według niej scena zbrodni odzwierciedlała antyczną ceremonię znaną jako ‘ręka Glorii’. Ręka wiedźmy, po jej zamordowaniu miała być odcinana i zostawiana w pewnej odległości od reszty ciała. Również drzewo, w którym została pochowana Bella nie pozostawało bez znaczenia – wiąz odgrywał szczególną rolą w czarnej magii.

W 1953 roku sprawę znów ożywiła seria opisujących sprawę artykułów, autorstwa Wilfreda Byford – Jonesa. Do tego stopnia, że kilka dni po publikacji dziennikarz otrzymał tajemniczy list.

‘Oczywiście, możesz pisać swoje artykuły o morderstwie w wiązie. Na pewno ciekawią Twoich czytelników. Jednak wiedz, że nigdy nie znajdziesz prawdziwego rozwiązania tej zagadki’, pisał autor listu ‘Jedyna osoba, która może odpowiedzieć na Twoje pytania jest już poza ziemską władzą. Ta sprawa jest zamknięta i nie ma nic wspólnego z wiedźmami, czarną magią, czy księżycowymi rytuałami…’

List podpisany był jedynie ‘Anna’.

Trop był na tyle ciekawy i wiarygodny, że zainteresowała się nim policja oraz MI5. Tajemniczą Anną okazała się być Una Mossop, zamieszkująca wioskę nieopodal Hagley Woods.

List do Wilfreda Byforda  – Jonesa od Uny Mossop podpisany jako ‚Anna’.

W 1941 roku mąż Uny, Jack Mossop pracował w fabryce amunicji. Jak później przyznał się na łożu śmierci, był informatorem nazistowskiego szpiega pochodzenia holenderskiego Van Ralta, który z kolei przekazywał zdobyte informacje innemu szpiegowi – holenderskiej kobiecie, która ukrywała się pod przykrywką tancerki kabaretowej. Według jednej z wersji między Van Raltem i kobietą doszło do awantury, w wyniku której mężczyzna ją udusił. Jack pomógł Van Raltowi ukryć ciało w starym wiązie. Według innej kobieta była tak bardzo pijana, że straciła przytomność, więc Van Ralt, postanowił dla żartu wepchnąć ją do wiązu, żeby była w szoku, gdy już wytrzeźwieje. Podobno kiedy odjeżdżali, kobieta jeszcze żyła. Una przyznała, że nigdy nie znała jej imienia.

Zdjęcie czaszki Belli.

W 1968 roku ukazała się książka ‘Murdered by Witchcraft’ autorstwa Donalda McCormicka. Wbrew tytułowi przekonywała ona również do teorii o nazistowskiej siatce szpiegowskiej. Według autora Clarabella Dronkers, szpieg i okultystka była dziewczyną niemieckiego agenta o nazwisku Lehrer. Wywiad niemiecki nadał jej pseudonim Clara i wysłał nieopodal Hagley Woods w 1941 roku. Nigdy nie zaraportowała przybycia na miejsce, ani też nigdy nikt już o niej nie słyszał.

Książka McCormicka była oparta na oficjalnych zapisach niemieckiego wywiadu.

Zapisano w nich między innymi, że w 1942 roku niemiecki szpieg Johannes Marinus Dronkers został stracony przez Brytyjczyków. Można zakładać, że Clarabella Dronkers była jego żoną, a Lehrer kochankiem. Być może zazdrosny mąż dowiedział się o zdradach żony? Być może urodziła ona dziecko, którego ojcem był kochanek i jej mąż nie był w stanie tego znieść?

Rekonstrukcja twarzy Belli z 2017 roku, wykonana na podstawie zdjęć czaszki.

