Lily spojrzała na bezwładne ciało mężczyzny leżące kilkanaście metrów dalej na plaży. Był ubrany w garnitur, a zachodzące słońce odbijało się od jego perfekcyjnie wypolerowanych lakierów. Dziwny strój jak na plażę, pomyślała. Poruszył ręką, chcąc sięgnąć po tlący się w jego ustach niedopałek papierosa. A może, żeby odgonić chmarę komarów latających wokół jego twarzy?

– Jeśli temu gościowi to nie przeszkadza – szepnął do niej Alan, myśląc o tym samym – To musi być naprawdę zalany w trupa – zachichotał.

W tamtym momencie nie miał pojęcia jak niewiele minął się z prawdą.

Człowiek z Somerton

Ciało na plaży.

Ciepłego listopadowego wieczora w Australii jubiler John Bain Lyons przechadzał się wraz z żoną nad brzegiem morza. Oboje ujrzeli dobrze ubranego człowieka, leżącego na piasku.

– Znowu jakiś pijak – rzekł John do swojej żony i pokręcił głową. Sam również lubił się napić, ale żeby doprowadzić się do takiego stanu? To już była lekka przesada.

Jakiś czas później para zawróciła i ruszyła w kierunku domu.

Pół godziny później na mężczyznę natknęli się Lily i Alan. 

Lily spojrzała na bezwładne ciało mężczyzny leżące kilkanaście metrów dalej na plaży. Był ubrany w garnitur, a zachodzące słońce odbijało się od jego perfekcyjnie wypolerowanych lakierków. Dziwny strój jak na plażę, pomyślała. Poruszył ręką, chcąc sięgnąć po tlący się w jego ustach niedopałek papierosa. A może, żeby odgonić chmarę komarów latających wokół jego twarzy?

– Jeśli temu gościowi to nie przeszkadza – szepnął do niej Alan, jakby myśląc o tym samym – To musi być naprawdę zalany w trupa – zachichotał.

Następnego ranka 1 grudnia 1948 jubiler John Lyons wracał do domu z porannego pływania. To dziwne, pomyślał widząc tego samego człowieka, co wczoraj w identycznej wręcz pozie. Podszedł trochę bliżej, chcąc sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.

Nie było. Usta mężczyzny pokrywała biała wydzielina, a niedopałek papierosa wciąż zwisał mu z ust. Był martwy. John Lyons natychmiast wezwał policję i pogotowie.

Miejsce, w którym znaleziono ciało.

Trzy godziny później ciało zostało przewiezione do szpitala Royal w Adelaide. Pierwszy zbadał je pobieżnie Dr John Barkley Bennett. Określił godzinę zgonu na drugą w nocy, a przyczynę jako zatrzymanie akcji serca. Stwierdził też, że mężczyzna prawdopodobnie został otruty.

Śledczy sprawdzili ubrania zmarłego. Żadne z nich nie miało metki, jedyną charakterystyczną rzeczą była zszyta pomarańczową nicią tylna kieszeń spodni. W kieszeniach znaleźli bilet z Adelaide na plażę w Somerton, gumy do żucia, paczkę papierosów Army Club, zawierającą siedem papierosów innej, bardziej ekskluzywnej marki Kensitas oraz pudełko zapałek marki Bryant & May. Nigdzie przy ciele nie było portfela, ani dokumentu tożsamości, na tę chwilę, nie mogli więc zidentyfikować ofiary. Co zastanawiające, zmarły nie miał przy sobie kapelusza, który w latach czterdziestych był absolutnym wymogiem.

Dzień później policjanci dostali raport z autopsji. Źrenice mężczyzny były nienaturalnie pomniejszone, a na ustach była widoczna wydzielina, której prawdopodobnie nie mógł przełknąć. Jego śledziona była twarda i trzykrotnie powiększona, a w wątrobie znaleziono krew.