Nie tak dawno temu wraz z ujawnieniem niektórych akt MI5 na światło dzienne wypłynęły nowe fakty. Urodzony w Czechach niemiecki szpieg Josef Jakobs, który był ostatnim człowiekiem straconym w Tower w Londynie został schwytany w roku 1941. Miał wtedy przy sobie zdjęcie pewnej młodej artystki kabaretowej – Clary Bauerle. Przez dwa lata, występowała ona w okolicach Hagley Woods mniej więcej w czasie, kiedy zginęła Bella. Gestapo zwerbowało ją do niemieckiego wywiadu, a ona i Jakobs zostali kochankami Mówiono, że po morderstwie kobiety, ślad po Clarze również zaginął, od tego czasu nie było już żadnych nagrań z jej udziałem. Znaleziono jednak dokument mówiący, że artystka umarła rok później, w szpitalu, w wyniku zatrucia weronalem.

Clara Bauerle, fotografia znaleziona w rzeczach osobistych Josefa Jakobsa.

W 1999 roku na murze w zupełnie innym zakątku wysp Brytyjskich ostatni raz pojawiło się pozostające bez odpowiedzi od siedemdziesięciu lat pytanie: Kto uwięził Bellę w wiązie?

[1] [2] [3] [4] [5] [6]

Roland T. Owen – Tajemnica pokoju 1046.

Detektywi Ira Johnson i William Eldredge wbiegli do pokoju 1046. Nagi mężczyzna leżał w kałuży krwi. Trząsł się.

– Kto panu to zrobił, panie Owen? – zapytał jeden z detektywów. Czuł niepokój. Krwią pokryte były również łóżko, ściana i nawet trochę sufitu.

– Nikt – szepnął łamiącym się głosem Roland T. Owen. Jedno z jego płuc było przebite nożem. Na szyi widniały sińce, a na nadgarstkach ślady po krępowaniu sznurem.

– Co się stało?

– Potknąłem się i uderzyłem głową wannę – wydusił Owen. Zdążył splunąć jeszcze szkarłatną wydzieliną i zapadł w śpiączkę. Umarł w szpitalu, osiemnaście godzin później.

Morderstwo Rolanda T. Owena opisane w lokalnej gazecie.

Uciążliwy gość.

Był mroźny poranek, 2 stycznia, 1935 roku. Do hotelu President wszedł ciemnowłosy mężczyzna. Nie dało się nie zwrócić na niego uwagi ze względu na zniekształcone ucho i bliznę przecinającą mu twarz. Nie miał przy sobie bagażu, jednak nie było w tym nic dziwnego – w końcu miał zatrzymać się tylko na jedną noc. Roland T. Owen dostał klucz do pokoju 1046.

Do pokoju odprowadził go boy hotelowy, Randolph Propst. Porozmawiali przez chwilę o niczym szczególnie istotnym. Podczas pogawędki Owen, wspomniał, że chciał zatrzymać się w hotelu Muehlebach, jednak ostatecznie nie było go stać na taki wydatek. Propst otworzył drzwi do pokoju i zapalił światło. Owen przekroczył próg i rozejrzał się po pokoju. Rzeczywiście – standard odbiegał nieco od pokoi w Muehlebachu, ale był przyzwoity. Wyciągnął z kieszeni szczoteczkę do zębów, grzebień i szczotkę do włosów, i zaniósł je do łazienki. Wziął od Propsta klucz, rzucił kilka słów na pożegnanie i opuścił hotel.

Trochę później tego samego dnia, pokojówka Mary Soptic przyszła posprzątać pokój 1046. Kiedy tylko otworzyła drzwi, poczuła się bardzo nieswojo. W pokoju panował półmrok, okno było szczelnie otulone zasłonami, a jedynym źródłem światła była mała lampka, stojąca na stoliku nocnym. Owen wyglądał na roztrzęsionego.

– Proszę nie zamykać pokoju – odezwał się nagle Owen, kiedy ścieliła łóżko – Spodziewam się gościa – wyjaśnił i zaczął się zbierać.

– Oczywiście, proszę pana – Mary zaczęła ścielić łóżko – Tylko proszę… Pod żadnym pozorem nie zamykać pokoju – przypomniał jej minutę później i wyszedł. Mary pokręciła głową. Przecież wystarczyło powiedzieć jej o tym raz.

Pokojówka wróciła jeszcze raz do pokoju Rolanda T. Owena, żeby wymienić ręczniki. Ten leżał kompletnie ubrany na łóżku, gapiąc się w sufit. W pokoju wciąż panował półmrok. Przechodząc obok stołu Mary rzuciła okiem na leżącą na nim karteczkę: ‘Don, wrócę za piętnaście minut. Poczekaj’.

Następnego dnia Mary Soptic nie kwapiła się z powrotem do pokoju 1046. Miewali już w hotelu President dziwnych gości, ale zachowanie Owena sprawiało, że przechodziły ją ciarki. Kiedy w końcu dotarła na piętro, ku jej zdziwieniu drzwi były zamknięte od zewnątrz. Pomyślała, że Owen już wyszedł, więc otworzyła drzwi kluczem uniwersalnym. Owen znajdował się jednak w pokoju. Siedział na krześle i bezmyślnie patrzył w ciemność. Pokojówka, nie była pewna, czy powinna mu przeszkadzać, jednak on wzruszył ramionami i stwierdził że nie ma problemu – niech sprząta.

Zadzwonił telefon. Owen przyłożył słuchawkę do ucha i przez jakiś czas milczał. Dopiero później rzekł do telefonu:

– Nie, Don, nie jestem głodny. Jadłem już śniadanie – i rozłączył się.

Kiedy tego dnia Mary wróciła z ręcznikami, usłyszała parę podniesionych męskich głosów, dochodzących z wnętrza. Kłócili się. Zapukała, tłumacząc, że przyszła wymienić ręczniki.

– Nie potrzebujemy żadnych ręczników! – warknął jeden z mężczyzn. Pokojówka była pewna, że głos nie należał do Owena.

4 stycznia rano do pokoju 1046 został wysłany Propst. Od kilku godzin słuchawka telefonu była tam odstawiona z widełek, co nie powinno mieć miejsca. Całą drogę na piętro wyklinał cholernych gości, przez których musiał latać w te i we wte całymi dniami. Na drzwiach zastał zawieszkę, z napisem ‘Nie przeszkadzać’.

– Nie przeszkadzać jego mać – pomyślał Propst i zapukał.

– Proszę – odparł Owen z pokoju.

Propst pociągnął za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Żadne odgłosy nie wskazywały na to, żeby ktokolwiek zamierzał mu otworzyć. Zapukał jeszcze raz.

– Może pan zaświecić światło? – zawołał Owen.

Drzwi wciąż były zamknięte. Cierpliwość Propsta wyczerpała się.

– Niech pan odłoży słuchawkę na widełki! – warknął i wrócił na dół do recepcji.

Kiedy po jakimś czasie telefon dalej nie działał, inny boy hotelowy, Harold Pike poszedł dopilnować, aby słuchawka została odłożona na miejsce. Zapukał, jednak tym razem nikt się nie odezwał. Wyjął więc z kieszeni klucz uniwersalny i bez ogródek wszedł do środka. W pokoju zupełnie nagi Owen spał. Telefon był przewrócony, a słuchawka leżała trochę dalej na podłodze.

‘Kac’, pomyślał Pike. Alkohol, oraz stan po jego spożyciu nie był mu obcy, więc cicho odstawił telefon i słuchawkę na miejsce i opuścił pokój, zostawiając Owena w spokoju.

Kiedy sytuacja z telefonem powtórzyła się po raz trzeci, wściekły Propst prawie pobiegł do pokoju i mijając wciąż wiszącą zawieszkę ‘Nie przeszkadzać’ otworzył drzwi tak, jak wcześniej Pike. Szybko okazało się się, że Owen nie miał kaca. A jeżeli miał, to nie był to jego główny problem. Leżał na podłodze, podpierając się na łokciach. Zakrwawioną głowę ukrywał w dłoniach. Kiedy zobaczył Propsta, jęknął.