Patolog John Dwyer stwierdził, że ostatnim posiłkiem mężczyzny był pasztecik, a w żołądku znajdowała się też krew. To ostatnie znów sugerowało otrucie. Nie udało mu się jednak znaleźć żadnego śladu po truciźnie, można więc było zakładać, że substancja ta była albo zupełnie niepopularna, albo rozkładała się na tyle szybko, że zdążyła już zniknąć z organizmu mężczyzny.

Zmarły miał między 40, a 45 lat i jak na swój wiek był w doskonałej kondycji fizycznej. Jego rysy patolog określił na ‘brytyjskie’, a wzrost na 180 centymetrów. Miał szare oczy i rudawe włosy. Jego nogi wyglądały wręcz atletycznie. Jego stopy miały dziwny, lekko zdeformowany kształt charakterystyczny dla tancerzy baletowych.

Śledczy zrobili odciski linii papilarnych wszystkich jego palców i wraz z fotografią rozesłali do australijskich komisariatów policji, a następnie do innych angielskojęzycznych krajów. Niestety, nikt nie rozpoznał mężczyzny.

12 stycznia znaleziono walizkę, którą zmarły umieścił w poczekalni kolejowej 30 listopada. Pracownicy niestety nie zapamiętali nic szczególnego odnośnie właściciela. W środku zaleziono pomarańczową nić – taką samą jaką zszyta była tylna kieszeń spodni mężczyzny oraz trochę ubrań również bez metek z wyszytym nazwiskiem ‘Kean’ lub ‘T. Kean’. Był tam również plik kwitów używanych na statkach do rejestrowania ładunków, nóż stołowy z ostrzem ściętym do połowy oraz płaszcz szyty ściegiem nieznanym w Australii, jednak bardzo popularnym w Ameryce.

Śledczy ze znalezioną walizką.

Tamam shud.

Ciało zostało zbadane jeszcze przez jednego eksperta – emerytowanego profesora patologii na Uniwersytecie w Adelaide. Dopiero jemu udało się znaleźć małą, sekretną kieszonkę w spodniach, w której ukryty był skrawek wyrwanej z książki kartki z napisem ‘Tamam Shud’.

Skrawek papieru ‚Tamam shud’.

Frank Kennedy, dziennikarz śledczy rozpoznał słowa i zasugerował, że mogą one pochodzić z dwunastowiecznego tomiku poezji Omara Khayyama o nazwie ‘Rubaiyat’. Słowa te oznaczały ‘To koniec’.

Wszystkie znaleziska były na bieżąco publikowane w lokalnych gazetach, z nadzieją, że zjawi się ktoś, kto będzie w stanie rzucić na nie trochę światła.

W lipcu na komisariat policji wszedł mężczyzna z tomikiem poezji ‘Rubaiyat’ pod pachą.

-Jakoś w listopadzie odwiedzałem szwagra – powiedział podekscytowanym głosem – Zaparkowałem auto koło plaży w Somerton. Był ukrop jakich mało, więc zostawiłem otwarte szyby. I znalazłem to – wskazał na książkę, która leżała na stoliku – Myślałem, że to szwagier podrzucił mi ją dla zabawy. On robi czasem takie dziwne rzeczy. Ale kiedy zobaczyłem ten artykuł w gazecie… Jest wyrwana strona, proszę spojrzeć!

I rzeczywiście, sterczące fragmenty papieru z ostatniej strony idealnie pasowały do wycinka znalezionego przy zwłokach. Ponadto na okładce książki widniały dwa numery telefonu, jeden lokalny i jeden, którego nie udało się zidentyfikować, i kilka wydawać by się mogło przypadkowych liter w kilku rzędach, najpewniej zakodowana informacja.

Notatka z zakodowaną wiadomością.

Dzięki lokalnemu numerowi telefonu policjanci dotarli do mieszkającej nieopodal pielęgniarki o imieniu Jo Thomson – wtedy z uwagi na ochronę jej prywatności nadano jej pseudonim Jestyn. Jo przyznała, że zna tomik poezji, kiedyś podarowała taki poznanemu podczas wojny żołnierzowi o imieniu Alfred Boxall.

Jo Thomson.