Szybko zjawiła się policja w towarzystwie dr Harolda F. Flandersa. Od Owena nie dowiedzieli się kompletnie niczego istotnego, więc czym prędzej przewieźli go do szpitala. Z badań wynikało, że Owen był skrępowany sznurem wokół szyi, nadgarstków i kostek. W okolicach serca widniały ślady ciosów nożem, z których jeden przebił mu płuco. Sińce wokół szyi świadczyły o tym, że Owen był duszony. Po długiej walce, z powodu ciężkich obrażeń, nie udało się go uratować.

Frank Howland i Fred Green – detektywi prowadządzy śledztwo.

Kim jest Roland T. Owen?

Na miejscu zbrodni nie było prawie żadnych śladów. Brakowało standardowego wyposażenia, takiego jak szampon, czy ręczniki. Detektywi znaleźli natomiast metkę, oderwaną od krawata, wsuwkę do włosów, agrafkę, nie zapalonego papierosa, zamkniętą butelkę rozcieńczonego kwasu siarkowego, dwie szklanki, oraz cztery drobne odciski palców na kloszu lampki nocnej.

Kiedy okazało się, że Roland T. Owen to fałszywe nazwisko, detektywi wystawili zwłoki na widok publiczny.

Pierwszy z policją skontaktował Ernest Johnson z Kansas City – rozpoznał w Owenie swojego kuzyna Harvey’a Johnsona. Z kolei siostra Ernesta, pani Anderson, stwierdziła, że ich kuzyn zmarł pięć lat temu. Ernest wydawał się być zaskoczony faktem, jak bardzo Owen był podobny do Harveya.

Odkryto również, że Owen pod pseudonimem Eugene Scott spędził jakiś czas w hotelu Muehlebach, a także w hotelach Kansas City i St Regis. Obsługa jednego z nich często widywała go z innym mężczyzną.

Później zgłosił się Tony Bernardi, mężczyznan zajmujący się lokalnym wrestlingiem. W grudniu, zeszłego roku Owen przyszedł do niego, chcąc zostać jednym z zawodników. Chwalił się, że występował dla Charlesa Locha z Omahy. Przedstawił się jako Cecil Warner. Detektywi pokazali Lochowi zdjęcia Owena, ten z kolei stwierdził, że widzi tego człowieka pierwszy raz w życiu.

Robert Lane, spokojny mieszkaniec miasta, również trafił na Owena. Wieczorem, 2 stycznia, jechał wzdłuż ulicy, nieopodal hotelu President, kiedy to zobaczył mężczyznę ubranego w samą bieliznę. Owen machał do niego, myśląc, że mężczyzna jest taksówkarzem.

– Wsiadaj pan – Lane od środka otworzył drzwi pasażera. Zdziwił się na widok ubranego w ten sposób mężczyzny, szczególnie o tej porze roku. Postanowił podrzucić go na postój taksówek.

Owen wsiadł do samochodu. Podczas drogi dużo przeklinał, a zapytany o ranę znajdującą się na jego ramieniu, odpowiedział tylko:

– Jutro dostanie na co zasłużył… Już po nim.

W toku śledztwa wyszło na jaw, że w nocy z 3 na 4 stycznia, w hotelu President, wydarzyło się kilka różnych rzeczy.

W pokoju 1055 trwała głośna zabawa. Hałas niósł się po całym piętrze, przeszkadzając niektórym z gości w odpoczynku.

Lokatorka pokoju 1048 również nie miała łatwej nocy. W pokoju obok rozegrała się zakończona bójką karczemna awantura, pomiędzy kobietą i mężczyzną. Zanim jednak zdecydowała się na złożenie skargi, kłótnia ucichła i zastąpiły ją odgłosy chrapania.

Operator windy Charles Blocher kilkukrotnie wiózł dobrze ubraną kobietę. Było to dla niego zdziwieniem, ponieważ tego typu kobiety zwykle nie pojawiały się w hotelu President. Miał pewne podejrzenia co do tego, czym owa pani może się zajmować. Raz towarzyszyła ona mężczyźnie z niewielką torbą podróżną, innym razem szukała pokoju 1026. Ostatni raz widziana była o czwartej nad ranem, kiedy ostatecznie wyszła z hotelu. Wspomniany wcześniej mężczyzna opuścił hotel piętnaście minut później. Ani jedno, ani drugie nigdy nie zostało zidentyfikowane.

Kilku barmanów również rozpoznało Owena. Podobno kręcił się po mieście w towarzystwie różnych kobiet.

Szkic wykonany po śmierci Rolanda T. Owena, opublikowany w ‚The Star’.

Kwiaty i telefony.

W marcu rozpoczęły się przygotowania do pogrzebu. Nie było nikogo, kto mógłby, lub chciał zapłacić za pochówek. Lokalna gazeta informuje, że grób  ofiary krwawego morderstwa w hotelu President jest przygotowywany w miejscu dla ubogich.

Kilka dni przed pogrzebem do redakcji zadzwonił telefon.

– Ta historia w waszej gazecie… – odezwał się przyjemny, kobiecy głos – To wszystko nie tak. Roland T. Owen nie zostanie pochowany w miejscu dla biedaków. Rozpoczęliśmy przygotowania do jego pogrzebu.

– Kto rozpoczął? – zapytał dziennikarz, otwierając notatnik – Kto mówi?

Nieważne. Wiem, co mówię.

– Co wydarzyło się w hotelu?

Dziennikarz usłyszał w słuchawce kilka głębokich oddechów.

– Wpakował się w kłopoty – podsumowała zagadkowo nieznajoma i rozłączyła się.

Mniej więcej w tym samym czasie do zakładu pogrzebowego Mellody – McGilley, który przygotowywał ciało i pochówek, zadzwonił mężczyzna.

– Wstrzymajcie pogrzeb. Chcę, żeby Owen został pochowany w Memorial Park Cemetery. Blisko mojej siostry – zamilkł na chwilę – Spokojnie, pokryję koszty pogrzebu.

– Kto mówi? – zapytał McGilley, który osobiście odebrał telefon – Muszę to zgłosić na policję.

– Proszę się nie denerwować, panie McGilley – rzekł uspokajająco mężczyzna. Wyjaśnił, że Owen był zaręczony z pewną dziewczyną. Jakiś czas temu jednak porzucił ją zrywając zaręczyny. Ona odnalazła go i umówili się na spotkanie w hotelu President.

– Oszuści zwykle dostają to, na co zasłużyli – dodał i zakończył połączenie. Jakiś czas później, zakład pogrzebowy otrzymał zawiniętą w gazetę gotówkę bez adresu zwrotnego.

Ktoś zadzwonił również do lokalnej kwiaciarni i zamówił trzynaście róż American Beauty. Na pokrycie kosztów, przesłał pięciodolarówkę i karteczkę z napisem, do umieszczenia na wieńcu – ‘Kocham na zawsze – Louise’.

Pomimo tych wszystkich telefonów, jedynymi żałobnikami na pogrzebie byli prowadzący śledztwo detektywi.

Artykuł w gazecie.

Jakiś czas później w roku 1936, w zupełnie innej części Stanów, Eleanor Ogletree jadła właśnie śniadanie, przeglądając magazyn American Weekly. Przesuwając wzrokiem po kolumnie poświęconej tajemniczym zbrodniom zauważa zdjęcie mężczyzny podpisanego jako Roland T. Owen. Ze zdumieniem stwierdziła, że zdjęcie przedstawia jej brata Artemusa, który opuścił dom, aby podróżować po świecie. Eleanor szybko pokazała artykuł swojej mamie Ruby. Kobieta od razu rozpoznała bliznę po oparzeniu na jego twarzy i nie miała żadnych wątpliwości – Roland T. Owen, to jej syn – Artemus Ogletree, który w chwili opuszczenia domu miał dziewiętnaście lat.

Ostatnim znakiem życia, jaki Ruby otrzymała od Artemusa, były trzy listy. Wprawiły ją one w lekkie zdumienie, ponieważ różniły się od pozostałych, wysyłanych przez niego wcześniej – były oschłe, zwięzłe i napisane maszynowo. Ostatni z nich zawierał jedynie informację, że niebawem Artemus ma wypłynąć do Europy. Kilka dni po otrzymaniu ostatniego listu Ruby odebrała telefon od mężczyzny, przedstawiającego się jako Jordan. Na pytanie kim jest, odpowiedział, że zna jej syna i ten uratował mu życie. Chciał tylko przekazać, że Artemus ożenił się z kobietą i osiadł w Kairze.

Śledztwo w sprawie morderstwa Rolanda T. Owena opisane w lokalnej gazecie.

Sprawa znów otwarta.

Organy śledcze otworzyły sprawę jeszcze dwa razy.

W 1937 roku aresztowany został mężczyzna o imieniu Joseph Ogden, za zastrzelenie jednego ze swoich przyjaciół. Detektywi odkryli, że Ogden używał kilku pseudonimów, a w październiku 1934 zarejestrował się w hotelu Kansas City pod nazwiskiem Donald Kelso, z mężczyzną, który nazywał siebie Duncan Ogletree. Jedna z gazet, opisuje nawet morderstwo, wyrażając pewność, jakoby Odgen zamordował Owena, tego drugiego przedstawiając jako ‘kelnera’. Policjanci połączyli postać Donalda Kelso z zagadkowym Donem, a Duncana Ogletree z Artemusem. Jednak ostatecznie powiązania tych dwóch zbrodni nigdy nie udało się udowodnić.

W 2003 roku bibliotekarz Kansas City Library John Horner odebrał przedziwny telefon. Dzwoniący nie przedstawił się, powiedział tylko, że dzwoni spoza Missouri. Ktoś z jego bliskich niedawno zmarł i pozostawił po sobie pudło pełne wycinków z gazet – wszystkie na temat morderstwa Rolanda T. Owena. W pudle było również coś, co przytaczał jeden z raportów policyjnych, jednak dzwoniący nie chciał zdradzić co to było.

Tajemnica pokoju 1046 opisana po latach w ‚The Newcastle Sun’.

Co stało się z Artemusem Ogletree?

Niektórzy mówią, że Artemus Ogletree był w związku z Louise, lub inną kobietą, jednak porzucił ją i wyjechał. Spotkali się ponownie w hotelu President. Być może była to kobieta, która szukała pokoju 1026, myląc go z numerem 1046? W rozpaczy, ona lub jej krewni zamordowali Artemusa, za zerwanie zaręczyn i przyniesienie hańby kobiecie.

Inna twierdzą, że Artemus Ogletree był homoseksualistą, a Don jego kochankiem, który z jakiegoś powodu go zamordował. Można też połączyć tą teorię z poprzednią – rodzina Louise dowiedziała się o powodach, które skłoniły Artemusa do wyjazdu i postanowili się zemścić. Zamordowali Artemusa, a on nie powiedział nic detektywom, żeby chronić Dona – homoseksualizm był w latach 30. nielegalny. Być może Don zadzwonił też do Ruby Ogletree jako Jordan – w końcu powiedział, że Artemus uratował mu życie – czy chodziło o to, że nie zdradził go przed policją, lub przed krewnymi Louise? Być może chciał, żeby była spokojna o syna.

Uważa się też, że Artemus Ogletree mógł być zaręczony z siostrą przywódcy lokalnej mafii Owney’a Maddena. Na cmentarzu, na którym został pochowany Ogletree spoczywa kobieta o imieniu Edwina Madden. Być może Ogletree był członkiem zorganizowanej grupy przestępczej, coś poszło nie tak i został zamordowany. Być może jakiś czas wcześniej Ogletree zerwał zaręczyny z Edwiną i Madden zamordował go osobiście? Później Madden postanowił zorganizować mu pochówek u boku swojej siostry.

Portret Artemusa Ogletree ze zbiorów Kansas City Library.

Mimo poszlak, dziwnych zdarzeń i telefonów, w dalszym ciągu nie wiadomo przez kogo i dlaczego Roland T. Owen ‘potknął się i uderzył głową w wannę’.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12]