Nareszcie. Śledczy byli przekonani, że udało im się zidentyfikować mężczyznę. Jednak okazało się, że Alfred Boxall jest cały i zdrowy i wciąż posiada tomik poezji ‘Rubaiyat’, wraz z dedykacją od Jestyn na pierwszej stronie.

Tomik poezji ‚Rubaiyat’ z dedykacją Jo Thomson.

Jo Thomson zaprzeczyła jakoby kiedykolwiek znała mężczyznę podobnego do tego znalezionego na plaży. Kiedy pokazano jej gliniany odlew jego twarzy, kobieta zemdlała. Nigdy nie zmieniła jednak swojej wersji.

Bardzo popularną teorią było to, że niezidentyfikowany mężczyzna był szpiegiem, w końcu jego śmierć nastąpiła tuż przed rozpoczęciem Zimnej Wojny. Wiele osób argumentowało to tym, że plaża w Somerton znajdowała się tuż obok centrum australijskiego wywiadu. Tłumaczyłoby to również brak dokumentów i poodcinane od ubrań metki – ten człowiek nie chciał być zidentyfikowany.

W roku 1959 pojawił się świadek, który twierdził, że w noc poprzedzającą znalezienie ciała, wraz z trzema kolegami widział mężczyznę niesionego przez kogoś wzdłuż plaży w Somerton.

Przez lata sprawa pozostawała nierozwiązana.

Nieślubne dziecko?

W 2007 roku Derek Abbott, profesor na Uniwersytecie w Adelaide postanowił znów przejrzeć wszystkie zgromadzone tropy. Na ich podstawie wysnuł swoją teorię.

Według niego Jo Thomson miała nieślubne dziecko z mężczyzną z Somerton (jak przez brak identyfikacji określa się znalezionego na plaży mężczyznę). To wyjaśniałoby dlaczego zaprzeczała, jakoby kiedykolwiek go znała. Abbott dotarł do starej fotografii Robina, syna Thomson i zauważył, że oboje mają tak samo ułożony kły w zgryzie i identyczne górne części uszu. Obie te cechy są dziedziczone i występują jedynie u 1% populacji na świecie.

Młoda Jo Thomson i Robin.
Robin Thompson.

W ten sposób Abbott poznał Rachel Egan – wnuczkę Jo Thomson.

– Chciał popatrzeć na moje uszy i zęby. Poprosił też o próbkę DNA – wspominała Rachel – Była to jedyna taka prośba od mężczyzny w moim życiu.

Abbott i Egan pobrali się. Jeśli przeczucia profesora są prawdą, trójka dzieci które mają są prawnukami mężczyzny z Somerton.

Abbott wciąż czeka na ekshumację zwłok i pozwolenie na porównanie DNA.

W 2009 roku eksperci doszli do wniosku, że litery znalezione w tomiku poezji nie są przypadkowe i z całą pewnością jest to szyfr. Niestety kodu z okładki ‘Rubaiyat’ nigdy nie udało się złamać.

I znowu Rubaiyat.

Wiele osób twierdzi, że sprawa mężczyzny z Somerton wiąże się z dwoma innymi zdarzeniami. Pół roku po znalezieniu ciała, około 20 kilometrów od Somerton odnaleziono ciało dwuletniego dziecka, oraz jego nieprzytomnego ojca. Przyczyna śmierci dziecka nie udało się ustalić, natomiast ojciec po kilku tygodniach rekonwalescencji trafił do szpitala psychiatrycznego. Żona mężczyzny twierdziła, że jej mąż znał tożsamość człowieka z Somerton.

Trzy lata przed znalezieniem ciała mężczyzny z Somerton w Australii niedaleko Sydney miała miejsce inna śmierć. Ofiarą był mężczyzna z Singapuru Joseph George Saul Haim Marshall. Przyczyną śmierci było samobójstwo przez zażycie trucizny. Obok ciała znaleziona dwunastowieczny tomik poezji ‘Rubayiat’.

Człowiek z Somerton.

Do teraz zagadka tożsamości mężczyzny z Somerton oraz przyczyny dla której został otruty pozostają niewyjaśnione.

[1] [2] [3] [4] [5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *